
Drugą polską drużyną – po siatkarzach – która zakwalifikowała się na igrzyska olimpijskie w Tokio, są koszykarze odmiany 3x3. Ta widowiskowa dyscyplina debiutuje właśnie w turnieju olimpijskim, a że zdobywa z roku na rok coraz większą popularność, nie jest wykluczone, że na stałe wpisze się w program zmagań o medale olimpijskie. Dla nas to świetna wiadomość, bo polska kadra to jeden z faworytów.
Poniższy tekst jest elementem naszej akcji specjalnej #GotowiNaTokio. Od poniedziałku aż do rozpoczęcia igrzysk każdego dnia będziemy publikować materiały poświęcone zmaganiom sportowym w Tokio. W naTemat dowiesz się o naszych szansach medalowych, jak do igrzysk przygotowani są Japończycy, poczytasz wspomnienia naszych najbardziej utytułowanych olimpijczyków i nie tylko.
Co to jest 3x3? Koszykówka uliczna na igrzyskach
Koszykówka w odmianie 3x3 ma prostą genezę i jeśli myślicie, że wywodzi się z ulicznych pojedynków (streetball) dzikich drużyn czy rekreacyjnego grania z kumplami pod blokiem na jeden kosz, to macie rację. W latach 80. w USA zyskała tak dużą popularność – równolegle z rozwojem ligi zawodowej NBA – że zaczęto unifikować jej proste zasady i w 2007 roku zorganizowano pierwsze mistrzostwa świata. Nie minęły dwie dekady, a 3x3 debiutuje w turnieju olimpijskim i z pewnością będzie jedną z jego atrakcji.Polska potentatem 3x3, medal MŚ i awans do Tokio
Tak się wspaniale składa, że w tym roku będziemy mieli wśród olimpijskich debiutantów w 3x3 reprezentację Polski, która dwa lata temu szturmem wdarła się do światowej czołówki. W 2019 roku w Amsterdamie Michael Hicks, Paweł Pawłowski, Marcin Sroka i Przemysław Zamojski zagrali fenomenalny turniej. Najpierw wygrali grupę D, bijąc Łotwę, Australię oraz Brazylię i przegrywając tylko z Japonią. W ćwierćfinale nasz zespół pewnie ograł Portoryko, a w półfinale zagrał z USA. Amerykanie zbili Biało-Czerwonych 22:8, by sięgnąć po mistrzostwo świata.Przełomowe kwalifikacje i jedno olimpijskie marzenie
Szlachectwo, czyli przynależność biało-czerwonych do światowej czołówki, trzeba było potwierdzić wiosną. Po roku przerwy spowodowanej pandemią koszykówka 3x3 wróciła na arenę międzynarodową i w maju rozegrano turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Tokio. Do austriackiego Grazu zjechała elita, a Polacy po raz kolejny grali jak z nut. Pokonali w decydującej batalii po pięknej walce wicemistrzów świata Łotyszy 20:18, a Michael Hicks powiedział po meczu ze spokojem: – Ja nie przegrywam z Łotwą.Drużyna w składzie Michael Hicks, Paweł Pawłowski, Szymon Rduch i Przemysław Zamojski sięgnęła po pierwsze marzenie. Awans na igrzyska to dla polskiej koszykówki wielkie wydarzenie, po raz ostatni nasz zespół rywalizował o medale w Moskwie w 1980 roku. Biało-czerwoni zrobili swoje, z meczu na mecz oraz z turnieju na turniej ten zespół rośnie i jeszcze wiele dobrego o nim usłyszymy. Medal olimpijski? Dlaczego nie, przecież na igrzyska nie zakwalifikowali się Amerykanie, mistrzowie świata. A nasi do Japonii polecieli.
Człowiek instytucja, jeden rzut i sms od mamy
Awansu i sukcesów kadry 3x3 z pewnością nie byłoby, gdyby nie Michael Hicks. 38-latek, który trafił nad Wisłę w 2008 roku, ściągnięty przez Basket Kwidzyn. Pochodzący z Missouri Amerykanin zadomowił się w Polsce, a wszystko dzięki drugiemu pracodawcy w naszym kraju, Polpharmie Starogard Gdański. To w tym mieście spędził dekadę, to tu poznał swoją obecną żonę Dagnę, tutaj zapuścił korzenie.Znów walka jest niezwykle zacięta. Do końca meczu pozostały już tylko trzy sekundy, nasi przegrywają 17:19. Hicks ma piłkę, oddaje rzut i trafia za dwa. Remis! Ale sędziowie pokazują, że nasz zespół ma jeszcze dwa rzuty wolne. Amerykanin z polskim paszportem – obywatelstwo dostał w 2016 roku, bez rozgłosu i medialnej wrzawy – trafia oba. I tonie w objęciach kolegów. Mamy medal, brązowy medal. Zagramy o igrzyska w Tokio! Tamta chwila zostanie z naszymi koszykarzami na zawsze, bo na ten sukces ciężko zapracowali.
Mama czuwała i była z nim cały czas
Michael Hicks będzie wtedy pamiętał o swojej mamie. Nie o nieudanej walce o angaż w NBA, obozie i rywalizacji z Kevinem Garnettem i Rayem Allenem. – Byłem z nimi dwa miesiące. Nie przebiłem się, ogólnie do NBA było mi daleko – powie później szczerze "Gazecie Wyborczej". Nie o śniegu i zimnie, które zastały go w Polsce. O szarym i niezbyt atrakcyjnym Starogardzie Gdańskim, w którym zapuścił korzenie. Będzie pamiętał o mamie, która w 2017 roku zginęła w wypadku samochodowym i z którą nie miał okazji się pożegnać.Już po turnieju, gdy emocje opadły i można było na chłodno przeanalizować kolejny krok, lider kadry i jej bohater postawił jasny cel przed drużyną. – Złoto. To jedyna rzecz, o jakiej myślimy. Ja gram, by zdobywać medale, a my jesteśmy coraz lepsi i lepsi. Dlatego nie pojadę do Tokio po brąz, po srebro tylko po złoto – jasno i bez ogródek wyłożył w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Michael Hicks.
Nim w Japonii ruszy walka o medale – nasza kadra to również Przemysław Zamojski, Szymon Rduch i Paweł Pawłowski – proszę pamiętać, że Michael Hicks to po prostu "Michaś z Kociewia", który uwielbia żurek, rosół, schabowe, gołąbki, bigos, kocha też kaszankę z grilla – jak wyliczała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Dagna Hicks.
