
54-letni ksiądz, którego ciało znaleziono we wtorek przy budynku parafii w miejscowości Pomocne (woj. dolnośląskie), zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Prokuratura ustaliła, że najprawdopodobniej zsunął się z dachu podczas czyszczenia komina.
Jedna z mieszkanek wsi odkryła zwłoki proboszcza. Kobieta przyszła do kancelarii parafialnej, by załatwić swoje sprawy. Według jej relacji ciało księdza leżało tuż przy wejściu do kotłowni.
Czytaj także: Ksiądz musiał zamknąć swój biznes po publikacji mediów. Duchowny prowadził... sklep monopolowy
Na miejscu zdarzenia przez cały dzień pracowała grupa dochodzeniowo-śledcza policji i prokurator. Ze wstępnych informacji, które przekazało Radio Wrocław na zwłokach duchownego widoczne były rany, które miały wskazywać, że został on uderzony w głowę ciężkim przedmiotem.
Marzena Paczuska, była szefowa "Wiadomości" TVP, jeszcze we wtorek, przywołując te doniesienia, dodała na swoim Twitterze dosadny wpis. "Zadowoleni? Szczucie na katolików i księży, kończy się tak" – napisała.
Także prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz, odnosząc się do tego, co wydarzyło się w Pomocnem, napisał: "'Opiłowywanie" zaczęło się na ostro".
Jak się teraz okazuje, z dotychczasowych ustaleń prokuratury wynika, że w poniedziałek (11 października) wieczorem na plebanii w miejscowości Pomocne doszło do nieszczęśliwego wypadku.
Za taką wersją wydarzeń przemawiają liczne dowody zabezpieczone przed śledczych. Ksiądz miał ręce pobrudzone sadzą, a na blaszanym dachu widać ślady świadczące o tym, że 54-latek zsunął się z niego. Co więcej, proboszcza pracującego na dachu widział też jeden ze świadków.

Zabezpieczono również monitoring z sąsiedniego budynku, który wskazuję na przyjętą przez prokuraturę wersję wydarzeń. Ostatecznie przyczynę śmierci kapłana wyjaśni sekcja zwłok, która ma odbyć się w czwartek.
