
Dwóch kibiców, którzy wbiegli we wtorek na mokrą murawę Stadionu Narodowego, rozbawiło całą Polskę. No, może prawie całą – poczuciem humoru nie wykazali się łapiący ich stewardzi. Dziś sprawą zajmie się sąd. Dowcipnisiom grozi nawet do 3 lat więzienia.
O łagodne potraktowanie kibiców apeluje dziś na swoim blogu Tomasz Lis. "Gdyby wbiegli w czasie meczu byłbym za ich zapuszkowaniem i za nałożeniem dla nich dożywotniego zakazu stadionowego. Ale tych, którzy wbiegli na basen narodowy, potraktowałbym jak dostarczycieli rozrywki dla publiczności – rozładowali oni w pewnym momencie dość napiętą atmosferę. Władza powinna im podziękować, bo dzięki uciekającym przed stewardami kibicom zamiast złości była radość".
My przyznajemy się bez bicia – biegający po zalanym stadionie panowie rozbawili wszystkich w redakcji do łez. Czy jednak faktycznie powinna być to okoliczność łagodząca? W końcu prawo jest jedno i powinno obowiązywać wszystkich. A zgodnie z prawem za grozi im nawet do 3 lat więzienia. Naruszyli bowiem przepisy ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych:
Wesołkom ze stadionu kibicuje nawet Kancelaria Premiera. Centrum Informacyjne Rządu poinformowało nas, że... zalajkowało fanpage Uwolnić Bohaterów Basenu Narodowego.
Czy [Waszym zdaniem] prawo powinno być w tym przypadku surowo przestrzegane? Czy zastosowanie może mieć tu znany zapis o "znikomej społecznej szkodliwości czynu"? Czy sąd powinien kibiców skazać, a prezydent skorzystać z prawa łaski? A może [Waszym zdaniem] w ogóle nie ma o czym mówić, bo przecież ewidentnie naruszyli prawo?