
"Uwierzcie, że my tego tak nie odczuwamy, ale w Ukrainie każdego dnia zaczyna się każda informacja w telewizji i radio od tego, ile osób zginęło" – przekonywała Weronika Marczuk, która w rozmowie z Beatą Tadlą skomentowała narastający konflikt między Ukrainą a Rosją. Jest zasmucona codziennością swoich rodaków.
REKLAMA
Od dwóch miesięcy uwaga mediów jest skierowana na kryzys migracyjny oraz to, co dzieje się na polsko-białoruskiej granicy. Przez to doniesienia o naszych pozostałych sąsiadach zeszły na bok. Na Ukrainie chociażby nie dzieję dobrze.
W naTemat informowaliśmy ostatnio o tym, że Rosja podnosi gotowość bojową separatystów na Ukrainie, a media spekulują, że eskalacja sporu może przerodzić się w realny konflikt zbrojny. Mówi się, że powodem jest plan Ukrainy na odbicie Donbasu i Ługańska z rąk Władimira Putina.
Weronika Marczuk zaniepokojona sytuacją w Ukrainie
Napięta sytuacja w Ukrainie nie podoba się byłej żonie Cezarego Pazury. Weronika Marczuk nie kryje, że jest bardzo przygnębiona doniesieniami z ojczyzny. Opowiedziała o tym Beacie Tadli w programie "Onet Rano."."Bardzo źle się dzieje cały czas. Uwierzcie, że my tego tak nie odczuwamy, ale w Ukrainie każdego dnia zaczyna się każda informacja w telewizji i radio od tego, ile osób zginęło, jakie były działania wojenne, kto kogo bombardował" – relacjonowała.
"Strasznie dużo ludzi, wolontariuszy, tam idzie, więc wszyscy śledzimy to, no i niestety codziennie giną ludzie. Teraz jest szczególnie zła sytuacja, bo takiej ilości wojsk, jaka dziś jest na granicy Ukrainy, nie było nigdy" – podkreśliła.
Autorka książki "O!Ukraina" odniosła się także do kryzysowej sytuacji na wschodniej granicy. "To, co dzieje się na białoruskiej granicy, według wielu ekspertów, jest też takim manewrem odciągającym uwagę. (...) Wystarczy nastraszyć trochę Europę tym, że jest zamieszanie, zaangażować Polskę i całą uwagę tutaj, a jak coś się stanie teraz w Ukrainie, to wszyscy powiedzą, że mamy swój problem" – oceniła.
Marczuk podsumowała, że w tak trudnym czasie najważniejsza jest zrozumienie siebie nawzajem i unikanie waśni oraz sporów. "Serce mnie boli, jak coraz bardziej słyszę te nacjonalistyczne rozłamy" – skwitowała.
Czytaj także: