
- Jeżeli Piechociński nie chce wchodzić na rządu, to nie powinien kandydować na szefa PSL - mówi w rozmowie z naTemat Andrzej Rozenek. Rzecznik Ruchu Palikota uważa, że koalicja będzie trwać, bo interesy PSL-u powodują, że trzeba utrzymać tysiące stanowisk w agencjach rolnych.
REKLAMA
Co dla koalicji oznacza wybór Janusza Piechocińskiego na przewodniczącego PSL?
Dla koalicji nic, bo ona będzie trwać. Interesy PSL-u powodują, że trzeba utrzymać tysiące stanowisk w agencjach rolnych, samorządach oraz w wielu innych miejscach. Stanowiska mają wyłącznie dzięki temu, że współrządzą z PO. Nie mogą się narazić na wściekłość krewnych, znajomych i członków rodzin, którzy tam są pozatrudniani. Z tego powodu nie dojdzie do wyjścia ludowców z koalicji.
Premierowi Tuskowi z Piechocińskim będzie trudniej się dogadać.
Może być ciężej. Waldemar Pawlak miał jedną ogromną zaletę: z punktu widzenia Donalda Tuska był bardzo hermetyczny. Bardzo mało z tego, co działo się wewnątrz rządu, wyciekało na zewnątrz. Janusz Piechociński będzie bardziej emocjonalny. Częściej będzie informował opinię publiczną o niezgodnościach między PO a PSL. Możemy być świadkiem koalicji bardziej dyskusyjnej. Do tej pory była to koalicja milcząca.
Premier Tusk przyjmie dymisję Waldemara Pawlaka?
Chyba nie ma wyboru.
Może powiedzieć: Waldku, zostań.
Kurtuazyjnie pewnie tak powie. Nikt jednak nie jest w stanie nikogo zmusić do pozostania na jakimkolwiek stanowisku. Nawet na tak zaszczytnym, jak stanowisko wicepremiera.
Kto zostanie wicepremierem i ministrem gospodarki? Na giełdzie nazwisk często pojawia się Stanisław Żelichowski.
Byłoby irracjonalne, gdyby nie był to Piechociński.
Ale on nie chce wchodzić do rządu.
Jak nie chce, to nie powinien kandydować na szefa PSL.
Już w czasie kampanii mówił, że nie wejdzie do rządu, jeżeli wygra wybory.
Kampania to co innego. Realia polityczne są inne. Rządzenie z tylnej kanapy do tej pory się nie sprawdziło. Jeżeli Piechociński chce na poważnie spełniać rolę ważnego polityka na polskiej scenie politycznej, to nie może unikać odpowiedzialności. Jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B.