Fot. Instagram / EkaterinaBechFanPage

W połowie kwietnia przez ukraiński biathlon przetoczyła się fala dyskwalifikacji, a władze usunęły z reprezentacji wszystkich zawodników, którzy nie potępili Rosjan po agresji na kraj, albo wprost wsparli agresorów. Ukraińcy od lat naturalizowali sportowców, którzy nie łapali się do startów w barwach Rosji, a po wybuchu wojny przeprowadzili czystkę. Jaskrawy jest przykład Kateryny Bech, która uciekła do Rosji i chce startować w jej barwach. "Żmija" – nie mają wątpliwości nasi sąsiedzi.

REKLAMA

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google Mało jest w trakcie wywołanej przez Rosjan wojny w Ukrainie takich przypadków, ale Kateryna Bech postanowiła pójść własną drogą i porzuciła swoją przybraną ojczyznę, uciekła do Rosji i wybrała starty dla agresorów. Przed laty pochodząca z Rosji zawodniczka została przygarnięta w Ukrainie, wywalczyła złoty medal juniorskich MŚ i nic nie zapowiadało takiego zwrotu. Ale od 24 lutego wiele rzeczy wygląda inaczej i wiele się zmieniło.

Ukraińcy w kwietniu wyrzucili z kadry biathlonowej trzy naturalizowane Rosjanki: Katerynę Bech, Olgę Abramową i Oksanę Moskalenko. To nie wszystkie zawodniczki z Rosji, które wybrały starty pod flaga Ukrainy, bo albo nie mieściły się w składzie rosyjskiej kadry, albo bardziej odpowiadała im ukraińska reprezentacja. Nadia Biełkina oraz Kristina Dmitrenko wstąpiły do armii i walczą z najeźdźcami. Daria Błaszko pomaga jako wolontariuszka, a Anastazja Rasskazowa wyjechała trenować do Słowenii.

Ile osób, tyle historii. Ale to Kateryna Bech, a może już Jekaterina Bech, wywołała wściekłość Ukraińców. Media opisały jej starania o powrót do rosyjskiej kadry. Najpierw musi odzyskać rosyjski paszport i stać się obywatelką kraju, bo póki co ma status uchodźczyni. 23-letnia mistrzyni zadeklarowała, że chce startować dla Rosji. Miejscowi tylko przyjęli deklarację zawodniczki z radością.

"Będziemy na nią czekać w reprezentacji" - zadeklarował z dumą Wiktor Majgurow, szef rosyjskiej federacji biathlonu. Sportsmenka jest dla Rosjan idealnym przykładem osoby, która została "uratowana" przez bohaterską armię przed "ukraińskimi nazistami". Tyle w kwestii propagandy, Ukraińcy sprawę widzą zupełnie inaczej.

Dziennikarze i działacze wprost nazywają postawę Kateryny Bech zdradą, a w mediach nazywana jest "żmiją". Nic dziwnego, biathlonistka dostała wsparcie i szansę startów dla Ukrainy, a odwdzięczyła się w taki właśnie sposób. Jej koleżanki, które też uciekły do Rosji, znalazły się w zupełnie innej sytuacji. Olga Abramowa musiała uciekać, bo ma małe dziecko w Rosji i bała się, że zostanie od niego odseparowana.

"Jestem obywatelką Ukrainy i jestem z tego dumna!" - napisała poruszona Olga Abramowa, która znalazła się między młotem, a kowadłem. Oksana Moskalenko wróciła do Rosji w obawie o rodziców, ale nie zabrała głosu ani ws. wojny, ani w kwestii usunięcia z ukraińskiej kadry. Rosjanie mają powody do radości, ale na krótko. Nie zanosi się bowiem na to, żeby mieli okazję do rywalizowania z resztą świata. Tak latem, jak podczas sezonu zimowego.

Jeszcze inna jest historia Darii Sidorenko, która czekała na prawo startów dla Ukrainy, ale po wybuchu wojny wróciła do Rosji, by być z rodzicami. W mediach przyznała, że nie została wyrzucona, bo nie była w ogóle w kadrze. O wojnie mówiła niewiele, żałowała, że w bombardowaniach Czernichowa zniszczono jej sprzęt. I tyle, żeby nie drażnić władz i nie narazić się na nieprzyjemności...

Czytaj także: