Czy Marszałek Ewie Kopacz uda się uspokoić emocje posłów?
Czy Marszałek Ewie Kopacz uda się uspokoić emocje posłów? Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Marszałek Ewa Kopacz chce umożliwić bardziej dotkliwe karanie posłów, którzy podczas debat dają się ponieść emocjom. Czy język wybrańców Narodu zaostrzył się tak bardzo, że trzeba ich przywoływać do porządku karami pieniężnymi?

REKLAMA
Jak niegdyś bywało
- Jestem w polskim parlamencie od 1989 roku. Sejm X i I kadencji to był bardzo merytoryczny okres. Spory zawsze dotyczyły meritum. Były ostre dyskusje, ale zawsze merytoryczne. Chodziło o budowę demokracji, o wolną Polską. Według mnie to był najlepszy okres w Sejmie - ocenia w rozmowie z naTemat Józef Zych, poseł nieprzerwanie od 1989 roku.
- Dzisiaj przeglądałam jakieś stenogramy z X kadencji. Debaty trwały 1,5 godziny, później 30 minut przerwy i znowu debata. To trwało do nocy - każdy siedział na sali, bo nie było wiadomo kiedy będzie głosowanie. Wtedy, pomimo ostrych debat, nikt nikogo nie obrażał. Poza tym każdy wiedział jakie poglądy mają koledzy z innych partii - twierdzi Anna Bańkowska, w Sejmie od 1989 roku z zaledwie dwuletnią przerwą. - Teraz to się zmienia na gorsze z kadencji na kadencję. Nikogo nie interesuje merytoryczna debata. A co najgorsze nie interesuje to też dziennikarzy. Teraz, żeby się przebić poseł musi rzucać bon-motami, a na to miejsce jest w kuluarach a nie na sali obrad - dodaje.
Później było już tylko gorzej
I rzeczywiście często dla zupełnie nieznanego posła ostra, szokująca wypowiedź jest jedyną szansą na zaistnienie w serwisach informacyjnych i na czołówkach gazet. Taki był zapewne powód gorącej dyskusji między posłem Dawidem Jackiewiczem a szefem resortu skarbu Mikołajem Budzanowskim. "Ten oto urzędas nie jest w stanie zrozumieć..." - zaczął swoje przemówienie polityk PiS-u. Jak tłumaczył, to odpowiedź na nazwanie przez ministra jego ugrupowania partią oportunistów.
Nowa kadencja obfituje w nieostrożne, bądź nawet niekulturalne wypowiedzi parlamentarzystów. Tak było w przypadku debaty o związkach partnerskich, które Marek Suski porównał do zoofilii. W poprzedniej czterolatce Sejmu ten sam polityk oskarżył ówczesnego wiceministra skarbu o "chlanie za publiczne pieniądze". Zresztą uchodzący za bardzo spokojnego Suski jest autorem wielu budzących konsternację wypowiedzi. Dość często wdaje się też w dyskusje z prowadzącymi obrady. Jak w zeszłym roku, kiedy bezskutecznie próbował dojść do głosu. Zarzucił wtedy wicemarszałkowi Stefanowi Niesiołowskiemu łamanie regulaminu Sejmu.
Minister finansów, Jan Vincent-Rostowski w pełnym emocji wystąpieniu zarzucał posłom opozycji "działanie na rzecz lobbystów inwestorów zagranicznych". Po chwili dodał "wstyd mi za was! wstyd!". Wtedy powszechnie krytykowano go za brak umiejętności panowania nad sobą. Pamiętamy też jak Donald Tusk musiał przerwać swoje wystąpienie, bo notorycznie przerywał mu prof. Tadeusz Iwiński, poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Głośno dyskutowane było również wystąpienie posła Wiesława Szczepańskiego, który bezlitośnie atakował Cezarego Grabarczyka podczas debaty nad wnioskiem o wotum nieufności dla ministra infrastruktury. - Minister znalazł winnych - to sami pasażerowie, którzy źle organizują sobie podróże. Może warto zaproponować im podróż autostopem - grzmiał polityk SLD.

Kopacz chce uspokoić posłów

Takich sytuacji chce w przyszłości uniknąć marszałek Ewa Kopacz, która w przyszłym tygodniu przedstawi propozycje zmian regulaminu Sejmu. Mają one pozwolić Komisji Etyki Poselskiej na karanie parlamentarzystów nie tylko naganami, jak dotychczas, ale również obciążać ich finansowo. Większość posłów podchodzi do tego pomysłu sceptycznie.
- Pomimo, że to moja koalicja, ta propozycja to nieporozumienie. Jeśli chce się dyscyplinować posłów to można robić to w czasie obrad. Marszałek ma narzędzia przywołania posła do porządku, to jest w regulaminie. Ale jeśli przez lata się nie reaguje na odbieganie od tematu, nieparlamentarne słowa to jak można teraz kara ich finansowo? - zastanawia się Józef Zych. Dodaje, że część winy ponoszą też ministrowie, którzy zamiast merytorycznie odpowiadać posłom wdają się z nimi w czysto polityczne dyskusje.
Co zrozumiałe, sceptyczna jest też opozycja. - Nie wiem, czy marszałek Kopacz chce, by ludzie się do siebie grzeczniej zwracali, czy może też doprowadzi do tego, by posłowie mogli się wypowiedzieć. Teraz są pięciominutowe oświadczenia w imieniu klubów, a jeśli ktoś chce indywidualnie zabrać głos to ma minutę w ramach pytań - mówi posłanka Anna Bańkowska. W odpowiedzi na propozycje Kopacz PiS chce, by mogli zgłaszać po jednym punkcie do porządku obrad. Z kolei Ruch Palikota chce by posłowie otrzymywali druki sejmowe w formie elektronicznej i drukowanej.