Fot. materiały prasowe

“Poufne lekcje perskiego” to opowieść o Zagładzie, widzianej oczami jednego z prześladowanych Żydów. Nie jest to jednak film przerażający dosłownością czy epatujący przemocą. To, co najbardziej w nim porusza, to pytanie, jakie zdaje się stawiać: a co jeśli wszystko jest dziełem przypadku? Fanaberią? Absurdem tak komicznym, że aż tragicznym?

REKLAMA
Opowieść, którą wyreżyserował Vadim Perelman, jest luźną adaptacją opowiadania niemieckiego pisarza i scenarzysty Wolfganga Kohlhaasego pod tytułem “Erfindung einer Sprache”, co można luźno przetłumaczyć jako “Stworzenie języka”.
Tytuł ten, podobnie jak ten filmowy, to znakomite streszczenia samej opowieści. Oto bowiem belgijski Żyd — Gilles (Nahuel Pérez Biscayart), podczas transportu do obozu, wymienia jedzenie na książkę — irańsko-francuski tomik wierszy. Kiedy okazuje się, że wszyscy pasażerowie mają zostać zgładzeni, Gilles oświadcza, że nie jest Żydem, ale… Persem.
To absurdalne wyznanie pociąga za sobą jeszcze bardziej absurdalny zbieg okoliczności: okazuje się bowiem, że jeden z obozowych dowódców aktualnie poszukuje właśnie posiadacza wspomnianej narodowości.
Hauptsturmführer Klaus Koch (Lars Eidinger) ma specyficzne plany: po zakończeniu wojny zamierza wyjechać do Teheranu i otworzyć tam restaurację. Na razie jednak wojna trwa, a on sprawuje nadzór nad obozową kuchnią. Koch nie chce jednak tracić czasu: jednym z etapów realizacji planu jest nauka perskiego.
Kiedy więc Gilles — w tym momencie ukrywający się już pod pseudonimem Reza — trafia pod jego nadzór. Koch daje mu prosty wybór; albo nauczy go mówić w swoim “ojczystym” języku, albo umrze.
Przyparty do muru Gilles nie ma wyjścia: zgadza się. I wpada w panikę. Może przecież wymyślić pseudoperskie słowa, może nawet przedstawić Kochowi cały ich słownik. Pytanie tylko, jak je zapamiętać? Więzień nie ma dostępu do papieru czy ołówka…
Dość powiedzieć, że Reza znajdzie wyjście z tej podbramkowej sytuacji. Jego niezwykły pomysł będzie miał konsekwencje nie tylko dla dalszego rozwoju fabuły, ale jednocześnie przedstawi komunikację pomiędzy więźniem a jego oprawcą w zupełnie nowym, poruszającym świetle.
Reżyser Vadim Perelman zdradził, że na potrzeby filmu rzeczywiście stworzono podwaliny zmyślonego języka. Z pomocą filologa udało się sprawić, że niby-słowa nabrały szczególnego brzmienia. Jak bowiem podkreśla Perelman, to jak ze sobą rozmawiamy, ma dla niego szczególne znaczenie:
— Język to dla mnie tożsamość i komunikacja. Główny bohater musi zmienić swoją tożsamość, aby przeżyć. Musiał zmienić siebie. To mu ciąży — fakt, że stał się oszustem — komentował w jednym z wywiadów.
Perelman należy do reżyserów, którzy lubią sięgać do własnych doświadczeń: w swoim pierwszym głośnym filmie - “Dom z piasku i mgły” (trzy nominacje do Oscara) - przepracowuje traumy imigranta, z kolei w “Poufnych lekcjach perskiego” - te związane ze swoją tożsamością i historią rodzinną:
— Moja matka urodziła się 9. lipca 1941 roku, podczas ucieczki przed Nazistami. Mój dziadek był na froncie. Moja babcia urodziła ją sama, na podłodze pociągu ewakuacyjnego z Kijowa, dosłownie kilka miesięcy przed tym, jak Niemcy zajęli miasto — wspominał w jednej z rozmów, dodając, że sam również przeżywał strach i niepewność, kiedy w czasach Związku Radzieckiego opuszczał z matką stolicę Ukrainy:
— Byliśmy w pociągu z innymi żydowskimi emigrantami. Dało się wyczuć niepewność. Opuszczaliśmy Związek Radziecki nie wiedząc, gdzie jedziemy i wiedząc, że nie mamy na razie możliwości powrotu — relacjonował.
logo
Fot. materiały prasowe
Osobiste doświadczenia reżysera nadają obrazowi głębi, ale u sprawiają, że trudno postrzegać bohaterów “Poufnych lekcji perskiego” jednowymiarowo. Nie zdejmuje winy z Nazistów, ale pokazuje, że mimo wszystko, oni też są ludźmi. Nie każe się więźniom śmiać, ale daje do zrozumienia, że nawet w sytuacji życia i śmierci potrafią się zdobyć na gest bezinteresownej przyjaźni. Czy zatem można stawiać “Poufne lekcje perskiego” w jednym szeregu z oscarowym “Życie jest piękne”? Pod tym względem na pewno.
Niestandardowe podejście do tematu punktował również odtwórca roli Kocha, Lars Eidinger:
— Zwykle mam wątpliwości, gdy proponuje mi się scenariusz osadzony w realiach II Wojny Światowej. Jako Niemiec mam do tego tematu szczególne podejście, bo jako kraj w dalszym ciągu przeżywamy związaną z tamtym okresem traumę [...] Alergicznie podchodze do projektów, w których wojenne realia przedstawione są dosłownie. Po obejrzeniu takiego filmu możesz sobie pomyśleć: teraz już wiem, jak było. A to przecież niemożliwe. W tym konkretnym przypadku nie da się tego opisać. [W przypadku “Poufnych lekcji perskiego" — red.] spodobało mi się, że autor wybrał formę przypowieści — komentował odtwórca jednej z głównych ról.
Film zdążył zdobyć już uznanie publiczności festiwalowej: podczas jubileuszowego 10. Festiwalu Transatlantyk otrzymał nagrodę Transatlantyk Distribution Award, przyznawaną przez publiczność. Podbił również serca publiczności tegorocznego MFF w Berlinie, gdzie został zaprezentowany w sekcji Special Gala.
Więcej o filmie dowiecie się tutaj.
logo
Fot. materiały prasowe

Artykuł powstał we współpracy z Best Film.