
Niemieckie media i fachowcy nie potrafią zrozumieć "skandalicznej" decyzji sędziego w meczu Borussia Dortmund - Manchester City. Arbiter podyktował w drugiej połowie rzut karny dla Anglików, którego nie powinno być. The Citizens strzelili gola BVB, a następnie wygrali 2:1 i awansowali do półfinału. Komentatorzy są zgodni - to był punkt zwrotny meczu.
REKLAMA
Zdaniem ekspertów, Emre Can nie popełnił błędu w 53. minucie gry i sędzia Carlos del Cerro Grande nie powinien dyktować rzutu karnego dla Manchesteru City. W studio "Sky Sports" sytuację analizowali Dietmar Hamann - przed laty filar Liverpool FC i niemieckiej kadry - oraz trener Ewald Lienen.
Czytaj także:Decyzję arbitra o podyktowaniu rzutu karnego dla MC nazwano "skandaliczną", a Lienen zżymał się, że jeden jasny przepis dotyczący dotknięcia piłki ręką jest rozmaicie interpretowany przez sędziów. A ten jasno mówi, że jeśli zawodnik zagrał głową, a następnie piłka po jego ramieniu i ręce wraca na murawę, to rzutu karnego nie ma.
- Dotknąłem najpierw piłki głową, a potem trafiła mnie w ramię. Przepisy wyraźnie mówią, że to nie jest powód, by dyktować rzut karny. Zostaliśmy ukarani za błąd, którego nie było i to jest dla nas gorzka decyzja - mówił po meczu Emre Can, który nie był w stanie zrozumieć decyzji arbitra.
Hamann nie mógł zrozumieć, jakim trafem sędziowie mając do dyspozycji technologię i system VAR - cała akcja była analizowana przez zespół arbitrów przez dwie minuty - nie potrafili podjąć poprawnej decyzji. W 55. minucie Riyad Mahrez wykorzystał rzut karny i był to punkt zwrotny meczu. City miało awans w ręku, wygrało mecz 2:1.
Co do tego Dietmar Hamann i Ewald Lienen nie mieli wątpliwości. Tak samo jak do tego, że słowa Josepa Guardioli podczas konferencji prasowej o "ewidentnym rzucie karnym" to nieporozumienie i błędna ocena sytuacji słynnego trenera.
W "Bildzie" czytamy o nieudanym tygodniu dla niemieckich drużyn i pożegnaniu z Ligą Mistrzów. Dzień przed Borussią Dortmund odpadł Bayern Monachium i to budzi niepokój dziennikarzy. Jak sami dodali, by Manchester City awansował, ale "potrzebował pomocy sędziego w Dortmundzie".
O "wątpliwym rzucie karnym" piszą dziennikarze "Ruhr Nachrichten", którzy pocieszają się, że BVB "pożegnała się z Ligą Mistrzów z podniesioną głową". I cytują kapitana Marco Reusa. - City było od nas lepszą drużyną, ale gdybyśmy nie zostali ukarani rzutem karnym mielibyśmy szanse na awans - mówił as Dortmundczyków, który nie chciał narzekać na decyzję sędziego. Ale karny dla MC nazwał "wątpliwym".
Tymczasem w Borussii Dortmund żegnają się z Ligą Mistrzów przynajmniej na jeden sezon, bo w Bndeslidze BVB jest piąta i będzie jej niezwykle ciężko wskoczyć do czwórki. Nowy cel na końcówkę sezonu, to próba zachowania miejsca w pucharach i... zatrzymanie Erlinga Haalanda. Który chce grać rok w rok w Lidze Mistrzów.
