Prezydent Chin Hu Jintao gościł w Polsce w 2004 roku. Wkrótce nasz kraj odwiedzać będą raczej Xi Jinping i Li Keqiang
Prezydent Chin Hu Jintao gościł w Polsce w 2004 roku. Wkrótce nasz kraj odwiedzać będą raczej Xi Jinping i Li Keqiang Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

W Pekinie właśnie rozpoczął się XVIII zjazd Komunistycznej Partii Chin. Kilka tysięcy delegatów w imieniu 82 mln członków partii wybierze jej nowe władze, a także przyszłego prezydenta i premiera Chin. - To niewiele w życiu Chińczyków zmieni - mówią naTemat znawcy Państwa Środka.

REKLAMA

Rozpoczynający się w czwartek XVIII zjazd Komunistycznej Partii Chin ma być kolejnym nowym otwarciem w historii Państwa Środka. Niewiele wskazuje jednak na to, by jakiekolwiek nadchodzące zmiany miały być w Chinach znaczące. Choć KPCh chętnie podkreśla, że wybór nowych chińskich władz będzie w jakiś sposób bardziej demokratyczny, ponieważ w zjeździe biorą udział nawet szeregowi członkowie partii, na ulicach Pekinu i tak wprowadzono nadzwyczajne środki bezpieczeństwa, a wielu opozycjonistów prewencyjnie aresztowano.

Wybory? Zwykli Chińczycy przecież nikogo nie wybierają...

Jak mówi naTemat szef Centrum Studiów Polska-Azja Radosław Pyffel, mówienie o zamianie władzy w Chinach w jednym zdaniu z wtorkowymi wyborami w USA to całkowita pomyłka. - To raczej nie wybory, a konsultacje na najwyższych szczeblach władzy. Zupełne przeciwieństwo tego, co działo w Stanach Zjednoczonych. Wybory władz w Chinach to proces całkowicie nietransparentny i niedemokratyczny - ocenia ekspert.

Pyffel, który w Chinach spędził wiele lat, twierdzi, że przeciętnych mieszkańców tego kraju dzisiejsze wydarzenia polityczne raczej niespecjalnie interesują. - To niewiele w życiu Chińczyków zmienia, dlatego też raczej słabo interesują się takimi sprawami. Choć oczywiście wiele osób kibicuje tym, a nie innym działaczom partyjnym - tłumaczy. Przetasowania na najwyższych szczeblach władzy w Pekinie o wiele więcej emocji budzą wśród zagranicznych partnerów Chin. Nowy prezydent i premier zmieniać mogą bowiem raczej coś w polityce zewnętrznej. W Chinach nic nowego szybko się nie stanie.

To niewiele w życiu Chińczyków zmienia, dlatego też raczej słabo interesują się takimi sprawami. Choć oczywiście wiele osób kibicuje tym, a nie innym działaczom partyjnym.

Z pewnością zmienią się jednak nazwiska. Wszyscy są przekonani, że nowym przewodniczącym KPCh i prezydentem kraju zostanie Xi Jinping, wysoko postawiony i aspirujący członek Stałego Komitetu Biura Politycznego KPCh. W ostatnim czasie pojawiły się jednak pewne spekulacje, że stanowisko mógłby zachować dotychczasowy prezydent Hu Jintao, natomiast zamiana warty w rządzie odbyłaby się wcześniej niż planowano. - To była by prawdziwa bomba, gdyby do takich zmian miało dojść już teraz. Wen Jibao miał bowiem odejść dopiero w marcu i zostać zastąpiony przez Li Keqianga. A Hu Jintao miał przecież opuścić urząd prezydenta na rzecz Xi Jinpinga - ocenia Pyffel.

Zmiana warty najważniejsza dla partnerów Chin

Czego będzie można spodziewając po takiej, czy innej zmianie nazwisk? - Gdy dziesięć lat temu władzę obejmował tandem Hu - Wen zadawano sobie dokładnie to samo pytanie - mówi Adam Kozieł, specjalista ds. Chin z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - I tak jak wtedy, nie wiemy co dalej. Najlepiej widać to, kiedy wchodzi się do księgarni, a na półce poświęconej Chinom obok siebie leżą książki "Chiny. Wschodzące mocarstwo" i "Zbliżający się upadek Chin" - tłumaczy.

Oni wszyscy są bowiem modelowymi aparatczykami. Na plus można zaliczyć im, że mają jakieś wykształcenie i nie są zawodowymi rewolucjonistami. Nie zmienia to jednak faktu, że cały życie spędzili w aparacie partyjnym.

Adam Kozieł

Helsińska Fundacja Praw Człowieka

Niektórzy twierdzą, że jeśli nowym przywódcą Chin zostanie Xi Jinping, będzie odważnym reformatorem. Bo taki był jego ojciec Xi Zhongxun, który za niepokorność w latach 60-tych trafił nawet do aresztu domowego. A później, gdy klimat w Pekinie się zmienił, został gubernatorem prowincji Guangdong i stał się jednym z przewodników po nowej drodze, jaką obrały Chiny. To on przeforsował ideę stworzenie pierwszej strefy ekonomicznej w Shenzhen, a u schyłku życia lansował młodych, prężnych polityków, w tym Hu Jintao i Wen Jiabao.

Adam Kozieł przypomina jednak, że podobnie było z Wen Jibao. On również miał być "demokratą" ponieważ w czasie protestów na placu Tiananmen pojawił się wśród polityków, którzy wyszli wówczas do strajkujących studentów. Jako premier w żaden sposób nie spełnił jednak tych oczekiwań. - Oni wszyscy są bowiem modelowymi aparatczykami. Na plus można zaliczyć im, że mają jakieś wykształcenie i nie są zawodowymi rewolucjonistami. Nie zmienia to jednak faktu, że cały życie spędzili w aparacie partyjnym - mówi specjalista.

Wykończyć niewygodnych, utrzymać stabilizację

Ci ludzie nie lubią nikogo, kto ma charyzmę i chęć wprowadzania reform. W ciągu ostatniego roku najbardziej wpływowe frakcje w KPCh pozbyły się więc wszystkich potencjalnych przeciwników. Zazwyczaj pomagały mniejsze, lub większe skandale obyczajowe i korupcyjne przez, które niewygodni działacze trafiali za kraty, lub musieli zrezygnować ze stanowiska.

Podobnie obeszli się w Pekinie także i z premierem Wen Jibao, o korupcyjnych problemach w otoczeniu którego rozpisują się media na całym świecie. - Nikt nie sądzi raczej, że "New York Times" dowiedział się o tym, prowadząc dziennikarskie śledztwo w Pekinie. Ktoś musiał więc amerykańskim dziennikarzom te informacje dostarczyć - podkreśla Kozieł.

Nie wiadomo, jak rządzić będą nowi przywódcy Chin, ale nie ma wątpliwości co do tego, jakie wyzwania przed nimi staną. Pprzede wszystkim utrzymanie stabilizacji w kraju. W ubiegłym roku po raz pierwszy nakłady na bezpieczeństwo wewnętrzne przekroczyły w Chinach tę przeznaczane na obronę narodową. I to nawet w oficjalnych statystykach. - Także spadek PKB może doprowadzić do poważnych niepokojów społecznych. A chińska Akademia Nauk Społecznych już podaje, że w zeszłym roku dochodziło przeciętnie do 500 masowych protestów dziennie. Także Wskaźnik Nierówności Społecznej w przypadku Chin podaje wynik, który powinien być biciem na alarm - podsumowuje specjalista HFPC.