
Od 19:15 do 19:21. Tak wyglądała końcówka meczu reprezentacji Polski koszykarzy 3x3, którzy przegrali z Chińczykami. Polacy nie trafili siedmiu rzutów z rzędu w ostatniej części spotkania, mając już tylko iluzoryczne szanse na olimpijski medal w Tokio.
REKLAMA
Polacy żeby liczyć się w grze dalej na igrzyskach, musieli wygrać z Chińczykami. Zwycięstwo dawało nam miejsce w szóstce, a to było kluczem do późniejszego marzenia o kolejnym kroku i graniu o miejsce wśród dwójki najlepszych w grupie.
Po porażce z Chińczykami, trzeba zacząć bawić się w matematyczne wyliczanki i dobry układ wyników innych spotkań.
Paweł Pawłowski po zwycięstwie nad Rosjanami (tj. Rosyjskim Komitetem Olimpijskim) przekonywał, że "swoje" w kadrze koszykarzy 3x3 robi również Hubert Hurkacz. A konkretniej, jego... szczęśliwa frotka, którą Pawłowski otrzymał.
I faktycznie, początkowo szczęście było po stronie Polaków. Mieliśmy chociażby prowadzenie 8:4 po... samobójczym trafieniu jednego z Chińczyków. Azjaci tylko raz zbliżyli się do Polaków na dystans jednego punktu, przy wyniku 13:12.
Strzelecka nieskuteczność zadecydowała
Problemy zaczęły się w momencie, w którym za dwa punkty trafił wspomniany Pawłowski, wyprowadzając naszych na prowadzenie 19:15. To był ostatni pozytywny akcent tego meczu dla Biało-Czerwonych.
W końcówce nie trafiali: czterokrotnie Michael Hicks, trzykrotnie Przemysław Zamojski, raz Szymon Rduch. Efekt? Chińczyk Peng Yan trafił na 33 sekundy przed końcem meczu za dwa, dając bezcenny, zwycięski punkt numer 21.
Najwięcej punktów dla naszej drużyny zdobył Paweł Pawłowski, siedem oczek.
Polaków czeka w poniedziałek jeszcze jeden mecz. O 15:25 zmierzą się z Holandią. Mając jednak na koncie trzy olimpijskie porażki (i dwie wygrane), trudno jest marzyć o czymkolwiek więcej, niż sporym niedosycie. Zwłaszcza po takiej przegranej, jak ta z Chinami.
