Ryszard Czarnecki przegrał wybory w PZPS z kretesem
Ryszard Czarnecki przegrał wybory w PZPS z kretesem Fot. PZPS

Ryszard Czarnecki ogłosił, że rezygnuje z walki o fotel prezesa PZPS. Decyzja może zaskakiwać, ale jeśli ktoś zna europosła PiS, to wie i pamięta, że był to jedyny słuszny wybór. Ambicje polityka sięgają znacznie wyżej, niż szefowanie polskiej siatkówce. Czarnecki być może wykonał krok wstecz, by wkrótce zrobić dwa przed siebie. Nikt nie ma wątpliwości, to nie koniec jego przygody z siatkówką i polskim sportem w ogóle.

REKLAMA
Walka o fotel prezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej za nami, Sebastian Świderski dostał 88 z 90 głosów, nikt się nie sprzeciwił, dwóch delegatów wstrzymało się od głosu. Dochodziła godzina 17:00 w Warszawie, gdy okazało się, że to popularny "Świder" będzie sternikiem polskiej siatkówki. Ryszard Czarnecki nie tylko nie został prezesem, ale w ogóle zniknie z władz związku.
Coś, co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się niewiarygodne, stało się właśnie faktem. Lew salonowy, wytrawny polityk PiS, doradca władz tej partii ds. sportu, szara eminencja PZPS (jako wiceprezes) oraz członek władz PKOl-u. A przy okazji europoseł, za którym ciągnie się afera z kilometrówkami w Parlamencie Europejskim, niejasne zasady współpracy ze związkiem i zła opinia.

By zrozumieć, dlaczego Ryszard Czarnecki przegrał wybory w PZPS z Sebastianem Świderskim, trzeba się cofnąć o 48 godzin. Do wyborów w związku zostało niewiele czasu, kandydaci jeszcze pracują nad poparciem. Sebastiana Świderskiego chce poprzeć sześćdziesięciu, jego rywala trzydziestu. Długo nie było wiadomo, bo trzymano to w tajemnicy, czy Jacek Kasprzyk udzieli poparcia byłemu siatkarzowi. A to będzie decydujące.
W niedzielne późne popołudnie delegaci na walne zgromadzenie sprawozdawczo-wyborcze docierają do Warszawy. Najpierw pojedynczo, później kolejni i kolejni. W jednym ze stołecznych hoteli spotyka się niemal cała grupa, która będzie wybierać władze PZPS. Rozmawiają, radzą, dyskutują, namawiają i szukają najlepszego rozwiązania dla każdej ze stron.
A strony są dwie. Zwolennicy Sebastiana Świderskiego, który już wie, że dostał poparcie od Jacka Kasprzyka oraz zwolennicy Ryszarda Czarneckiego. Jak media później napiszą, liczone są szable. Początkowa proporcja 60 do 30 zaczyna się chwiać, a zwolennicy europosła PiS szukają wyjścia, bo widmo porażki zagląda im w oczy.
Noc tuż przed głosowaniem zawsze jest podczas wyborów kluczowa. Tym razem obradowano stosunkowo krótko, rozmowy zakończyły się tuż po 1:00 w nocy.
Gdy Ryszard Czarnecki obudzi się w poniedziałek rano, będzie wiedział, co ma zrobić. Wyjście jest jedno, porażka nie wchodzi w grę i dobrze o tym wie. Media nie dałyby mu spokoju, tak samo jak jego macierzystej partii. Nie wiemy tego, czy zalecenia dotarły do europosła z centrali, a może sam uznał, że trzeba tak zrobić. Wszak od lat jest wytrawnym politykiem. Za pośrednictwem PZPS-u zwołuje szybko konferencję prasową.

Później wszystko dzieje się szybko. Ryszard Czarnecki wycofuje się z wyborów tuż po godzinie 11:00.
– Popełniłem błąd przed laty, cieszę się, że został właśnie naprawiony – powiedział mediom ustępujący prezes Jacek Kasprzyk.
– W sporcie i siatkówce nie powinno być miejsca dla polityków – wtórował Paweł Papke, były reprezentant Polski, a później prezes PZPS.
Obrady i całe walne zgromadzenie toczą się bardzo szybko. Wreszcie zaczyna się głosowanie. Sebastian Świderski wygrywa zdobywając 88 z 90 głosów, czyli zebrał te również od opozycji. Później okazuje się, że w zarządzie, który zaproponował, znajdą się też zwolennicy europosła PiS. Środowisko wybrało, zademonstrowało jedność i niemal pełny mandat dla nowego prezesa.
Tylko jeden człowiek wyjdzie z sali wyborczej wyszedł pokonany. Nie będzie prezesem, nie będzie wiceprezesem, wkrótce zniknie z polskiej siatkówki. Jak sam powiedział, dla jej dobra.
Czytaj także:

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut