Jacek Żakowski
Jacek Żakowski Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta

Jacek Żakowski swój cotygodniowy felieton w "Gazecie Wyborczej" poświęca polityce prorodzinnej i rządowemu planowi wprowadzenia rocznego urlopu rodzicielskiego. Chwali PO za wyrwanie się poza 4-letnią perspektywę jednej kadencji i wzięcie na budżet ciężaru wydatków, które przyniosą efekt dopiero za 20 lat.

REKLAMA
"Proszę o oklaski dla ministra Kosiniaka-Kamysza i dla premiera Tuska. Na osobne brawa zasługuje min. Rostowski" – apeluje Jacek Żakowski w "Gazecie Wyborczej". Według dziennikarza politycy na brawa zasłużyli sobie wprowadzając roczne urlopy rodzicielskie. To wyjście poza perspektywę jednej kadencji. "Kiedy więc rząd robi coś, co na krótką metę mu się nie opłaci, a zwłaszcza gdy minister finansów myśli w kategorii dekad - nie w perspektywie przedwyborczych budżetów - trzeba to docenić" – zauważa dziennikarz "Polityki". Zdaniem Żakowskiego to przyczółek poważnej polityki, jednak do dojrzałości jeszcze sporo naszej klasie politycznej brakuje.
Jacek Żakowski
publicysta "Polityki"

Rząd jest już w stanie podjąć sensowne działania, ale wciąż nie umie się zdobyć na to, by je nazwać i nadać im rangę, jakiej wymagają. Są takie obszary, w których nie ma to wielkiego znaczenia. Ale w demografii ma. Nie dlatego, że dzięki PR-owi budowanemu wokół programu mieszkaniowego czy wydłużonych urlopów rodzicielskich można odnieść doraźne polityczne korzyści. CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: "Gazeta Wyborcza"

Czytaj też: Rewolucja listopadowa czyli lepiej późno niż później – pisze Dorota Zawadzka
Zdaniem Żakowskiego rząd powinien pójść z ciosem i wprowadzić kolejne ułatwienia, które doprowadzą do podniesienia dzietności. "Co po przedszkolu?" – pyta. Zauważa, że dla wielu rodziców problemem nie jest zapewnienie dzieciom bytu w pierwszych latach ich życia, ale dopiero w szkole czy na studiach. "Bardzo przepraszam wszystkich, którzy w tym miejscu oczekiwali czegoś o trotylu lub o Święcie Niepodległości. Może powinienem, ale już nie mam siły. Zresztą - wszystko jasne" – kończy Żakowski.