
Małgorzata Hołub-Kowalik to jedna zawodniczek z ekipy nazywanej "Aniołkami Matusińskiego". To żeńska sztafeta 4x400 metrów, z którą wiążemy spore nadzieje na igrzyskach. Jak opisuje sportsmenka, warunki do trenowania w Japonii są w porządku, choć mają swój "urok". Chociażby za sprawą... sąsiadujących w lesie niedźwiedzi.
REKLAMA
O sprawie więcej można przeczytać na stronach Eurosportu. Polki przygotowują się do olimpijskiego startu w ośrodku Zao Bodaira położonym ok. 1000 m n.p.m., oddalonym od Tokio o 400 km. Od ostatniej soboty jest tam czterdziestka z lekkoatletycznej kadry Polski.
Czytaj również: To nie będzie tylko święto sportu. Pandemiczne ograniczenia będą bardzo dotkliwe dla olimpijczyków
Dlaczego akurat taki wybór? Polska kadra szykowała się tam do mistrzostw świata w Pekinie w 2015 roku. Co ciekawe, w innym miejscu przygotowywać się będzie trójka naszych reprezentantek: Anita Włodarczyk (w Takasaki), Karolina Nadolska (Sapporo) i Kamila Lićwinko (Tokio).
Ośrodek Zao Bodaira położony jest w górskiej okolicy w prefekturze Yamagata (taką nazwę noszą jednostki administracyjne w Japonii). Yamagata to teren górski, gdzie nie brakuje lasów, a w nich – jak ostrzegają miejscowi – niedźwiedzi.
– W Japonii najbardziej zaskakuje to, że o 19:30 za oknem jest już całkowicie ciemno. Dodatkowo otrzymaliśmy informację, że w lesie są niedźwiedzie, więc jeśli ktoś planuje trening w terenie, to musi zabrać ze sobą odstraszający dzwonek – opowiada Małgorzata Hołub-Kowalik.
Cóż, pozostaje życzyć lekkoatletom podczas przygotowań jak najmniej dźwięków dzwonka w okolicy treningów. Nie mówiąc już o konieczności jego użycia.
Więcej informacji na temat igrzysk olimpijskich w Tokio znajdziesz w naTemat. Jesteśmy #GotowiNaTokio.
