
Tekst Klaudiusza Slezaka na Gazeta.pl spotkał się z olbrzymim zainteresowaniem internautów. Dziennikarz Polsat News opisał historię Magdy M., rzekomej pracowniczki ITI, z którą nawiązał kontakt. Magda M. miała wśród znajomych ludzi z branży mediów. Po kilku próbach spotkania okazało się, że taka osoba nie istnieje.
REKLAMA
Przyznaję, że widziałem dużą aktywność Magdy M. na Facebooku. Komentowała informacje Kampanii na żywo o wyrzuceniu Kamili Biedrzyckiej-Osicy z TVN24. Podobnie jak dziennikarza Polsat News, zaskoczyło mnie to, że pracownik ITI krytykuje kadrowy ruch swojej firmy.
Na Twitterze i Facebooku widzę dużo złośliwości skierowanych do Klaudiusza Slezaka. Marcin Meller napisał: "Znak naszych durnych czasów. Pytanie jakim trzeba być napalonym kretynem, żeby się tak dać wkręcić. I jakim - tu brak mi słów - żeby to opisywać w konwencji drapieżnego reportażu. Reporter stacji informacyjnej. I potem od niego dowiadujemy się co się dzieje na świecie. Cudo".
To mocne słowa. Moim zdaniem aż za mocne, chociaż faktycznie cała historia jest wręcz niewiarygodna. Jeden fragment daje do myślenia: (Magda M.) Ma dużą wiedzę, zwłaszcza jeśli chodzi o TVN. Doskonale orientuje się w sympatiach i antypatiach zespołu z Wiertniczej [TVN ma siedzibę na ul. Wiertniczej w Warszawie - red.].