
Żyjemy w złotym wieku terapii genowej. Co kilka miesięcy jesteśmy świadkami kolejnego wielkiego przełomu zarówno w naszym podstawowym zrozumieniu procesu manipulowania genomem, jak i w próbach klinicznych, które testują owe rewolucyjne odkrycia u pacjentów. Dr Euan Angus Ashley, autor książki "GENY. Medyczne tajemnice i niesamowita opowieść o ich wyjaśnieniu", zabiera nas w podróż w głąb nauki i medycyny ludzkiego genomu. Opowiada historie pacjentów, których życie zmieniło się dzięki znajomości ich genomu. Oto kilka z nich.
REKLAMA
PRZEDRUK
(20-22)
Lynn Bellomi wiedziała, że coś jest bardzo nie tak. Był sierpień 2011 roku i Lynn z Arroyo Grande, miasta na malowniczym wybrzeżu kalifornijskim, właśnie wydała na świat ślicznego chłopczyka, Parkera. Na początku wszystko wydawało się normalne, ale po kilku tygodniach młoda mama stała się podejrzliwa.
Lynn Bellomi wiedziała, że coś jest bardzo nie tak. Był sierpień 2011 roku i Lynn z Arroyo Grande, miasta na malowniczym wybrzeżu kalifornijskim, właśnie wydała na świat ślicznego chłopczyka, Parkera. Na początku wszystko wydawało się normalne, ale po kilku tygodniach młoda mama stała się podejrzliwa.
Parker nadal miał problemy z tym, co większości noworodków przychodzi dość szybko, jak karmienie i sen. Spał zaledwie kilka godzin dziennie i często płakał. W marcu 2012 roku, kiedy skończył już sześć miesięcy, nie okazywał zainteresowania otaczającymi go obiektami i nie przewracał się z brzucha na plecy, nie wspominając o siedzeniu. Skierowano go do specjalisty od wczesnego rozwoju dzieci, potem do okulisty, neurologa i wreszcie do genetyka.
Co gorsza, zanim Parker skończył dziewięć miesięcy, pojawiły się u niego ataki konwulsji. Zrobiono mu wiele prześwietleń i testów, które często wymagały przeprowadzenia bolesnej procedury pobierania krwi. Nikt nie potrafił zrozumieć, co się dzieje.
– Ciągłe wizyty u lekarzy, nieskończone podróżowanie samochodem – przypominała sobie jego mama. – A na dodatek miałam wrażenie, że robię to wszystko bez celu.
Miesiące zmieniły się w lata.
Miesiące zmieniły się w lata.
W 2016 roku, kiedy po raz pierwszy poznałem Lynn i 5-letniego Parkera, zostali właśnie skierowani do naszego stanfordzkiego Centrum Chorób Nierozpoznanych – jednej z siedzib narodowej sieci „detektywów medycznych”, których celem jest rozwiązywanie najtrudniejszych zagadek w medycynie.
W większości przypadków sukces jest w dużej mierze wynikiem analizy genomów rodzinnych – tych najważniejszych instrukcji zapisanych w DNA, czyli „książce kucharskiej” wykorzystywanej przez wszystkie nasze komórki i układy. I tak oto 28 lipca 2016 roku pobraliśmy od Parkera krew, żeby pozyskać z białych krwinek jego DNA i spisać każdą literkę jego genomu. To samo zrobiliśmy z rodzicami chłopca.
Trzy miesiące później, 4 października, nasi doradcy genetyczni Chloe Reuter i Elli Brimble zadzwonili do Lynn z wiadomością, że znaleźliśmy zmianę w informacji genetycznej Parkera, która nie występowała ani u niej, ani u ojca dziecka. Była to nowa mutacja, zakłócająca ekspresję genu FOXG1. Inni pacjenci z uszkodzonymi wariantami tego samego genu mieli problemy zdrowotne niezwykle podobne do tych występujących u Parkera. To musiała być nasza odpowiedź.
Po raz pierwszy od chwili, gdy Lynn zauważyła nieprawidłowości w rozwoju swojego synka, całe pięć lat temu, zrozumiała istotę „wroga”. Natychmiast znalazła wsparcie grupy rodzin, których członkowie cierpieli na syndrom FOXG1 (kiedy ostatnio sprawdzałem, grupa FOXG1 na Facebooku liczyła 650 rodziców). Co więcej, zrozumienie przyczyny problemów Parkera pozwoliło nam skierować go do odpowiedniego specjalisty do spraw schorzeń ruchowych, który natychmiast zmienił zestaw leków dla chłopca, dzięki temu dramatycznie redukując jego objawy.
– Parker nadal ma od czasu do czasu ataki konwulsji, ale dużo rzadziej niż kiedyś – powiedziała mi niedawno Lynn. – Wciąż musi regularnie odwiedzać lekarza, ale poza tym jest bardzo szczęśliwym chłopcem.
Parker i jego rodzice mogą teraz spoglądać w przyszłość pełną nowych możliwości: łączą się z lekarzami, naukowcami i setkami rodzin z całego świata, aby zwalczać tę chorobę wszelkimi sposobami, wspierać się, wymieniać doświadczeniami, analizować informacje i miejmy nadzieję, że pewnego dnia również znaleźć lekarstwo.
(190 – 192)
W 2014 roku 4-letnia dziewczynka, Allyssa Lawson, została skierowana do naszego centrum. Urodziła się z dość nietypowymi rysami twarzy i cierpiała z powodu problemów ze stawami. Kiedy nasz genetyk Jon Bernstein ją zbadał, zauważył luźne stawy, zakrzywienie kręgosłupa, wypukłą pierś i płaskostopie, co sugerowało rzadką chorobę tkanki łącznej, tzw. zespół Marfana.
W 2014 roku 4-letnia dziewczynka, Allyssa Lawson, została skierowana do naszego centrum. Urodziła się z dość nietypowymi rysami twarzy i cierpiała z powodu problemów ze stawami. Kiedy nasz genetyk Jon Bernstein ją zbadał, zauważył luźne stawy, zakrzywienie kręgosłupa, wypukłą pierś i płaskostopie, co sugerowało rzadką chorobę tkanki łącznej, tzw. zespół Marfana.
Jednocześnie, dość nietypowo, miała również cechy niebędące częścią objawów zespołu Marfana: cienkie włosy i brwi oraz nos w kształcie gruszki, który widuje się w przypadku jeszcze rzadszej dolegliwości, zwanej zespołem włosowo-nosowo-paliczkowym (TRPS1, od ang. Tricho-rhino-phalangeal syndrome). Jon był zafascynowany. Miał przed sobą niezwykłą kombinację cech. Był jeszcze fakt, że zespół Marfana zawsze związany jest z dużym wzrostem, podczas gdy TRPS1 z kolei – z bardzo niskim wzrostem. Allyssa była normalnego wzrostu.
Czy oznaczało to, że nie mamy do czynienia z żadną z tych chorób? Jonowi przyszła do głowy myśl. Czy efekt wysokości z zespołu Marfana został zniesiony przez efekt niskości z zespołu TRPS1, dzięki czemu Allyssa miała normalny wzrost i zmyliła wszystkich dotychczasowych diagnostyków? Czy to możliwe, żeby dziewczynka cierpiała na obie choroby?
W medycynie często naciskamy na studentów, aby w swoim rozumowaniu logicznym stosowali tzw. brzytwę Ockhama: jeżeli u tego samego pacjenta wydają się występować dwie rzadkie dolegliwości, to bardziej prawdopodobne jest, że objawy mają tylko jedną, a nie dwie przyczyny.
Filozofowie przedstawiają to bardziej elegancko: jeżeli wszystkie inne rzeczy są równoważne, proste wyjaśnienie jest najbardziej prawdopodobne. I chociaż jako istoty ludzkie jesteśmy wyczuleni na rzadkie lub niezwykłe rzeczy, to tak naprawdę zwykłe rzeczy są zwyczajne – albo w innej wersji, frazie przypisywanej Theodorowi Woodwardowi z Uniwersytetu w Maryland, a stworzonej w latach 40: "Kiedy usłyszysz tętent w Parku Centralnym, myśl o koniach, a nie o zebrach".
Biorąc pod uwagę, że zespół Marfana zdarza się u jednej osoby na 5 tysięcy, zaś TRPS1 u jednej na milion, szanse wystąpienia obu chorób u jednej dziewczynki wynoszą w okolicach 1:5 miliardów. Dla porównania, szanse, że raz w życiu walnie w nas piorun wynoszą zaledwie 1:3000, zaś szanse wygrania amerykańskiej loterii Powerball – 1:300 milionów.
Mimo to w krainie medycyny chorób rzadkich wszędzie, gdzie nie spojrzymy, widać zebry. W genomie Allyssy nasza doradczyni genetyczna Diane Zastrow znalazła podejrzane mutacje w genach związanych zarówno z zespołem Marfana i TRPS1. Z szansami 1:5 miliardów i około 7 miliardami ludzi na tej planecie Allyssa jest, jak to ujął mój kolega Matthew Wheeler: "Po prostu jedyna, unikalna na całym świecie".
Z dwiema nowymi diagnozami przyszedł jasny plan działania. Allyssa jest teraz pod opieką specjalistów medycznych, zajmujących się każdą z tych chorób i została poddana badaniom aorty – dużego naczynia krwionośnego wychodzącego z serca, która u pacjentów z zespołem Marfana może być powiększona.
Allyssa jest w tej chwili szczęśliwą i bystrą uczennicą drugiej klasy podstawówki. Uwielbia konie, smoki i rolę starszej siostry dla małej Carlee. Kocha zwierzęta, bardzo poważnie podchodzi do recyklingu i chce ocalić naszą planetę dzięki małym zmianom.
– Allyssa rozumie swoje medyczne ograniczenia, ale nie pozwala im powstrzymać ją przed życiem pełnią życia – powiedziała mi jej mama.
Czasami diagnozę można postawić, badając pacjenta, przeglądając dane, szukając wskazówek i głęboko się zastanawiając – a czasem sekwencjonując genom i analizując go w poszukiwaniu genetycznych kluczy do choroby. Czasami jednak wszystko to i tak nie wystarczy.