
Jak długo tajemnica może się tlić, zanim wybuchnie ogniem? To pytanie stawia Paula Hawkins w swojej najnowszej powieści "Powolne spalanie", której premierę zaplanowano na koniec sierpnia. Autorka "Dziewczyny z pociągu" i "Zapisane na wodzie" proponuje czytelnikom pełen zwrotów akcji i pułapek thriller o morderstwie, z żywiołową ludzką historią oraz głębokim autentycznym przesłaniem o nas samych.
To prawda, że kiedy Irene otworzyła najbardziej wiekowe wydania Penguina, z podartymi i wyświechtanymi jaskrawopomarańczowymi okładkami, kartki kruszyły się pod delikatnym dotykiem jej palców. Ulegały powolnemu spalaniu, czyli zakwaszaniu, które trawiło kartki, powodowało ich kruchość i łamliwość, niszczyło je od środka. Jeśli się nad tym zastanowić, było to bardzo smutne, patrzenie, jak wszystkie te słowa, wszystkie te historie zanikają. Te książki będzie musiała niestety wyrzucić.
Ten zapach i widok, któremu nie sposób było się oprzeć: pięknej martwej twarzy, szklistych oczu otoczonych długimi rzęsami, rozchylonych pełnych warg ukazujących równe białe zęby. Jego tułów, jego dłonie i ramiona były utytłane krwią; czubki zakrzywionych palców dotykały podłogi, jakby się jej kurczowo trzymał. Kiedy odwracała się do wyjścia, jej wzrok podchwycił coś leżącego na podłodze, coś, czego tam być nie powinno – błysk srebra unurzanego w lepkiej, czerniejącej krwi.
Musiała mu też powiedzieć, że przeczytała jego ostatnie dzieło i że jej się nie podoba, całe to przenoszenie akcji z miejsca na miejsce i przeskakiwanie w czasie. Tak samo jak w poprzedniej książce, tym koszmarnym kryminale. Na miłość boską, zaczynaj od początku historii. Dlaczego ludzie nie potrafią już opowiadać niczego normalnie, od początku do końca?
Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki
