Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta Profesor Janusz Majcherek z gościnnymi felietonami w naTemat.pl.

Wielu komentatorów oceniło krytycznie lub kąśliwie świetne przemówienie wygłoszone przez powracającego do aktywnej polityki krajowej Donalda Tuska, bo zrozumieli, że jego istotne fragmenty były o nich i do nich skierowane. To te, w których nowy-stary przewodniczący PO rozprawiał się z wszystkimi opiniami zawierającymi frazę rozpoczynającą się od „ale…”.

REKLAMA
A to właśnie typowa przypadłość tak licznych w polskim komentariacie symetrystów, relatywistów, partykularystów, powtarzających, że może i ten PiS działa podle, destrukcyjnie, bezprawnie, ale… (przecież nie wszystko robi źle, nie wsadza przeciwników do obozów koncentracyjnych, tramwaje jeżdżą normalnie, PO też miała swoje wady, wielu rodaków jest zadowolonych itd. itd.). To oni rozmazują, a w rezultacie zamazują realny obraz sytuacji panującej w kraju. Tusk go kreśli ostrymi, zdecydowanymi, wprawnie i czytelnie poprowadzonymi kreskami.
Nie tylko przedstawił więc obiektywny i trafny ogląd sytuacji, ale także dał właściwe rzeczy słowo: złodziejstwo nazwał złodziejstwem, kłamstwo kłamstwem, łajdactwo łajdactwem, nepotyzm nepotyzmem, oszustów oszustami. Symetryzujący i relatywizujący komentatorzy, ale też polityczni konkurenci, obruszyli się: to podsycanie konfliktu, wzniecanie wojny, antagonizowanie społeczeństwa, przywracanie polaryzacji na osi PiS-PO. Bo choć kradną, ale się dzielą; rzeczywiście kłamią, ale politycy tak już mają; oszukują, ale inni nie są lepsi; obsadzają krewnymi spółki skarbu państwa, ale tak już bywało. I żelazny argument podręczny: nie wystarczy krytykować, być anty-PiSem.
Największą zaletą przemówienia Tuska było spojrzenie outsidera, przybysza z zewnątrz, który chłodnym i bystrym okiem przygląda się wnikliwie miejscu przed laty opuszczonemu, ludziom w nim żyjącym i stosunkom wśród nich panującym. Spędziwszy kilka lat w europejskich instytucjach i wśród europejskich przywódców, żyjąc według europejskich standardów i przywyknąwszy do nich, powraca do Polski, rozgląda się i równie zdumiony, co przerażony, pyta rodaków: czy nie widzicie co się stało z naszą Ojczyną? Czy nie dostrzegacie tej degeneracji, jakiej uległa i nadal ulega? Czy zamierzacie się z tym godzić? Czy nie czujecie potrzeby radykalnej zmiany? Wytrąca ich z marazmu, przyzwyczajenia, gnuśności, tumiwisizmu.
To sytuacja znana wielu Polakom z własnego doświadczenia, gdy ci spośród nich, którzy opuścili rodzinną mieścinę i wyjechali na kilka lat do dużego i odległego miasta lub za granicę, po powrocie nie mogą się nadziwić, jak żyją ich krewni, koledzy, sąsiedzi, znajomi i rozpytują ich, czy nie widzą głupoty, zaściankowości, prymitywizmu, zacofania, dewocji, nietolerancji, zawiści, w jakich są pogrążeni. Kilka lat spędzonych w innym, wyżej rozwiniętym, bardziej cywilizacyjnie zaawansowanym, inteligentniejszym, pluralistycznym, tolerancyjnym otoczeniu przydaje krytycyzmu w oglądzie i ocenie rodzimego środowiska, ale także determinacji w zamiarze jego zmiany. Tak przecież nie można żyć, nie wolno się z tym godzić, nie należy tego akceptować, przywykać do zła.
Reakcja na takie krytyczne uwagi może być i bywa zróżnicowana. Niektórzy tubylcy obruszają się na krytykę ich tradycyjnego stylu życia, dokonywaną przez mądralę pochodzącego przecież spośród nich, a przybywającego ze świata nierozumiejącego ich, zwykłych ludzi, kultywujących swoje sprawdzone i cenne dla nich obyczaje.
Inni przekonują, że to właśnie ich sposób życia jest najlepszy, w przeciwieństwie do tego zdegenerowanego, zwariowanego i nieodpowiedzialnego, jaki panuje w tych dalekich miastach i krajach. Jeszcze inni perswadują, że może i u nich panują niezbyt atrakcyjne obyczaje i stosunki, ale da się też znaleźć i wskazać dobre strony takiego zaściankowego życia.
Wszystkie te argumenty były i są używane w publicznym obiegu. Epatują nimi przede wszystkim media narodowe i prorządowe. Ale to także sformułowania pojawiające się w przekazach płynących z ośrodków niepisowskich, w tym lewicowych, usiłujących wyjść naprzeciw prostemu ludowi, a więc także jego preferencjom politycznym. Popierajmy to, co PiS robi dobrze, nie krytykujmy w czambuł – takie wezwanie płynie z różnych środowisk.
Tusk się takiej postawie przeciwstawia, demaskuje ją i wzywa do jej zmiany. Czy skutecznie – to się okaże. Lecz rozpoczął z impetem i mocnym uderzeniem.
Janusz A. Majcherek jest profesorem filozofii, socjologiem, wykładowcą w krakowskim Uniwersytecie Pedagogicznym, publicystą nagradzanym m.in. Grand Press za najlepszy tekst publicystyczny, Nagrodą Kisiela, nagrodą Allianz w kategorii media.