Ze wstępnych ustaleń śledczych wynika, że do śmierci małżeństwa nie przyczyniły się osoby trzecie.
Ze wstępnych ustaleń śledczych wynika, że do śmierci małżeństwa nie przyczyniły się osoby trzecie. Fot. JACEK BORON / REPORTER
Reklama.
W środę 2 lutego policja otrzymała wezwanie dotyczące awantury domowej w jednym z mieszkań w bloku na osiedlu Czarnów w Kielcach. Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, zobaczyli tam zakrwawioną leżącą w kuchni 52-letnią Agnieszkę. Gdy stojący nieopodal 55-letni Robert C., jej mąż, zobaczył policjantów, szybko wyskoczył z balkonu wieżowca.
Kobieta miała wiele ran kłutych klatki piersiowej i zmarła na miejscu. Jej mąż został przewieziony do szpitala, jednak ze względu na rozległe obrażenia, ostatecznie nie przeżył upadku.

Kielce: 55-latek zabił żonę i skoczył z balkonu

Jak informuje "Super Express", sąsiedzi Roberta i Agnieszki uważali ich za zgodne, kochające się małżeństwo, które nie miało problemów z policją. Wskazywali jednak, że od jakiegoś czasu mężczyzna mierzył się z problemami psychicznymi i korzystał z pomocy psychiatrycznej. Jedna z sąsiadek powiedziała tabloidowi, że 55-latek "zwątpił w świat po pandemii" i dlatego "chciał chronić swoją żonę przed złem".
Wstępne ustalenia policji, a potem śledztwo prokuratury wskazywały, że to właśnie Robert zadał ciosy nożem swojej żonie i ją zabił. Jak informuje "SE", według śledczych 55-latek najprawdopodobniej przeprowadził tzw. rozszerzone samobójstwo.

Pogrzeb Agnieszki i Roberta

Ta tragedia wstrząsnęła mieszkańcami Kielc. We wtorek w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kielcach miał miejsce pogrzeb małżeństwa, na który przyszło bardzo dużo osób. Para, zgodnie z wolą osieroconej przez nich trójki dorosłych dzieci, została pochowana w jednej mogile.
W trakcie mszy pogrzebowej ksiądz przeczytał wzruszający list od dzieci małżeństwa. Podkreśliły one w nim, że kochają swoich rodziców i podziękowały im za wcześniej udzielane wsparcie i wesołe dzieciństwo.

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut