Krzysztof Ignaczak uważa, że Polacy mogli wybrać sobie łatwiejszą drogę do finału ME
Krzysztof Ignaczak uważa, że Polacy mogli wybrać sobie łatwiejszą drogę do finału ME Fot. Sylwia Dabrowa/Polska Press/East News

Krzysztof Ignaczak w rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem ze Sport.pl przyznał, że polska kadra mogła przegrać ostatni mecz fazy grupowej ME i w ten sposób "wybrać" sobie łatwiejszą drogę do półfinału turnieju. Nasi siatkarze nie kalkulowali, przez co droga do medalu będzie zdecydowanie trudniejsza. Czy słusznie?

REKLAMA
Porażka z Ukrainą na koniec fazy grupowej ME i drugie miejsce w grupie A? Taki scenariusz wydawał się w wykonaniu polskich siatkarzy mało prawdopodobny, ale mógł nam dać łatwiejszą drogę do finału rozgrywek. Dlaczego? Wygrana w grupie sprawiła, że naszymi kolejnymi rywalami będą: Finlandia (1/8 finału), Rosja (ćwierćfinał, jeśli oczywiście awansuje), a w półfinale zapewne reprezentacja Francji.
"Uważam, że wygrywanie grupy nie było dobrym posunięciem. Można było się zastanawiać czy nie warto byłoby oddać mecz Ukrainie i ruszyć do strefy medalowej inną ścieżką" - powiedział nasz wybitny przed laty siatkarz Łukaszowi Jachimiakowi z portalu Sport.pl. Dlaczego w ten sposób mieliśmy "wybrać" sobie drogę do medalu?
Przed meczem Polska - Ukraina w fazie grupowej niemal wszystko na czele naszej grupy było jasne. Prowadzili Serbowie, Polacy mieli wszystko w swoich rękach. Wygrana dawała pierwsze miejsce i ścieżkę, którą przedstawiamy powyżej. Porażka sprawiała, że grupę wygrałaby Serbia, a nasz zespół do finału miałby łatwiejszą drogę. Najpierw mecz z Turcją, później ze zwycięzcą spotkania Holandia - Portugalia. A w półfinale zapewne reprezentację Włoch.

"Oczywiście trudno byłoby celowo przegrać, narazić się na krytykę, wytrzymywać słabą atmosferę. Z pewnością taka by się zrobiła, bo po nieudanych igrzyskach i kibicom, i dziennikarzom trudno byłoby znieść taką sytuację. Ja uważam, że mimo wszystko powinniśmy iść tą częścią drabinki, gdzie są słabsi rywale" - argumentuje popularny "Igła", przed laty wybitny siatkarz, dziś wzięty ekspert telewizyjny.
Ocenę takiego zachowania zostawiamy wam, szanowni czytelnicy. Przypominamy też, że w 2011 roku kadra pod wodzą Andrei Anastasiego w dziwnych okolicznościach przegrała w grupie ME mecz ze Słowacją, dzięki czemu awansowała do czwórki unikając pojedynku z Rosjanami. Tamte mistrzostwa nasz zespół zakończył na trzecim miejscu. Tym razem Polacy nie kalkulowali. Jaki to da efekt końcowy?
Źródło: Sport.pl

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut