
Michał Cessanis, który jest podróżnikiem i reporterem kręcił ostatnio materiał na Sri Lance. Spotkała go tam okropna sytuacja, gdyż został zaatakowany przez parę Rosjan. Na szczęście tylko słownie.
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google.
"Podczas kręcenia odcinków na Sri Lance ja i moja ekipa z Dzień Dobry TVN zostaliśmy zaatakowani słownie przez parę Rosjan. Oni mają totalnie wyprane mózgi. Propaganda zrobiła z nich debili. Jak to dobrze, że w Polsce wciąż mamy wolne media!" – napisał na Instagramie Michał Cessanis.
Rosjanie zwyzywali polskiego dziennikarza
Jak zrelacjonował, w czasie obiadu spytał Rosjan po angielsku, czy mają papierosa. Następnie wywiązała się zwykła rozmowa o Syberii. Wszystko było dobrze do momentu, gdy dziennikarz na pytanie, skąd pochodzi, odpowiedział, że z Polski.
"Gdy powiedziałem, że jestem Polakiem, wyzywali nas wszystkich po rosyjsku od obrzydliwych polskich świń" – przekazał w swoim poście podróżnik. Dodał także, że "miał opory, aby dzielić się tą historią", ale od momentu incydentu, to wydarzenie "nie daje mu to spokoju".
Dodajmy, że Rosjanie wydają się mieć w znacznej części inny stosunek do tej wojny niż Zachód.
Dla przykładu kilka dni temu Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przechwyciła nowe nagranie, dokumentujące rozmowy rosyjskich żołnierzy z ich rodzinami. Wynika z niego, że niektórzy Rosjanie przyjmują "zamówienia" od bliskich na to, co chcieliby dostać z Ukrainy.
Jak podało SBU, kradzieże nazywane są "specjalną operacją czyszczenia domów". "Niektórzy okupanci przyjmują zamówienia od bliskich, jak przed pójściem do supermarketu" – skomentowała SBU.
Rosjanie okradają Ukraińców z wszystkiego, co mogą zabrać
W jednej z rozmów udokumentowanych przez służbę żołnierz rozmawia z ojcem wędkarzem, chwaląc się mu, że w obrabowywanym domu znajduje się wiele drogocennego sprzętu wędkarskiego.
– Tak, weź wszystko, co tam będzie, tylko uważnie się przyjrzyj, żeby nie przypisano ci grabieży. To jak trofeum, ale żeby nikt nie zrobił ci tam zdjęć – mówił ojciec do syna. Dodajmy, że na początku kwietnia wywiad ukraińskiego resortu obrony informował, że Rosjanie mieli otworzyć w białoruskim mieście Narowla bazar, na którym sprzedają rzeczy zrabowane z ukraińskich domów.
Wśród przedmiotów, które można znaleźć na bazarze mają być m.in. pralki i zmywarki, biżuteria, rowery, motocykle, zabawki dla dzieci,czy kosmetyki. "Czyli wszystko, co Rosjanie zdobyli grabiąc i plądrując ludność cywilną w Ukrainie" – skomentował wówczas wywiad.
