Prof. Janusz Majcherek zabrał głos ws. sytuacji w Afganistanie.
Prof. Janusz Majcherek zabrał głos ws. sytuacji w Afganistanie. Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta

Błyskawiczny podbój Afganistanu przez talibów to jedna z najbardziej przygnębiających wiadomości w ostatnim i tak już ponurym czasie, naznaczonym pandemią, jej śmiertelnym żniwem i innymi destrukcyjnymi skutkami.

REKLAMA
Przyglądamy się z przerażeniem i bezsilnie triumfowi brodatych fundamentalistów, bo niewiele możemy zrobić dla ratowania ich aktualnych i potencjalnych ofiar, choć wiemy, że będą i zapewne im współczujemy. Wydarzenia nastąpiły jednak zbyt szybko, aby przygotować skuteczny ratunek.
Po niedawnym pałacowym zamachu stanu dokonanym przez prezydenta Tunezji, uważanej za najbardziej demokratyczny i liberalny kraj arabski, oraz stopniowym narzuceniu autorytarnych porządków przez prezydenta Turcji, nie ma już praktycznie demokracji w żadnym państwie z dominującą większością muzułmańską. Po Arabskiej Wiośnie nie pozostało nic trwałego, Syria tonie we krwi brutalnej wojny domowej, Liban z niegdysiejszej „Szwajcarii Bliskiego Wschodu” przekształcił się w państwo upadłe, irańscy ajatollahowie trzymają się mocno (wybory prezydenckie wygrał fundamentalista, zresztą innych nie dopuszczono).
Smutno jest konstatować upadek różnych, popularnych i wpływowych jeszcze niedawno teorii o kolejnych falach demokratyzacji, mających obejmować stopniowo coraz to nowe obszary świata, łącznie z Chinami. Liberalna demokracja jest w odwrocie, fundamentaliści i fanatycy przejmują władzę w kolejnych państwach, niekoniecznie muzułmańskich, także europejskich.
Bezradność świadków i obserwatorów tej ofensywy autorytaryzmu i fundamentalizmu jest przygnębiająca. Mieszkańcy Afganistanu uciekający i desperacko usiłujący uciec przed fanatykami religijnymi na pewno nie są zwolennikami szariatu i można byłoby przyjąć ich do Europy raczej bez ryzyka, że przywiozą tutaj ze sobą islamskie prawo i obyczaje.
Dotyczy to zwłaszcza tamtejszych mniejszości wyznaniowych, szczególnie narażonych na prześladowania ze strony islamistów. Ale każdy liczniejszy napływ imigrantów w każdym bodaj państwie europejskim wywołałby społeczne protesty i wzrost poparcia dla partii antyimigranckich, ksenofobicznych, nacjonalistycznych. Po drugie, przyjęcie uchodźców politycznych natychmiast zmobilizuje tłumy imigrantów ekonomicznych, uciekających do Europy nie tylko czy nie tyle z powodu prześladowań, co z biedy.

Łatwo jest rzucać oskarżenia na Amerykanów

Prawda jest niestety taka, że im bardziej otwarta i humanitarna polityka imigracyjna, tym więcej chętnych do skorzystania z niej. Stąd jej surowość i rygoryzm, a nawet bezwzględność w ostatnim czasie. Rządy Niemiec i kilku innych państw europejskich jeszcze kilkanaście dni temu planowały odesłanie do Afganistanu nielegalnych imigrantów stamtąd przybyłych.
Alternatywa nie istnieje lub jest żałosną fikcją. Forsowany często pomysł pomagania na miejscu to absurd w przypadku państw rządzonych przez autorytarne reżimy. Jak pomóc Afgańczykom, gdy całą i pełną władzę przechwycą talibowie?
Przejmujące są telewizyjne i internetowe nagrania Afgańczyków, a zwłaszcza Afganek, szczególnie tych młodych, rozpaczających wobec perspektywy życia w Talibanie. Bodaj jeszcze bardziej wstrząsające są wypowiedzi tych, które pogodzone z losem przesyłają światu opisy tego, co je czeka i wyrzuty, że nie mogą liczyć na niczyją pomoc, więc przestały na nią liczyć. A ilu Polaków byłoby do takiej pomocy gotowych?
Łatwo jest rzucać oskarżenia na Amerykanów, że zbyt pochopnie postanowili się wycofać, podobnie jak niegdyś oskarżano ich o zbyt pochopne wkroczenie i naiwność co do możliwości zdemokratyzowania zislamizowanego społeczeństwa. Szlachetniej jednak zgrzeszyć naiwnością niż cynizmem, chociaż to politycznie kosztuje zwykle więcej.
Owszem, społeczeństwa zdominowane przez islam okazały się słabo podatne na demokratyzację i liberalizację. Jeśli komuś podoba się szariat, niech więc żyje zgodnie z nim, byle u siebie. Problem z tymi, którzy też tam mieszkają, ale pragną świeckiego państwa, swobód osobistych oraz wolności wyznania, słowa i sumienia, a skazani są na życie pod rządami islamistycznego reżimu. Ich żal.
W tle tej ponurej historii rysuje się uniwersalny problem rosnącego w siłę religijnego, nie tylko przecież muzułmańskiego, fanatyzmu i fundamentalizmu, dotykający w mniejszej, na szczęście, skali także Polaków. Ale to osobny, choć też ponury temat.