
Mariusz Wlazły, legenda polskiej siatkówki i mistrz świata z 2014 roku, napotkał niespodziewany opór jednej ze studentek Uniwersytetu Gdańskiego, gdzie rozpoczął studia psychologiczne. Siatkarz chciał dołączyć do grupy na Facebooku, zarządzająca profilem nie dała wiary, że jest sam sobą. Na szczęście interweniował klub, który potwierdził, że nikt nie podaje się za słynnego siatkarza.
REKLAMA
Mariusz Wlazły postanowił zostać studentem psychologii na Uniwersytecie Gdańskim. Wszystko szło jak z płatka, siatkarz dostał się na wymarzony kierunek, ale gdy poprosił o dodanie do grupy za pośrednictwem Facebooka, napotkał niespodziewany opór. Okazało się, że studentka zarządzająca dostępami nie uwierzyła Wlazłemu, że jest samym sobą. Co więcej, zgłosiła sprawę Treflowi Gdańsk, obawiając się że ktoś podszywa się pod mistrza świata.
Zaczęło się od prośby Mariusza Wlazłego, który poprosił o dodanie do grupy studentów psychologii.
"Hej, mogłabym, ale masz podane dane byłego reprezentanta Polski, siatkarza który grał w Skrze Bełchatów, a teraz w Treflu, co jest podejrzane. Poza tym ustawienie zdjęcia Mariusza na profilowe, nie dodaje ci wiarygodności" – odpowiedziała siatkarzowi studentka zarządzająca grupami i chroniąca dane osobowe ich członków.
Cóż, Mariusz Wlazły nie mógł się podawać sam za siebie, bo po prostu jest Mariuszem Wlazłym. Żeby przekonać koleżankę ze studiów, zrobił sobie selfie w stroju Trefla Gdańsk i przesłał rozmówczyni. Dopisał rozbawiony: "Teraz wiarygodny jestem".
