„Hanka z M jak miłość nie żyje” – 22 tysiące fanów. „Co ja pacze?” – 83 tysiące fanów. „Basen Narodowy w Warszawie” – 56 tysięcy fanów. Te fanpejdże powstały szybko, w odpowiedzi na bieżące, ważne dla dużej grupy ludzi wydarzenia. Powstały po to, aby wspólnie wyrazić poczucie absurdu, pośmiać się czy wytknąć palcem coś niespotykanego. Są formą Facebookowego mema.

REKLAMA
Samych „Basenów Narodowych w Warszawie” powstało na Facebooku 36, ale tylko jeden przebił się do świadomości mediów i Internautów. Jak stworzyć takiego mema? Jak trafić ze swoim memem na główną stronę dużych serwisów i oglądać doniesienia o nim w ogólnopolskich mediach? Cała operacja wymaga refleksu, oryginalnego podejścia do tematu i sporo szczęścia. Po szczegóły zapraszamy do wywiadu z Moniką Toporowską, założycielką fanpejdża, który po zamknięciu jednej z krakowskich dyskotek zrobił furorę w mieście, a mem zrobiony z okazji narodowej kąpieli na Stadionie Narodowym odbył drogę z jej osi czasu na stronę główną serwisów internetowych.
Czy dobrze zgaduję, że mam do czynienia z zawodowym twórcą memów?
Zawodowym nie. Memy tworzę raczej do szuflady i bawię nimi najczęściej tylko najbliższych. Ale fakt – mam kilka popularnych memów na koncie. Ciekawym przedsięwzięciem było np. stworzenie i moderowanie fanpejdża „Schody w Kitschu”. Tworzenie mema i obserwowanie jak się rozprzestrzenia to bardzo ekscytujące doznanie.
OK. W takim razie ile stworzonych przez Ciebie memów odniosło sukces?
logo
Mem, który z tablicy autorki rozszedł się po sieci demotywatory.pl
Pytanie co nazywamy sukcesem. Sukcesem jest dla mnie stworzenie mema, który był na głównej stronie Onetu.
Myślę, że sukces to wyjście poza krąg znajomych i zobaczenie swojego mema tam, gdzie się go nie spodziewałaś…
W takim razie kilka. Mój pierwszy mem powstał z dość zabawnego powodu. Obudziłam się kiedyś w niedzielny poranek… czyli tuż przed południem. Włączyłam komputer i zalały mnie informacje, które brzmiały mniej więcej tak: „tragedia w Kitschu” (krakowska dyskoteka zamknięta z powodu zawalenia się w niej schodów – dop. JK), „katastrofa w krakowskiej kamienicy”, „sobotnia tragedia w krakowskim klubie – są ofiary” itp. Miałam wrażenie, że wszystkie elektroniczne media o tym piszą. Weszłam na Facebooka – a tam co drugi znajomy linkował do wiadomości o „tragedii” lub miał status dotyczący wydarzenia. No więc sprawdziłam co się stało, co to za tragedia i jakie są ofiary… I dowiedziałam się, że po tej „tragedii” kilka osób ma zadrapania, jedna złamaną rękę, a tak naprawdę największą ofiarą jest strata kultowego dla wielu osób klubu – krakowskiego Kitschu. Czyli w kontekście takich nagłówków medialnych i takiego poruszenia w sieci tragedia dość niewielka.
Napisałam na swojej tablicy, trochę z przekory, ironicznego posta, że po sobotniej tragedii czekam tylko na powstanie fanpejdża „Schody w Kitschu”, aby móc składać ofiarom kondolencje. I tu po kilku minutach odezwał się do mnie kolega, który założył dla mnie (też ironicznie) taki właśnie fanpejdż!
Od razu podchwyciłam żart i zaczęłam tworzyć na nim memy oraz udostępniłam fanpejdż na własnej ścianie. I po prostu ruszyła reakcja łańcuchowa – po kilku minutach mojego linka, a zarazem fanpejdż polubiło kilkunastu znajomych, potem polubili ich znajomi, a potem – jak mniemam – znajomi tamtych. Bez większego starania ilość fanów zaczęła rosnąć z prędkością 20-30 osób na minutę!
logo
Mem z Kononowiczem "Nie będzie niczego", 80 lajków, 12 udostępnień Fanpage "Schody w Kitschu"
Cała niedziela upłynęła mi na radosnej moderacji i tworzeniu memów. Do wieczora miałam czerwone, opuchnięte oczy, a fanpejdż liczył ponad 3000 fanów. Wtedy tempo zwolniło. Przez następne dwa dni przybyło troszkę ponad 500 osób, ale to było do przewidzenia – takie fanpejdże mają swoje 5 minut i umierają śmiercią naturalną. Poza tym „Schody w Kitschu” miały raczej lokalną społeczność. Ludzie, którzy polubili ten fanpage to w większości bywalcy klubu. Ich posty w większości były pełne sympatii, wiele z nich było zabawną formą gry z konwencją, była też nostalgia i zdania typu: „Gdzie my teraz będziemy imprezować…?”. Pojawiło się też kilka wpisów negatywnych, na zasadzie: „Tam tragedia, a tu sobie jaja robicie!”. Ale pisząc o tragedii ludzie wcale nie mieli na myśli „obrażeń”, jakie ponieśli imprezowicze, tylko drugą stronę medalu, o której szczerze mówiąc nie pomyślałam – np. stratę pracy, bo przecież tam pracowali barmani, ochroniarze, itp.
Moderowałaś jakoś dyskusję na fanpejdżu?
Przyjęłam zasadę, że każdy ma prawo się wypowiedzieć. Kasowałam tylko posty wulgarne i obraźliwe, ale było ich naprawdę niewiele. Największe moje zaskoczenie pojawiło się, gdy ktoś wrzucił na tablicę numer konta bankowego i podpisał, że to knajpa zbiera na remont. Tamten post usunęłam, ale potem pojawiały się kolejne takie cwaniackie wpisy i agitacje do różnych dziwnych akcji – generalnie fanpejdź wymknął się spod kontroli.
Memowe pasożyty, tego jeszcze świat nie nazwał…
Może żebromemy? (śmiech). Wtedy do mnie dotarło, że minie niedziela, w poniedziałek pójdę do pracy i fanpage będzie żył swoim życiem, a takich wpisów będzie coraz więcej. Nie chciałam, żeby ktoś zbijał kasę na czyjejś naiwności i przywiązaniu do klubu. Zresztą sprawa i tak zaczynała cichnąć. Pobawiłam się, miałam swoje 5 minut, więc ukryłam „Schody w Kitschu”.
Masz dobre serce – wiele takich fanpejdży jest wykorzystywanych później w celach komercyjnych, np. do transferowania fanów na fanpejdż klientów agencji czy zarabianiu na linkach reklamowych.
Wiem, ale tego zdecydowanie nie chciałam. Świetnie się bawiłam bawiąc innych – taki był mój cel. Byłam wtedy na weekend u rodziców i oni kompletnie nie czaili co się właśnie dzieje. Inne pokolenie. Dziś zresztą też jak powiedziałam mamie, że mój mem był na głównej Onetu, to musiałam przez kolejne 5 minut tłumaczyć co to jest mem. Po czym usłyszałam: „Acha, fajnie. A obiad jadłaś? Ciepło się ubierasz?” (śmiech).
Wracając do „Schodów…”. Zaskoczył mnie poziom dyskusji na profilu. Większość wypowiedzi była zabawna. Dużo osób tworzyło ciekawe, inteligentne wpisy i wykazywało się inwencją – na pewno więcej, niż 1% fanów „Schodów…”. W sumie 13 moich znajomych lubiło ten fanpejdż, z czego nikt nie wiedział, że to mój pomysł.
logo
Mem z Kamilem Durczokiem "Rurku", 123 lajki, 14 udostępnień Fanpage "Schody w Kitschu"
Czyli wszystko to robiłaś dla odrobiny własnej oraz publicznej radości?
Tak. Był to też trochę mój eksperyment. Dlatego tak mnie rozbawiło, że kilka dni później moi znajomi rozmawiali o „Schodach…” i stworzonych przeze mnie memach, nie wiedząc, że stoją obok źródła… I wtedy się przyznałam (śmiech). Ale wiesz co? Wtedy jeden ze znajomych stwierdził: „Ja Cię trochę podejrzewałem!”. Pomyślałam wtedy: „Pokaż mi swój mem, a powiem Ci kim jesteś. Paulo Coelho.” (śmiech).
Czyli poza wrzuceniem tego fanpejdża na swoją oś czasu nie robiłaś nic? To samo po prostu złapało?
Tak. Mało tego. O „Schodach…” pisali na portalu Moje Miasto Kraków i na Gazecie. Ponoć mówili też o nim w telewizji, ale nie byłam tego świadkiem. Moim zdaniem w przypadku takiego fanpejdża liczy się refleks i dobry pomysł na moderację. „Schody…” przypuszczalnie były pierwsze. Zaraz potem pojawiły się inne, jak np. „Zbieramy na windę do Kitschu”, które promowały się na „Schodach…” czy „Walisz się jak schody w Kitschu”. Później powstało też mnóstwo innych fanpejdży, które nie zebrały tylu fanów, bo po prostu powstały za późno. Fanpejdż, o których mówimy, powstają jako odpowiedź na konkretne zdarzenie i w jednej chwili łapią multum fanów, ale zaraz potem umierają śmiercią naturalną: „Schody…”, „Hanka z M jak miłość nie żyje”, czy właśnie „Basen Narodowy”, który pewnie też zaraz się wypali.
Niezła historia. To w takim razie proszę powiedz mi jeszcze o Balotellim i jego drodze na główną stronę Onetu.
Z Balotellim było tak: usiedliśmy z moim mężczyzną przed TV, czekamy na mecz, a tu bach – gadające głowy, meczu może nie być. Mijały kolejne minuty, a mecz nadal się nie rozpoczynał. I dopiero wtedy dotarło do mnie, że Stadion Narodowy zamienił się w basen narodowy, a sieć na pewno huczy od memów. Uruchomiłam laptopa i pomyślałam: „Kurde! Tu się ludzie świetnie bawią, a ja na mecz czekam? Co tam mecz!” I pierwsza moja myśl – „Balotelli, ten by i tak dał radę.” Więc rach-ciach i wrzuciłam Balotelliego z maską do nurkowania na swoją oś czasu, ale było już późno – tak jak mówiłam, liczy się odpowiedni moment, a ja największy ruch przegapiłam. Na mojej osi czasu Balotelli zebrał zaledwie 6 lajków i jedno udostępnienie, więc postanowiłam mu pomóc – wrzucić go na Kwejka i Demotywatory. Ty zgarnąłeś go ode mnie, a Onet z Demotywatorów.
I to chyba koniec historii. Albo raczej dopiero jej początek, bo jeszcze na pewno nadarzy się niejedna okazja do stworzenia mema (śmiech).
Masz jakiś wymarzony mem, który chciałabyś stworzyć?
Super mem, który zawładnie wszystkimi umysłami i zapisze się w historii wszechświata (śmiech). Tak poważniej, to fajnie byłoby zrobić coś uniwersalnego. Mem, który będzie mógł podkreślać absurd różnych sytuacji. Coś jak facepalm z Kapitanem Picardem ze Star Treka.
Wywiad pochodzi z The Daily Interactive - serwisu opisującego wpływ nowych mediów na świat.