Glenn Youngkin wygrał w Virginii.
Glenn Youngkin wygrał w Virginii. AP/Associated Press/East News

Nie ustają komentarze na temat przegranych przez Demokratów wyborów w Virginii, w których partia ta straciła stanowiska gubernatora, wicegubernatora i prokuratora stanowego. Trudno jednak nie przyznać, że republikański kandydat Glenn Youngkin zrobił po prostu lepsze wrażenie na tle konfrontacyjnego Terry'ego McAuliffe'a z Demokratów, który próbował stosować te same chwyty, co przed laty Hillary Clinton.

REKLAMA

To taki sondaż dla Bidena

O wygraną starano się, trzeba powiedzieć, mocno. Jest przyjęte uważać, że wybory te, odbywające się dokładnie w rok po prezydenckich, są w pewnym sensie pierwszą oceną pracy nowego rządu. Demokraci dla wsparcia startującego na stanowisko gubernatora polityka średnio – mówiąc oględnie – lubianego rzucili więc do walki jeśli nie wszystkie, to duże siły, z Obamą włącznie.
Rok temu Biden wygrał tam o 10 punktów, co było wynikiem doskonałym, szczególnie biorąc pod uwagę dużą ilość wyborców głosujących różnie, nie po tzw. linii partyjnej, więc z reakcjami trudnymi do przewidzenia. Ale Biden startował w warunkach nadzwyczajnych. Ostatni rok dużo zmienił i te wybory pokazały dokładnie, jak bardzo.

Trudny stan

Virginia to specyficzny stan. Mocno związany z historią USA i sprawy aktualne i historia traktowane są tam równie emocjonalnie, są żywe. Mówiąc w niejakim uproszczeniu; Virginia – właściwa nazwa Commonwealth of Virginia – jest podzielona na dwie przeciwstawne ideowo części od czasu wojny secesyjnej 1861 roku.
Rząd tego stanu opowiedział się za wyjściem z Unii i Richmond stało się stolicą już nie całości, a skonfederowanych stanów Południa, natomiast hrabstwa wierne Unii przyjęły nazwę West Virginia. Gdy przed wojną mobilizowano wojsko, zdarzało się, że na jednej ulicy maszerował oddział w szarych mundurach, na sąsiedniej w granatowych, unijnych. Podział terytorialny nie jest, szczególnie obecnie, równoznaczny z politycznym. Ale istnieje do dziś, przeplata się i przez politykę i przez codzienne życie.
Po przegranej wojnie to w Richmond zamieszkało wielu byłych żołnierzy i dowódców rozbitej armii, włącznie z urodzonym w Virginii generałem Lee – największym bohaterem Południa. To zresztą ciekawe, bo o ile o innych konfederatach przeciwna strona mówi jak o zdrajcach, buntownikach i nie widzi powodu, żeby secesjonistów – i właścicieli niewolników – czcić pomnikami, Lee zawsze traktowany był trochę ulgowo, a dla Południowców jest bohaterem absolutnym.
Pod jego monumentem w Richmond składano kwiaty we wszystkie możliwe rocznice, tam spotykały się Córy Konfederacji, wszelkie stowarzyszenie prawnuków żołnierzy, zwykli ludzie zafascynowani historią, a ostatnio także Proud Boys, KKK i inni biali nacjonaliści – co wzbudzało zresztą protesty także tych, którzy generała czcili.
W tym roku, na początku września, jego pomnik został podzielony na części i wywieziony z Monument Avenue. Postument ma być rozebrany w późniejszym terminie.
13-metrowy, najwyższy, dominujący nad miastem Lee stał najdłużej, pozostałych dowódców tej wojny usunięto wcześniej, po trwających ponad rok ostrych protestach, dewastacjach i kontr-protestach.
W sumie, przez ostatni rok, 156 lat po wojnie secesyjnej, rozebrano w całych Stanach ok. 200 pomników konfederackich. Część zlikwidowały władze miast, część sami protestujący. W stanie Virginia zlikwidowano tego typu pomników ponad 70. W Virginii była to jedna ze spraw ważnych dla wyborców.
Praktycznie patrząc, jeśli chodzi o ten stan, to każda wioska miewa co najmniej jeden, a często kilka tego typu pomników. Te z Richmond były jednak spektakularne, więc skupiły na sobie uwagę jak żadne inne. W pobliskim Charlottesville przeciwko usunięciu pomników demonstrowali chłopcy spod znaku white power. W trakcie ich zlotu – szli gromadą z pochodniami służącymi do odstraszania komarów w ogródkach – zabita została młoda kobieta sprzeciwiająca się ich pobytowi w tym mieście. Zresztą biała.
Te i inne kryzysowe momenty życia Virginii – rekonstrukcja, segregacja, walka z segregacją – przedzielone zawsze były okresami pozornego wyciszenia; z flagami Konfederacji na jednych domach, także na budynkach urzędów i z flagami Unii na innych i z odwiecznym wzdychaniem: wtedy się nie udało, ale teraz to już czas się odłączyć.

Zrobił to jak Hillary Clinton

Błędem kampanii Terry'ego McAuliffe'a (kandydat Demokratów) była próba pokazania, że głos na niego to głos przeciwko Trumpowi. To za mało. To samo robiła Hillary Clinton w swojej kampanii. To nawet mniej niż kiedyś, bo Trump bez bezpośredniego wpływu na decyzje legislacyjne, bez codziennych tyrad – jego konta w mediach społecznościowych są zablokowane – bez opluwania wszystkich i wszystkiego, bez jawnego umizgiwania się do ekstremalnych organizacji prawicowych, przestał być dla wielu wyborców straszakiem. Nie zawłaszcza całej przestrzeni i politycy GOP zaczęli być wyraźniej widoczni, są oceniani za swoje cechy indywidualne.
Pod tym względem kampania kandydata GOP Glenna Youngkina była przeprowadzona lepiej; w pewnym momencie, pomimo uzyskanego wsparcia, zdystansował się od Trumpa i jego najgorszych cech. Położył natomiast nacisk na sprawy edukacji, wychowywania przyszłych pokoleń, wplatał ładnie w swoje wypowiedzi przypomnienia, jak bardzo ważna dla każdego mieszkańca Virginii jest możliwość wyboru.
Wygrał w ten sposób w grupie o którą walczył – bez skutku – poprzedni prezydent. To tzw. białe kobiety z przedmieść.
Trump straszył je kiedyś, że jak go nie wybiorą, to czarnoskórzy splądrują ich domy, czy coś koło tego. Youngkin po okresie uogólnionych haseł o sile edukacji skupił się na szkołach, na tym, że w ramach szkół publicznych trzeba dać rodzicom możliwość wyboru programu i przygotować dzieci do “samodzielnych ocen”. Dopóki tego nie zrobił, to Terry McAuliffe, pomimo wszystkich błędów, prowadził w sondażach przedwyborczych.
Dopiero opowieści na temat wprowadzenia do szkół publicznych Critical Race Theory odwróciły sytuację. Kandydat GOP robił to delikatnie. Nie musiał się zresztą wysilać. CRT wprawia w panikę wiele osób i ostatnio fala ta przeszła przez Virginię.
CRT nie jest terminem jednoznacznym. Najogólniej mówiąc, kiedyś używali go głównie konserwatywni aktywiści i propagandyści, obecnie używa każdy i najczęściej – ale nie jedynie – jako ogólnego określenia programów nauczania w szkole, które to programy opisując fakty historyczne dotyczące traktowania czarnoskórych w USA mają doprowadzić białe dzieci do złego myślenia na swój temat, traumatycznych przeżyć, poczucia winy.
Stąd na demonstracjach przeciwko CRT dziewczynki noszą transparenty z napisami: “I’m not an oppressor”.
Zawsze, przed każdymi wyborami, pojawia się jakieś wielkie zagrożenie, z jakim trzeba walczyć. Tym razem okazało się skuteczne CRT – a było wszędzie, w prasie, telewizji i radiu, w kazaniach kaznodziejów itd. CRT indoktrynuje, pierze mózgi, odbiera dzieciństwo, jest antypatriotyczne, komunistyczne i co kto chce.
Z kolei aktywiści drugiej strony domagają się – mówiąc po naszemu – “odbrązowienia” historii Stanów, od samego początku, od Kolumba, i oczekują, że dzieciom w sposób dostosowany do wieku będzie się przedstawiać fakty.
Kandydat Demokratów jednoznacznie wspierał wprowadzenie do szkół publicznych CRT i jednolitych programów szkolnych. Rzucił raz, że rodzice jego zdaniem nie powinni mieć wpływu na to, w jaki sposób szkoła naucza. Zawrzało. O rozbieraniu pomników konfederackich mówił, że dzięki temu nareszcie każdy będzie się mógł czuć włączony w społeczność. Na tle przeciwnika wyglądał na bardziej agresywnego, zaczepnego.

Nowy typ polityka Republikanów

Można zaryzykować twierdzenie. że zwycięzca wskazał innym politykom GOP, jaki rodzaj kreacji w erze po Trumpie jest dla wyborców atrakcyjny: w wywiadach dla stacji prawicowych rzucał niekiedy coś ostrzejszego, w reklamach emitowanych w Virginii łagodny, zatroskany, ciepły.
Polityk rządzący tak podzielonym stanem musi pokazać, że jest otwarty na kompromisowe lub przynajmniej wyglądające na kompromisowe rozwiązania i powinien umieć je znaleźć w sytuacji, gdy trzeba jakoś zacząć wydobywać się z różnorodnych kryzysów. Musi to umieć pokazać wyborcom.
Nie można już liczyć na to, że niechęć do jednego polityka automatycznie przełoży się na głos dla innego i że będzie to zjawisko masowe.
I ciekawostka na koniec: McAuliffe przegrał, choć otrzymał o 200 tysięcy głosów więcej niż w 2013, gdy wygrał wybory na gubernatora. Coraz więcej osób głosuje.
Dodajmy jeszcze, że wicegubernatorką została czarnoskóra Winsome Sears, to pierwszy taki przypadek w historii tego stanu. Wybrano również pierwszego latynoskiego prokuratora stanowego – obydwoje z GOP. To może mieć większy wpływ na następne wybory, strategie wyborcze i decyzje wyborców niż sam wybór gubernatora.