
Wielka Czwórka. Termin ten jeszcze kilka lat temu odnoszony był głównie do angielskiej Premier League, w której dominowały Chelsea, Arsenal, Liverpool i Manchester United. Ale dziś najbardziej pasuje do tenisa w wykonaniu mężczyzn, bo w żadnej innej dyscyplinie na świecie nie jest równie łatwo wytypować półfinalistów wielkiej imprezy. A każdy zapytany o najlepszych graczy wymieni z miejsca dokładnie cztery nazwiska. Novaka Djokovicia, Rogera Federera, Rafaela Nadala i Andy'ego Murraya. Po nich jest przepaść.
Mało tego - w mediach coraz częściej lansowana jest teza, że mamy oto do czynienia z najlepszymi graczami w historii.
Karol Stopa, komentator Eurosportu, uważa ją za nieco przesadną: - Oni są najlepsi w tej dekadzie, to tacy bohaterowie naszych czasów. Ale w tenisie w ogóle jest tak, że każde 10 lat ma swoich mistrzów, swoich geniuszy - mówi w rozmowie z NaTemat, po czym podaje przykłady - W latach 90. mieliśmy Samprasa, Agassiego, Ivanisevicia i Beckera, wcześniej wyobraźnią widzów władali Lendl i McEnroe.
Stopa chwilę się zastanawia, po czym dodaje: - Ale wie pan co? Myślę, że akurat Federer jest największym graczem w historii. Takie stwierdzenie nie byłoby przesadą.
Szwajcar to mistrz techniki i perfekcyjnego ataku. Jego forehand fachowcy uważają za najlepszy w dziejach tej dyscypliny. W ciągu 6 lat wygrał kilkanaście turniejów Wielkiego Szlema, a w Wimbledonie i US Open triumfował po pięć razy z rzędu. Raz wygrał nawet French Open - turniej na nawierzchni ziemnej, która preferuje graczy świetnie broniących i przygotowanych fizycznie. Słabsze strony? W dawnych czasach łatwo wpadał w gniew, rzucał rakietą. Dziś przeszedł na tenisowy stoicyzm, choć momentami wciąż zawodzi w kluczowych punktach.
Nadala i Djokovicia można, zdaniem Stopy, podpiąć pod jedną kategorię. - Oni obaj są świetni wydolnościowo, wybiegani jak nikt inny w historii. Stosują proste, mocne uderzenia, ale są w stanie nimi trafiać w kort przez bardzo długi czas. To jest ich siła, bo tenis, który prezentują, ciężko nazwać wyrafinowanym. Są trochę jak takie maszyny - ocenia komentator Eurosportu.
Nadal właściwą Hiszpanom sztukę obrony opanował do perfekcji. Dobiega do każdej piłki i jeszcze potrafi rewelacyjnie odegrać. Przegonienie go po korcie do tego stopnia, by zaczął oddychać rękawami i nie wytrzymał fizycznie, graniczy z niemożliwością. W 2009 roku niesamowity, pięciogodzinny bój stoczył z nim w półfinale Australian Open jego kolega, rodak - Fernando Verdasco. Wygrał Nadal, ale sam mecz to jak dotąd najlepsze tenisowe spotkanie XXI wieku.
Inny wielki mecz, w którym stała się rzecz historyczna. Nadal został przegoniony po korcie do tego stopnia, że niemal słaniał się na nogach. I do każdej piłki przybiegał spóźniony. To był finał ubiegłorocznego US Open, mecz z Djokoviciem.
Serb to od dłuższego czasu numer jeden w rankingu. W 2011 roku wygrał zresztą trzy Wielkie Szlemy, potykając się tylko w Paryżu. Tam pokonał go Federer, kończąc tym samym niezwykłą serię Djokovicia 43 wygranych meczów pod rząd. Trzecią w historii tej dyscypliny.
Nie wszyscy bohaterowie tego tekstu weszli na szczyt w tym samym czasie. Najpierw był Federer, potem do jego poziomu dobił Nadal, znienacka pojawił się Djoković, aż wreszcie znalazł się Murray.
Szkot jest trochę jak D'Artagnan z powieści Aleksandra Dumasa - czwarty wielki muszkieter, dołączający do trzech walczących już dłużej od niego. Zdaniem Stopy Murray to taki powiew świeżości w światowych rozgrywkach, człowiek grający inaczej, bardziej wyrafinowanie. - On w czasie meczu prezentuje układanki dobierane wedle różnych wzorów. Tyle tylko, że czasem z nimi przesadza i jego mecz ze słabszym rywalem niepotrzebnie się dłuży - opisuje obrazowo mój rozmówca, po czym dodaje - Można go opisać tak - ma z całej tej czwórki najlepszą rękę, ale zarazem najsłabszą głową. Słabszą od Federera.
Szkot zresztą nie tylko barwnie gra, ale i barwnie się wypowiada. W tegorocznym Australian Open (w piątek gra z Djokoviciem o finał) najpierw stoczył efektowny, choć nieco jednostronny mecz z Francuzem Michaelem Llodrą (filmik poniżej). A po meczu IV rundy w jednym z wywiadów wypalił: - O czym ja mam wam mówić? Ten mecz był zwyczajnie nudny. Mój rywal nic nie pokazał, nie zmusił mnie do żadnego wysiłku.
Stopa w aktualnie trwającym turnieju stawia właśnie na Murraya, nie tylko dlatego że Szkot z miesiąca na miesiąc jest coraz lepszy.Ale również ze względu na coraz częstsze niedyspozycje tenisowych Atosa, Portosa i Aramisa. - Czołowi tenisiści świata są potwornie eksploatowani i to zaczyna odbijać się na ich występach. Mecz za meczem, turniej za turniejem, przelot za przelotem - stwierdza komentator Eurosportu - Oglądał pan dziś mecz Federera z Nadalem? Ludziom się podobało, wstawali z miejsc, a dla mnie to był ich najsłabszy pojedynek w historii. Nadal miał lekki uraz, cały czas z nim grał, ale Federer nie potrafił tego wykorzystać.
Wielu kibiców ogląda dzisiaj każdy mecz Barcelony, by za kilkadziesiąt lat mogli opowiadać wnukom: "Wiesz, gdy byłem młodym chłopakiem miałem zaszczyt widzieć w telewizji drużynę Guardioli".
Czy sympatycy tenisa w połowie XXI wieku podobnie będą mówić o bohaterach tego tekstu? Ci umiejętności mają wystarczające. Pytanie tylko, czy włodarze ATP pójdą wreszcie po rozum do głowy. I zaczną dbać o skarb, który posiadają.
Współpraca: KUBA FILA
