
Czy MI6 mogło szukać nowych agentów na portalu dla bezrobotnych obok ofert dla murarzy, śmieciarzy i stróżów nocnych? Gdy takie ogłoszenie pojawiło się na rządowym serwisie, wielu poszukujących pracy Brytyjczyków uwierzyło, że trwają poszukiwania następcy Jamesa Bonda.
REKLAMA
Takie ogłoszenia o pracę nie zdarzają się codziennie. To, które ukazało się niedawno na brytyjskim portalu dla poszukujących pracy prowadzonym przez instytucje państwowe, rozpaliło wszystkich od zawsze chcących pójść w ślady Jamesa Bonda. Czyli dużo podróżować po świecie i mieć licencje na zabijanie. Według portalu jobsearch.direct.gov.uk, brytyjskie służby specjalne szukały bowiem specjalisty ds. eliminacji celów (z angielska Target Elimination Specialist).
Zadania w nowej pracy? "Od czasu do czasu rząd Wielkiej Brytanii znajduje się w potrzebie usunięcia osoby, której dalsza egzystencja rodziłaby zagrożenie dla porządku publicznego" - można było przeczytać w tym wyjątkowo ciekawym ogłoszeniu o pracę. W skrócie, Wielka Brytania chce zatrudnić nowego agenta 007. Odpowiedni kandydat otrzymałby bowiem niezbędne agentowi z licencją na zabijanie paszporty, zegarki, nieodłącznego w MI-6 Walthera PPK, a nawet miniaturową łódź podwodną.
Zapewne na tak lukratywne warunki pracy i niezwykle ambitne wyzwania dało się skusić sporo osób. Żadna z nich na agenta się jednak raczej nie nadawała. Szczególnie ze względu na to, że aplikujący byli zbyt mało spostrzegawczy, jak na następców Jamesa Bonda. Nie zauważyli bowiem, iż ich odpowiedzi trafiają na adres e-mail mi6recruitment@hotmail.com. Czyżby służby korzystały z Hotmaila?
Ten dowcip, który serwis "The Verge" okrzyknął mianem "Skyfail", zrobiono sobie jednak nie tyle z naiwnych niedoszłych agentów, a z rządowego portalu dla bezrobotnych, który od dawna jest bardzo mocno krytykowany. Łatwo się tam zarejestrować i spamować cały serwis, co utrudnia życie osobom poważnie podchodzącym do poszukiwania pracy. Dodatkowo jego utrzymanie generuje całkiem spore koszty, które ponoszą brytyjscy podatnicy.

