
PiS zaprezentował opinii publicznej Polski Ład, czyli program społeczno-gospodarczy na czasy po pandemii. Część komentatorów pokiwała z uznaniem głowami, że plan jest ambitny i taki ho-ho. Faktycznie, czegóż tam nie było?! Jak się wszystko zrealizuje punkt po punkcie, to wyjdzie nam Polska wypisz-wymaluj z tygodnika „Sieci”, który już na kilka dni przed prezentacją kreślił imponującą wizję przyszłości: „Węzły drogowe, wielkie centra logistyczne, nowoczesne linie produkcyjne, widzący przyszłość w Polsce młodzi ludzie, spokojne o byt zamożne rodziny, znacząco lepsze ochrona zdrowia i edukacja”.
REKLAMA
Jest tylko jeden, zupełnie drobny problem, o którym nawet z nieśmiałością wspominam: brak wiarygodności. PiS, rzecz jasna, zapewniał nas w sobotę ustami marszałek Elżbiety Witek, że wiarygodność to jego drugie imię, powołując się przy tym jak zawsze na program 500 plus – obiecany przed wyborami w 2015 roku i wdrożony w cztery miesiące po nich. Prawda to, ale niejedyna. Prawdą jest także to, że PiS potrafi tylko dystrybuować środki, z budżetu państwa do kieszeni ludzi, ale nie jest w stanie dźwignąć zmian systemowych, głębokich reform. Nie ze swoimi kadrami i dojeniem państwa, bo z takimi ludźmi i z takim sposobem działania to się po prostu nie może udać.
Po drugie, PiS już raz przedstawił plan na cywilizacyjny skok naszego kraju. Było to pięć lat temu i nazywało się Strategią Odpowiedzialnego Rozwoju. Strategia, podobnież jak Ład, też była obszerna i kompleksowa. Też była wychylona w następną dekadę. Oraz tak samo ambitna. Część projektów do dziś krąży jak widmo w przestrzeni politycznej – a to ktoś złośliwy z opozycji przypomni o milionie aut elektrycznych, a to drugi wspomni flotyllę promów na Bałtyku albo polskie TGV, które miało mknąć po torach, ale jednak nie mknie.
Ostatnio w Senacie pastwił się na Strategią Marek Borowski, oto próbka: „Miał powstać polski robot medyczny. Tego robota, proszę państwa, nikt nie może znaleźć, ale robot, jak to robot, może wyemigrował, może się ukrył, może jakiś list gończy trzeba za nim wysłać”.
Konkludując: wszystkie wielkie projekty zostały na papierze, a wskaźniki, np. poziom inwestycji, zamiast poszybować, zaczęły pikować. Taka to historia.
Czytaj także: Morawiecki "wyjaśnił" Polski Ład za pomocą mema. "Grafik płakał jak rysował"
Czytaj także: Morawiecki "wyjaśnił" Polski Ład za pomocą mema. "Grafik płakał jak rysował"
Dobra jeszcze pamięć o Strategii i jej ekscytujących obietnicach nie pozwala mi się zatem zachwycić Polskim Ładem. Bo skoro Strategia kompletnie nie wyszła, to dlaczego niby Ład miałby? PiS co kilka lat prezentuje nam projekty, które mają się zmaterializować właśnie za kilka lat, a kiedy ów czas nadchodzi, prezentuje nie efekty swoich działań, tylko kolejny plan. Z poprzedniego nikt się nie rozlicza. Ba, słówkiem o nim nie wspomina. A przecież aż się prosi, żeby premier wyszedł i podsumował, a nie tylko projektował.
I jeszcze jedno: niektóre obietnice wracają jak bumerang. Odbudowę Pałacu Saskiego obiecano trzy lata temu i na tym rzecz stanęła. Teraz obiecano ponownie, a w 2024 roku proponuję obiecać po raz trzeci, akurat przypadać będzie osiemdziesiąta rocznica zburzenia gmachu przez Niemców, będzie to miało atrakcyjny wymiar symboliczny.
Zostawmy jednak Strategię, skoro sami jej autorzy odesłali ją na śmietnik historii, i weźmy się za choć kilka elementów Ładu. Widać, że to program wyborczy, bo PiS znowu rozdaje pieniądze. Wprawdzie program 500 plus nie przyczynił się do wzrostu dzietności, ale PiS, zupełnie nie zrażony tym, że gotówka nie przekłada się na więcej polskich niemowląt, co zostało udowodnione empirycznie, będzie rozdawał… jeszcze więcej gotówki. Tym razem jednorazowo dorzuci 12 tysięcy złotych na drugie dziecko i każde kolejne.
Mało prawdopodobne, by rodziny z powodu tej sumy masowo decydowały się na potomka. A zatem cel jest inny, polityczny. PiS znów śle komunikat do wyborców: my rozdajemy, oni (poprzednicy) kradli. Ignoruje przy tym doświadczenia innych państw w zakresie polityki pronatalistycznej, które mówią jasno, że dzieci przybywa tam, gdzie jest świetnie zorganizowany system opieki nad nimi (żłobki i przedszkola), a kobieta ma zabezpieczoną możliwość powrotu do pracy, w dodatku na elastycznych warunkach.
To wymagałoby długofalowych działań, budowy tych nieszczęsnych żłobków, zmian w prawie pracy, działań edukacyjnych wobec pracodawców. Uciążliwe, czasochłonne, nie wiadomo, jak się do tego zabrać, więc lepiej transferować pieniądze, co doprowadza do, opisanej przez Łukasza Pawłowskiego, drugiej fali prywatyzacji. Państwo nie jest zapewnić usług publicznych (żłobki), więc daje pieniądze, żeby rodzic opłacił sobie nianię. Te dwanaście tysięcy na wiele wypłat dla niani nie wystarczy, ale to już nie zmartwienie rządu.
Zerknijmy jeszcze na zapowiedzi gospodarcze. PiS uznał za bogaczy osoby zarabiające na rękę powyżej 6 tysięcy złotych i im zabierze w ramach nowego systemu podatkowego. Po kieszeni dostaną przedsiębiorcy, bo to już od PRL-u wiadomo, że prywaciarza należy łupić dokumentnie. Będzie się przy tym opowiadać farmazony o budowie i umacnianiu klasy średniej, jakże by inaczej.
I realizacji akurat tych punktów programu możemy być pewni, to będą pierwsze z tej zapowiedzianej setki projektów ustaw. Zaś Jarosław Gowin tak się rozpędził innowacyjnie, że zapowiedział specjalistyczne laboratoria w każdym powiecie, w których to zdolna młodzież będzie nam tworzyć know-how. W Polsce jest ponad trzysta powiatów, może się zatem skończyć na tym, że „specjalistyczne laboratoria” zostaną wyposażone w mikroskop, pod którym będzie sobie można obejrzeć muszkę „owocówkę”. Ciekawe i rozwijające, ale raczej nie napędzi nas technologicznie. Jakim cudem będziemy Chinami Europy, tego wicepremier nie zdradził, ale to właśnie zapowiedział: „Przekształcimy Polskę w zaplecze produkcyjne, zapewniające bezpieczeństwo całej Europie”.
Mieliśmy być drugą Japonią (Wałęsa), potem Irlandią (Tusk), wreszcie Bawarią (Kaczyński), a teraz nawet Chinami (Gowin). Sky is the limit, papier jest cierpliwy, każdą bzdurę przyjmie, a robienie z gęby cholewy prawie nikogo u nas nie bulwersuje. Nic, tylko z tego korzystać i że PiS korzysta, to trudno się dziwić. Może nawet społeczeństwo wybierze ich po raz trzeci, tego też wykluczyć nie można.