
Muzyk Maciej Maleńczuk został uznany za winnego uderzenia w twarz działacza pro-life podczas manifestacji. Wyrok sądu okręgowego jest prawomocny. – Temida jest ślepa – podkreślał do końca muzyk, dodając, że zakończył tamtą pikietę, gdyż to było jego "obowiązkiem moralnym".
REKLAMA
Przypomnijmy, że w grudniu 2016 roku na krakowskim rynku odbywał się protest przeciwko wypowiedzeniu przez rząd konwencji antyprzemocowej. Zorganizowała go Partia Razem, a udział wzięli w nim m.in. członkowie Komitetu Obrony Demokracji.
W pobliżu swoją antyaborcyjną pikietę zorganizowała Fundacja Pro-Prawo do Życia. Wzięło w niej udział pięć osób. Według zeznań działacza pro-life Maciej Maleńczuk najpierw krzyczał na niego, potem podszedł i wyrwał mu transparent, a następnie uderzył pięścią w lewą część żuchwy.
Proces muzyka rozpoczął się we wrześniu 2018 roku
W imieniu działacza pro-life prywatny akt oskarżenia przygotowali prawnicy Fundacji Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. Proces, który toczył się z oskarżenia publicznego, rozpoczął się we wrześniu 2018 roku.W grudniu 2020 roku sąd w Krakowie uznał, że artysta jest winny ataku na działacza pro-life. Wyrok był nieprawomocny. We wtorek sprawą zajął się Sąd Okręgowy.
Podczas rozprawy muzyk zwracał uwagę, że manifestacja odbywała się w środku dnia. Były tam też dzieci. Jak wskazał, pokazywane podczas pikiety zdjęcia były drastyczne.
Czytaj też: Jest wyrok sądu ws. śmierci Roberta Brylewskiego. Prokuratura wnioskowała o 15 lat więzienia
– Nie można prezentować nagości, a nagle okazuje się, że można prezentować zdjęcia nagiego noworodka, jeszcze rozszarpanego. Cóż to jest za wolność słowa, która do czegoś takiego dopuszcza? – zwracał uwagę w sądzie Maleńczuk.
Maleńczuk: nie zamierzam żałować swojego czynu
Muzyk mówił też o tym, że w trakcie konfrontacji z działaczem, to on miał podstawy, by bać się o swoje bezpieczeństwo. – Musiałem go odepchnąć i absolutnie nie zamierzam żałować swojego czynu – stwierdził.– Temida jest ślepa. Ja nie chcę być ślepy i widzę, że wysoki sąd jest kobietą, broni mnie kobieta i oskarża mnie kobieta, a na sali są kobiety. W imieniu tych wszystkich kobiet wówczas wystąpiłem, ponieważ uważam, że moim obowiązkiem i prawem moralnym było zakończenie tej pikiety – podsumował artysta. Także obrona przez cały proces podkreślała, że manifestanci celowo go prowokowali.
Sąd Okręgowy uznał artystę za winnego
Krakowski Sąd Okręgowy jednak postanowił utrzymać poprzedni wyrok w mocy. Maleńczuk został uznany winnym naruszenia nietykalności osobistej pro-lifera. Musi także zapłacić zadośćuczynienie i grzywnę.Po opuszczeniu sali sądowej artysta mówił, że uważa się za sprawcę "zamieszania", ale jak dodał, jeśli kiedykolwiek ponownie stanie się świadkiem takiego zdarzenia, postąpi w taki sam sposób.
– Oczywiście zapłacę grzywnę (...), ale każda złotówka, którą ktoś prywatnie zarobi na tej sprawie, jest splamiona krwią Izabeli z Pszczyny – oświadczył Maleńczuk.
