
Urzędnicy domagają się emisji mieszkańców budynku przy ulicy Brzeskiej 11 na warszawskiej Pradze. W jednym z nich mieszka Edyta Bołotowicz, której syn jest w śpiączce. – Idzie zima, chyba zbankrutuję – mówi dziennikarce "Gazety Wyborczej".
Syn Edyty Bołotowicz zapadł w śpiączkę po wypadku. Oboje mieszkają w socjalnym mieszkaniu na Pradze Północ. Jednak urzędnicy chcą eksmisji mieszkańców kamienicy, bo budynek przeznaczony jest do modernizacji w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Kobieta od pewnego czasu mieszka z synem bez umowy najmu lokalu.
Jak podaje "Gazeta Wyborcza" Bołotowicz otrzymała wyrok eksmisyjny z powodu zadłużenia lokalu. Zaległości w stosunku do lokalu pojawiły się wcześniej, stąd też decyzja sądu o eksmisji.
"Idzie zima, chyba zbankrutuję"
Mieszkanie Edyty Bołotowicz jest w fatalnym stanie, brakuje w nim ogrzewania centralnego, dlatego zimą matka z synem przenosili się do kuchni. Po wypadku stał się to niemożliwe, bo łóżko Sebastiana jest za duże.
Edyta Bołotowicz
Remont przed wyborami kopertowymi
Tragiczne do życia warunki są niebezpieczne dla syna pani Edyty. Z powodu zimna Sebastian może zachorować, a każda infekcja jest dla niego niebezpieczna
Edyta Bołotowicz
Panią Edytę nie stać na remont. Przyznaje, że przynajmniej raz w roku stara się pomalować mieszkanie. A jedyny “remont” był przy okazji wyborów kopertowych. Był to montaż skrzynek pocztowych.
– Jedyny remont, jaki tu był od 20 lat, to w zeszłym roku montaż skrzynek pocztowych, gdy miały być wybory kopertowe. Jedyne usprawnienie, jakie zrobili, było przed wyborami.
Urząd dzielnicy szuka zastępczego mieszkania
Karolina Jakobsche, rzeczniczka prasowa Pragi-Północ przekazała, że zarząd dzielnicy wciąż szuka innego lokalu dla pani Bołotowicz. Zaproponowano jej mieszkanie 29-metrowe, do którego nie zmieściłaby się ze specjalistycznym sprzętem syna. Druga propozycja to lokum przy ul. Stalowej. Bez centralnego ogrzewania i ciepłej wody. Pani Bołotowicz twierdzi, że gdy oglądała mieszkanie, okazało się, że są tam ludzie.
