W meczu mistrzów świata z mistrzami Europy górą ci pierwsi, którzy wygrali 3:1 po świetny widowisku w Krakowie.
W meczu mistrzów świata z mistrzami Europy górą ci pierwsi, którzy wygrali 3:1 po świetny widowisku w Krakowie. Fot. CEV
Reklama.
Kto nie był, niech żałuje. Od takich słów można rozpocząć opisywanie sobotniego pojedynku mistrzów świata z mistrzami Europy. Genialna atmosfera w Tauron Arenie w Krakowie, przy obecności dwunastu tysięcy kibiców, to było coś, czego polska siatkówka potrzebowała.
A najbardziej potrzebowali sami siatkarze, którzy mistrzostwa Europy traktują tak, jakby chcieli wrócić z dalekiej podróży. Tej trudnej, olimpijskiej, która z pewnością będzie jeszcze siedzieć w głowie drużyny Vitala Heynena.

Męskie granie

Sobotni mecz mógł zachwycić nawet najbardziej wybrednych kibiców siatkówki. Było wszystko. Od dramaturgii widowiska i dużych problemów gospodarzy, poprzez argumenty czysto sportowe, kończąc na znakomitej atmosferze na trybunach.
Nie zabrakło też miłego akcentu w postaci ukłonu w stronę młodych mistrzów świata U-19, którzy pojawili się w Krakowie, a między drugim a trzecim setem, zostali gorąco nagrodzeni przez siatkarskich kibiców.
To jednak tyle po stronie oddechu...
Komu można było szczególnie przyklaskiwać? Wydaje się, że nie tylko punktowo, na szczególne wyróżnienie zasłużyli, po serbskiej stronie: Uros Kovacević i Marko Ivović, a po polskiej: Bartosz Kurek i Wilfredo Leon.
Trudno zliczyć ile razy ten kwartet musiał radzić sobie z podwójnym bądź potrójnym blokiem po drugiej stronie. O ile rzecz jasna takowy zdążył "dojechać", bo w początkowej fazie meczu wielokrotnie linie przyjęcia potrafiły wytrzymać napór z pola serwisowego.
Dzięki czemu świetnie funkcjonowała pierwsza akcja.

Joker Semeniuk

Trener Polaków zaskoczył jednym zachowaniem, mianowicie - zmianami. Zazwyczaj krótkie, w Tokio bywały wręcz niewidoczne, a w sobotę - bardzo znaczące.
Co więcej, wydaje się, że kluczowe dla losów ostatecznego rozstrzygnięcia było wprowadzenie na boisko Kamila Semeniuka. Przyjmujący Grupy Azoty Kędzierzyn-Koźle zamienił Michała Kubiaka. Kapitan w pierwszej części meczu był wiodącą postacią, ale z czasem zaczął gasnąć.
I właśnie w takich momentach wartościowi są zmiennicy, co udowodnił Semeniuk. Wszedł przy trudnej sytuacji Polaków w czwartym secie. I potrafił zarówno przytrzymać dobre przyjęcie, ale też dołożyć w ofensywie. Odciążając mocno wyeksploatowanych Kurka i Leona.
Teraz można gdybać, co by było, gdyby Semeniuk mógł też w trudnym momencie wesprzeć na dłużej - z zaufaniem - drużynę w Tokio. Do tego jednak nie ma co dłużej wracać, bo wydaje się, że Polacy w sobotę zrobili coś więcej, niż tylko wygrali mecz.
Mistrzowie świata ponownie udowodnili, że mogą walczyć z najlepszymi na świecie. Bo taką formę zaprezentowali obrońcy tytułu.
A Polacy nie byli gorsi. Mając przy tym za plecami swoich kibiców, śmiało mogą liczyć się w grze o pozytywne zakończenie sezonu reprezentacyjnego.

Kolejny mecz Biało-Czerwoni rozegrają w niedzielę o 20:30 z Grecją.
Polska - Serbia 3:2 (25:21, 23:25, 20:25, 25:20, 16:14)
Sędziowali: Susana Maria Jativa Rodriguez (Hiszpania) i Vlastimil Kovar (Czechy)
Widzów: 12 707
Polska: Mateusz Bieniek, Wilfredo Leon, Bartosz Kurek, Fabian Drzyzga, Michał Kubiak, Jakub Kochanowski, Paweł Zatorski (libero) i Damian Wojtaszek (libero) oraz Piotr Nowakowski, Łukasz Kaczmarek, Kamil Semeniuk, Aleksander Śliwka, Grzegorz Łomacz.
Serbia: Uros Kovacević, Nikola Jovović, Marko Podrascanin, Srećko Lisinac, Aleksandar Atanasijević, Marko Ivović, Nikola Peković (libero) oraz Aleksandar Okolić, Petar Krsmanović.
Czytaj także:

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut