
Lider Kukiz'15 odniósł się w środę do dalszej współpracy jego ugrupowania z PiS po aferze z wiceministrem sportu Łukaszem Mejzą. Jego zdaniem ciężko będzie współpracować z Prawem i Sprawiedliwością, jeśli w rządzie będzie osoba, co do której co najmniej część z zarzutów okaże się prawdziwa.
REKLAMA
Lider Kukiz'15 był w środę gościem Radia Wrocław, gdzie skomentował aferę z udziałem Łukasza Mejzy, a także kwestię jego ewentualnej dymisji. — Zacznijmy od jednej podstawowej sprawy, ponieważ media wielokrotnie podawały jakieś doniesienia związane z moją osobą, jestem bardzo ostrożny, jeśli chodzi o ocenę drugiego człowieka posługując się jedynie wiedzą z mediów. To jest podstawowa sprawa – zastrzegł na początku polityk.
Przypomniał jednocześnie, że gdy Łukasz Mejza objął mandat po zmarłej posłance KP-PSL Jolancie Fedak nie zabiegał o to, by przystąpił do koła Kukiz'15. — Wręcz na jego nawet propozycje odpowiadałem, że ja nie jestem zainteresowany jego partycypacją w naszym kole. Niech to będzie całą oceną posła Mejzy - mówił.
Lider Kukiz'15 rozmawiał z Kaczyńskim o Mejzie
Lider Kukiz'15 przyznał jednak, że sprawa Mejzy była jednym z tematów jego wtorkowego spotkania z Jarosławem Kaczyńskim. — Spotkanie było co prawda polityczne, dotyczyło naszych nowych projektów ustaw o bezprogowych referendach lokalnych, natomiast poruszyłem też temat pana posła Mejzy - mówił Kukiz.Powiedział też Kaczyńskiemu jak widzę dalszą współpracę w tej sytuacji.
— Poinformowałem prezesa PiS, że w sytuacji, kiedy część tych zarzutów potwierdziłaby się, będzie mi po prostu ciężko współpracować z Prawem i Sprawiedliwością, jeśli w rządzie będzie zasiadała osoba, co do której okaże się, że co najmniej część z tych zarzutów jest prawdziwa.
— Poinformowałem prezesa PiS, że w sytuacji, kiedy część tych zarzutów potwierdziłaby się, będzie mi po prostu ciężko współpracować z Prawem i Sprawiedliwością, jeśli w rządzie będzie zasiadała osoba, co do której okaże się, że co najmniej część z tych zarzutów jest prawdziwa.
Kukiz przypomina o chorobie córki
Polityk zwrócił tutaj uwagą na własne doświadczenia i chorobę córki. — Ja jestem Kawalerem Orderu Uśmiechu, mam medal Brata Alberta, 20 lat walczyłem o zdrowie i życie od urodzenia jednej z moich córek. Więc dla mnie wszystkie tego typu sytuacje, gdyby się okazały prawdziwe, to są rzeczy po prostu nie do zaakceptowania – podkreślił.Opowiedział też o reakcji prezesa PiS. Jak przekazał, "w tym tygodniu pan Mejza ma złożyć obszerne wyjaśnienia, przede wszystkim pokazać pozwy, które rzekomo złożył do prokuratury przeciwko mediom i wtedy podejmą decyzję".
Firma Mejzy wyłudzała pieniądze od rodziców chorych dzieci za wątpliwe terapie
Miesiąc temu w naTemat ukazał się artykuł Anny Dryjańskiej, w którym przedstawiono karierę nowego wiceministra sportu i przytoczono wiele wypowiedzi osób z jego otoczenia. Spora część z nich nie wystawiała mu dobrego świadectwa. Burza wokół polityka rozpętała się jednak w listopadzie, po ustaleniach Wirtualnej Polski.Najpierw WP informowało o tym, że wcześniej wiceminister m.in. handlował maseczkami bez atestów i miał niespłacone długi. Z kolejnego artykułu wynika zaś, że firma należąca do Mejzy oszukiwała osoby nieuleczalnie i ciężko chore i wyłudzała od nich pieniądze, obiecując im leczenie niepotwierdzonymi medycznie metodami. Koszt jednej terapii miał wynosić nawet 80 tys. dolarów.
