
Bożonarodzeniowe tradycje pielęgnowane są z pokolenia na pokolenie – łamanie się opłatkiem, wspólna wieczerza, potrawy wigilijne, śpiewanie kolęd. Poznaliśmy je w domach rodzinnych i powielamy w naszych własnych. Jednak o wielu tradycjach się zapomina, na inne nie mamy czasu, a część wydaje się staroświecka. We wspomnieniach mojej babci Wigilia wyglądała nieco inaczej niż teraz.
Jak kiedyś wyglądały święta?
Wpadające w ucho świąteczne piosenki, którymi bombardują nas od listopada centra handlowe, regały pełne kolorowych zabawek i dziewczyny przebrane za aniołki, które zachęcają do wsparcia akcji charytatywnej. I może nawet zatrzymalibyśmy się i posłuchali o celach zbiórki, ale już z rozpędu rzucamy, że nie mamy czasu.Siano, słoma i król w kącie
Kilka dekad temu w domu moich dziadków na Lubelszczyźnie przygotowania do świąt zaczynały się już w sierpniu. To właśnie wtedy dziadek, zanim nastały sianokosy, pieczołowicie wybierał co ładniejszą słomę i sianko, które w grudniu trafiały do domu. Sianko – pod stół lub obrus, a słoma na pokrycie podłogi w kuchni i salonie. Starym zwyczajem na czas świąt podłoga była wyłożona słomą na pamiątkę stajenki, w której urodził się Jezus.Kutia na suficie
W pamięci mojej babci zachował się też inny świąteczny zwyczaj, jeszcze z rodzinnego domu. Tam zawsze przygotowywało się kutię, czyli tradycyjne słodkie danie z pszenicy, ziaren maku, słodu, miodu, bakalii i innych dodatków. Przed zjedzeniem nabierało się na łyżkę trochę kutii i podrzucało do góry pod sufit – im więcej ziaren przyczepiło się do sufitu, tym lepszy urodzaj czekał gospodarza w kolejnym roku.
