Co pół roku Google publikuje raport, w którym wyszczególnione są żądania przekazania danych osobowych poszczególnych kont w usługach Google (np. Gmail czy YouTube), lub usunięcia wskazanych treści, kierowane do Google przez sądy i instytucje państwowe poszczególnych krajów. Z najnowszego raportu wynika, że ilość wysuwanych żądań nieprzerwanie rośnie – również w Polsce.

REKLAMA
Żądania takie trafiają do Google, jeśli dany organ państwowy w toku prowadzonego postępowania zapragnie dowiedzieć się, kto kryje się za danym kontem założonym w dowolnej usłudze Google. Poprawne żądanie powinno być oparte na literze miejscowego prawa, ponieważ wszystkie inne Google odrzuca. Odpowiednią sytuacją do ujawnienia danych osoby posiadającej konto w usłudze Google jest np. podejrzenie jej o złamanie prawa, które zostało skierowane na drogę sądową. Przykładowo, jeśli ktoś rozprzestrzenia pornografię poprzez komentarze na YouTube, musi liczyć się z tym, że Google ujawni jego dane, takie jak np. adresy IP z których korzystał, o ile trafi do nich odpowiedni wniosek prawny. W tej sytuacji nie byłoby nic złego, jednak państwa i ich instytucje bardzo często żądają ujawniania danych i usuwania treści zupełnie bezpodstawnie. Jak wtedy reaguje Google?
Dawać dane czy nie dawać
Według „Raportu Przejrzystości” w pierwszej połowie tego roku państwa wezwały Google do ujawnienia danych osobowych niemal 21 tysięcy razy (20 938), domagając się informacji o 34 614 kontach. Jest to niemal dwukrotny wzrost od drugiej połowy roku 2009 (12 539 żądań).
logo
Rządowe wezwania z całego świata do ujawnienia danych użytkowników usług Google Google
Polskie instytucje państwowe i sądownicze próbowały dotrzeć do danych 458 kont za pomocą 351 żądań wysłanych do Google w okresie od stycznia do czerwca 2012. Jest to wzrost o 161 kont w porównaniu z drugą połową roku 2011, gdzie domagano się ujawnienia danych 297 kont. Z 351 polskich żądań Google przystało w całości lub całkowicie jedynie na 21% z nich, odrzucając 278, a pozytywnie rozpatrując 73 żądania.
Jednak na przykład dla Stanów Zjednoczonych odsetek żądań, na które przystaje Google, wynosi aż 90%. Stany Zjednoczone wysunęły 7 969 żądań o dane 16 281 kont, co czyni je liderem zarówno jeśli chodzi o skuteczność, jak i ilość żądań. Drugie są Indie z ilością 2 319 żądań o dane 3 467 kont. Jak zaznacza Google, Stany Zjednoczone wysuwają też żądania za inne państwa, z którymi wiążą je traktaty o wspólnej pomocy prawnej. Liczba takich żądań jest nieznana, jednak mimo to statystyki pokazują, jak chętnie Stany sięgają po dane Internautów. Dla porównania Rosja wysunęła jedynie 58 takich żądań, z których żadne nie zostało pozytywnie rozpatrzone.
Zabierzcie to natychmiast sprzed naszych oczu!
Znacząco wzrosła ilość państwowych żądań o usunięcie treści z serwisów Google. Głównie chodzi o usuwanie wyników wyszukiwania. W drugiej połowie 2011 roku Google zanotowało 1 048, a w pierwszej połowie 2012 – już 1 791 żądań o usunięcie aż 17 746 treści. Polska wysunęła jedynie 3 takie żądania poprzez organa wykonawcze jak np. policja. Google spełniło 2 z nich. Liderem rankingu znów są Stany Zjednoczone, które wnioskowały o usunięcie 3 613 elementów poprzez 209 żądań. Google pozytywnie rozpatrzyło (częściowo lub w całości) 96 (46%) tych żądań.
logo
Rządowe wezwania z całego świata do usunięcia treści z usług Google Google
To, czy dany wniosek o ujawnienie danych lub usunięcie treści zostanie rozpatrzony pozytywnie, zależy od jego prawomocności i zasadności. Jak zaznacza Google, sądy różnych krajów nieraz składały wnioski, które były bezzasadne. Przykładowo Argentyna żądała usunięcia 120 wyników wyszukiwania do stron rzekomo opisujących osoby prywatne, jednak żaden z tych linków nie odnosił się do osób wspomnianych w orzeczeniu.
Inne ciekawe przypadki Google opisuje tutaj. Można w nich znaleźć przykłady odmów oraz przystania na żądania różnych państw i instytucji. Przykładowo, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości zażądała usunięcia wyników wyszukiwania kierujących do stron krytykujących tę agencję oraz ośmiu stron kierujących na te strony. Google nie przystało na tę prośbę. Czasami Google otrzymuje też sfałszowane pisma imitujące orzeczenia sądowe, jednak każdy dokument jest sprawdzany, co skazuje takie praktyki na porażkę.
Państwa będą chciały coraz więcej
Analizując dane gromadzone przez Google w ujęciu całościowym widać, że rządy będą coraz częściej korzystać z tych metod pozyskiwania danych. Internautów jest coraz więcej, a rządy coraz baczniej się im przyglądają. Instytucje państwowe nie do końca umieją poradzić sobie z Internautami łamiącymi prawo lub tymi, którzy po prostu zachodzą im za skórę, nawet jeśli nie łamią prawa. Państwa będą się coraz częściej zwracać do różnych serwisów z prośbą o zdemaskowanie konta, za którymi stoi dana osoba. Rzadko kiedy chodzi tu o dane osobowe – zazwyczaj wystarczy adres IP komputera, z którego osoba ta korzystała.
Podobną politykę postępowania i informowania o państwowych żądaniach ujawniania danych oraz usuwania treści prowadzi Twitter, LinkedIn czy Dropbox. Wnioski są proste: nie należy łamać prawa, a serwisy te naszych danych nikomu nie przekażą. Pozostaje mieć też nadzieję, że takich serwisów jest i będzie więcej, a państwa będą szanowały prywatność Internautów.
Artykuł pochodzi z The Daily Interactive - serwisu opisującego wpływ nowych mediów na świat.