
W sobotę stacja TVN24 pokazała reportaż "Śmierć kur" o hodowli drobiu w Polsce. Wypowiedzi ministra rolnictwa i rozwoju wsi, które mogliśmy usłyszeć w kontekście publikacji, były do granic kuriozalne.
REKLAMA
– Radziłbym zapytać tej kury, jak ona się czuje w tej klatce, może by coś wyjaśniła. Sądzę, że jeśli ona nie znała innego życia, to raczej nie miała żadnych przeżyć psychicznych z tego powodu - mówił minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk w reportażu "Śmierć kur" w TVN24.
Dodatkowo minister zapowiada, że nie zgodzi się na likwidację chowu klatkowego, który chce wprowadzić Komisja Europejska.
Jeśli chodzi o macerację piskląt-kogutów, minister zasugerował pogodzenie się z tą sytuacją. - Nie będziemy chronić zwierząt, by skazać je na cierpienia w dalszym etapie życia. Byłyby wolnymi ptakami i tak zostałyby zabite na mięso. I tyle - skwitował.
"Wstrząsające wypowiedzi pana ministra"
Po publikacji materiału TVN24 wypowiedziała się m.in. posłanka Zielonych Małgorzata Tracz (Koalicja Obywatelska), która odniosła się do stanowiska ministra Kowalczyka.– Dla mnie to są wstrząsające wypowiedzi pana ministra. Dziwię się, że osoba, która nie darzy zwierząt szacunkiem, jest ministrem rolnictwa, jest wicepremierem naszego kraju - powiedziała pełni oburzenia.
Reportaż "Śmierć kur"
W reportażu TVN24 "Śmierć kur", reporter Filip Folczak zatrudnił się w jednej z firm załadunkowych kurczaków. Wszystko po to, by przekonać się, jak są one traktowane. Jak to wygląda? Najpierw – jak dowiedzieliśmy się z materiału – brutalna selekcja piskląt, w której liczą się jedynie kury. Potem ścisk, klatki i martwe zwierzęta. Ptaki tracą pióra, ranią się o kraty, niekiedy mają przycinane dzioby, by nie mogły się wzajemnie atakować.Kura, przebywająca na podwórku, może dożyć 10 lat. Ta żyjąca w klatce jedynie maksymalnie do półtora roku.