
Od dłuższego czasu trwają spory na temat wysokości odpisu, który wierni będą mogli przeznaczyć na Kościół. Premier w negocjacjach z duchowieństwem postanowił odwołać się do woli parlamentu. Ze strachu – sugerują komentatorzy.
Premier Tusk spróbował inną drogą. – Parlament powinien zdecydować, czy 0,3 proc. odpisu to jest w sam raz, za mało czy za dużo. Moim zdaniem jest to mniej więcej tyle, ile Kościół otrzymywał do tej pory - stwierdził. Czyli klasyczny unik: jeśli hierarchowie mają się zdenerwować, to przynajmniej niech rozproszą złość na czterystu kilkudziesięciu posłów, zamiast skrupiać ją na głowie Tuska. CZYTAJ WIĘCEJ
Dziennikarka "GW" dodaje też, że niezależnie od ostatecznej wysokości odpisu Kościół może być spokojny o swoje finansowanie co najmniej przez cztery najbliższe lata. W czasie tego "okresu przejściowego" państwo zobowiązało się bowiem dopłacać ewentualnie brakujące sumy aż do poziomu 89 mln zł.
Wpływy "z procentu" byłyby poniekąd weryfikacją polskiego katolicyzmu. Jeśli będą niewielkie, mit Polonia semper fidelis rzeczywiście runie. Kiedy upłynie okres przejściowy, Kościół będzie zmuszony bardziej niż dotąd zabiegać o wiernych. Nie chodzi wyłącznie o akcje informacyjne przed rozliczaniem PIT, jak robią to NGO-sy. Raczej o większą staranność duszpasterską. CZYTAJ WIĘCEJ
Więcej w "Gazecie Wyborczej"

