
Marianna Wyszemirskaja, kobieta ze zdjęcia zrobionego chwilę po ataku Rosjan na szpital położniczy w Mariupolu, udzieliła wywiadu rosyjskim mediom - infromuje dziennikarz Witold Szabłowski. Kobieta powiedziała, że żadnego ataku nie było, pokaleczyła się szkłem, a "ukraińscy żołnierze kradli ciężarnym matkom zupę".
REKLAMA
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
Atak na szpital dziecięcy i położniczy w Mariupolu
Przypomnijmy, że czternastego dnia inwazji Rosji na Ukrainę, w środę w godzinach porannych, wojska Władimira Putina przeprowadziły atak bombowy na szpital położniczy i dziecięcy w ostrzeliwanym od wielu dni Mariupolu nad Morzem Azowskim.Od początku Rosjanie na różne absurdalne i niesmaczne sposoby próbowali nie tylko umniejszać cierpienie i krzywdę ludzi na Ukrainie, ale wręcz im zaprzeczać. Jednym z symboli tej brutalnej napaści było zdjęcie kobiety w ciąży, która uciekała ze zrujnowanego szpitala.
Rosyjscy dyplomaci udostępnili na Twitterze wcześniej wspomniane zdjęcia, które oznaczyli jako "fałszywe". W swoich wpisach twierdzili, że "sama placówka już nie działa". Sugerowali też, że to, co było widać na fotografiach, to tak naprawdę ustawione sceny, a kobieta była podstawiona, ucharakteryzowana i "odgrywała rolę ciężarnej". Uzasadniali to tym, że jest to... modelka – Marianna Podgurskaya.
Inni przedstawiciele rosyjskiej dyplomacji i władz twierdzili, że atak na szpital w Mariupolu to "fałszywa prowokacja". Stwierdziła tak choćby rzeczniczka Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji Maria Zacharowa.
Tym razem zaprzeczać tej tragedii miała sama ofiara. Marianna Wyszemirskaja wystąpiła w rosyjskich mediach i opowiedziała wersję wydarzeń zgodną z rosyjską propagandą. Jak wskazuje reporter Witold Szabłowski kobieta przebywa w Rosji, nie wiadomo jak się tam znalazła, ani gdzie przebywa jej mąż.
"Większość ludzi trafia do obozu"
Podczas wywiadu powiedziała m.in., że nie było żadnego ataku, a jej widoczne na zdjęciach obrażenia wynikają ze skaleczenia się. Co więcej, według jej relacji ukraińscy żołnierze kradli ciężarnym matkom zupę.Szabłowski podkreśla, że kobieta może być zastraszona. Druga kobieta, której zdjęcie obok zdjęcia Wyszomirskiej stało się symbolem rosyjskiego okrucieństwa, nie żyje.
"Bierzmy w takich sytuacjach poprawkę na to, że ludzie z Marioupola chcą żyć. Marianna Wyszemirskaja, jej mąż i ich córeczka, też. Atak na szpital miał miejsce, fotograf agencji AP, którego niedawno poznałem, był tam zaraz po nim. I to Rosjanie, nie Ukraińcy robią w Mariupolu straszne rzeczy" – komentuje we wpisie dziennikarz.
Jak dodał "większość ludzi, która jest wywożona z Mariupola do Rosji, nie trafia do telewizji, ale do obozów, a część - służy jako żywe tarcze. Szkoda, że dla wielu ludzi wywiad Wyszemirskiej podważy to, co się dzieje w Mariupolu. Ale prawdy nie da się wymazać żadną propagandą".
