
Nie jest winą dziennikarzy, że opozycja sobie nie radzi tak, jak społeczeństwo tego by od niej oczekiwało. Nie jest rolą dziennikarzy być klakierem tej czy innej strony sporu politycznego. Wolne media mają to do siebie, że są wolne i niezależne od jakiejkolwiek strony politycznej. Po raz kolejny wielu o tym zapomniało.
REKLAMA
Obejrzałam poniedziałkowe Fakty po Faktach w TVN24, w których Katarzyna Kolenda-Zaleska punktowała Radosława Sikorskiego. Przepytywała go z grzechów opozycji, która sprawia wrażenie bezczynnej wobec poczynań partii rządzącej. Nie widziałam w tej rozmowie niczego innego, poza rzetelnym dziennikarstwem. Dociskającym tam, gdzie trzeba.
Jak się okazało, byli tacy, którzy po programie postanowili wylać falę hejtu zmieszaną z krytyką. Nie na Sikorskiego, który wił się, unikając odpowiedzi na to, co opozycja może zrobić, by z PiS-em walczyć. Nie na przedstawiciela opozycji, który nie potrafił wziąć na siebie odpowiedzialności za grzech zaniechania. Na Kolendę-Zaleską, która – w ocenie krytyków – nie była fair wobec rozmówcy. Nie wiem, może ci, którzy widzieli coś złego, włączyli przypadkowo na jakąś paratelewizję?
Nie jest symetryzmem zachowanie dziennikarki TVN24, nie jest nim też jej obrona. I w końcu nie jest winą dziennikarzy, że opozycja sobie nie radzi tak, jak społeczeństwo – wyborcy przecież – tego by od niej oczekiwało. Bo – choć wielu zdaje się o tym zapominać – nie jest rolą dziennikarzy być klakierem tej czy innej strony sporu politycznego. Bycie statywem do mikrofonu to przecież strategia Telewizji, Której Nazwy Wielu Nie Chce Wymawiać. Tak krytykowanej przez tych samych, którzy czepiają się prowadzenia rozmowy przez Kolendę-Zaleską.
Zaryzykuję stwierdzenie, które być może nie jest zbyt popularne. Trudno nie odnieść wrażenia, że wystarczy, aby ten czy inny dziennikarz lub dziennikarka zadali trudniejsze, czy niewygodne pytania, by wyznawcy opozycji uznali, że "skoro nie jesteś z nami, jesteś przeciw nam". Wystarczy, że polityk opozycji nie kończy rozmowy z szerokim uśmiechem, by ganić dziennikarza, że mu nastrój popsuł.
Wolne media mają to do siebie, że są wolne i niezależne od jakiejkolwiek strony politycznej. Mam wrażenie, że po raz kolejny wielu o tym zapomniało.
Kiedy czytam o Kolendzie-Zaleskiej (walczącej wielokrotnie o to, by godnie mówić o uchodźcach, prawach człowieka, społeczności LGBT), że jest "pisowska" mam wrażenie, że w opozycji zaczynają już podgryzać własne ogony. Nie tędy droga. No, chyba że komuś pasuje określenie "totalni". Wówczas żaden wywiad nie zagrozi opozycji tak jak wy sami.
