
To jest leitmotiv niepisowskiej, a zwłaszcza antypisowskiej publicystyki: aby pokonać rządzących autorytarnie prawicowych populistów, opozycja musi się zjednoczyć. Ale nie jest bynajmniej jasne, jak takie zjednoczenie miałoby przebiegać i w jakiej formule się dopełnić.
REKLAMA
Przed wyborami sejmowymi, zaplanowanymi na 2023 rok, odbędą się – już za rok – wybory parlamentarne na Węgrzech, gdzie cała opozycja zdołała się zjednoczyć we wspólnym, antyfideszowym bloku. Będzie więc można zobaczyć, jak sprawdza się taka antyautorytarna koalicja wyborcza.
Lecz węgierska ordynacja wyborcza opiera się na jednomandatowych okręgach, zatem
bardziej przypomina tę do polskiego senatu, a tu opozycja antypisowska już zdolność
jednoczenia i zwyciężania pokazała.
bardziej przypomina tę do polskiego senatu, a tu opozycja antypisowska już zdolność
jednoczenia i zwyciężania pokazała.
Wbrew pozorom wytypowanie jednego kandydata w każdym okręgu może być łatwiejsze, niż skonstruowanie wspólnej listy w okręgach wielomandatowych, gdzie przydział konkretnych miejsc (tzw. "biorących") zwykle ma decydujące znaczenie dla uzyskania mandatu.
Już teraz możemy obserwować funkcjonowanie pełnej koalicji opozycyjnej przeciw
prawicowemu populizmowi w Izraelu. Ale to uzgodnienie powyborcze i też przy innej
ordynacji, która rozprasza głosy i rozczłonkowuje parlament (cały kraj jednym okręgiem, a próg wyborczy wynosi obecnie 3,25 proc. i do 120-osobowego Knesetu dostaje się kilka kilkuprocentowych partyjek).
prawicowemu populizmowi w Izraelu. Ale to uzgodnienie powyborcze i też przy innej
ordynacji, która rozprasza głosy i rozczłonkowuje parlament (cały kraj jednym okręgiem, a próg wyborczy wynosi obecnie 3,25 proc. i do 120-osobowego Knesetu dostaje się kilka kilkuprocentowych partyjek).
To utrudnia dominującej partii zdobycie większości parlamentarnej (nigdy w historii współczesnego Izraela żadna nie osiągnęła 50% mandatów), w Polsce, przy ordynacji z 5-procentowym progiem to możliwe i Zjednoczona Prawica dwukrotnie to osiągała. Czekanie więc na porozumienie się opozycji po wyborach może być daremne, bo nie mając większości głosów obecny obóz rządzący jest w stanie uzyskiwać większość mandatów, jeśli opozycyjne partie startują osobno. Przykład izraelski nie jest zatem instruktywny.
Cała polska opozycja już się zjednoczyła, wystawiając wspólnego kandydata w wyborach
prezydenta Rzeszowa. Ale to znów przypadek nietypowy, bo chodzi o wybór podobny raczej do elekcji prezydenta Rzeczypospolitej (bezwzględna większość głosów, często wymagająca dwóch tur). Takiego kandydata na głowę państwa opozycja już miała – Rafała Trzaskowskiego i nie zdołała mu zapewnić zwycięstwa. Powinna z tego i ewentualnego sukcesu w Rzeszowie wyciągnąć wnioski raczej na wybory prezydenta RP w 2025 r., niż wcześniejsze parlamentarne.
prezydenta Rzeszowa. Ale to znów przypadek nietypowy, bo chodzi o wybór podobny raczej do elekcji prezydenta Rzeczypospolitej (bezwzględna większość głosów, często wymagająca dwóch tur). Takiego kandydata na głowę państwa opozycja już miała – Rafała Trzaskowskiego i nie zdołała mu zapewnić zwycięstwa. Powinna z tego i ewentualnego sukcesu w Rzeszowie wyciągnąć wnioski raczej na wybory prezydenta RP w 2025 r., niż wcześniejsze parlamentarne.
Nie da się więc taktyki opozycji przed wyborami sejmowymi – kiedykolwiek ostatecznie się odbędą – oprzeć na doświadczeniach z wyborów prezydenta Rzeszowa, parlamentarnych na Węgrzech czy z tworzenia koalicji rządowej w Izraelu. Zbudowanie antyautorytarnego sojuszu politycznego na wybory sejmowe (bo do Senatu formuła została już wypracowana i skutecznie przetestowana) wymaga innego, oryginalnego pomysłu.
W grze pozostaje wciąż ten zgłoszony przez senatora Marka Borowskiego – każda partia ma na wspólnej liście w każdym okręgu to samo miejsce, więc wyborca lewicy, KO czy Hołowni łatwo znajdzie swojego kandydata. Każde ugrupowanie dostanie przydział mandatów wyznaczony poparciem wyborców, bez rozpraszania głosów na osobne listy czy kłótni o miejsca wskazane na wspólnej (pozycję poszczególnych ugrupowań można po prostu wylosować). To może być optymalny sposób tworzenia wspólnego opozycyjnego bloku. Na razie lepszego pomysłu nie widać.
Janusz A. Majcherek jest profesorem filozofii, socjologiem, wykładowcą w krakowskim Uniwersytecie Pedagogicznym, publicystą nagradzanym m.in. Grand Press za najlepszy tekst publicystyczny, Nagrodą Kisiela, nagrodą Allianz w kategorii media.