
Do konfrontacji Władimira Putina z gubernatorem obwodu kaliningradzkiego Antonem Alichanowem doszło na antenie telewizji Rossija 24. Alichanow przyznał w programie na żywo, że sytuacja gospodarcza w jego regionie jest niekorzystna z powodu wojny w Ukrainie. – Specjalna operacja wojskowa w Donbasie nie ma z tym absolutnie nic wspólnego – błyskawicznie zareagował prezydent Rosji.
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
Na antenie propagandowej telewizji Rossija 24 został niedawno wyemitowany program, w ramach którego odbyła się rozmowa Władimira Putina z gubernatorem obwodu kaliningradzkiego Antonem Alichanowem. Fragment rozmowy opublikowała na Twitterze niezależna białoruska agencja informacyjna NEXTA.
Urzędnik mówił w programie na żywo, że podległy mu region cierpi z powodu zapaści gospodarczej. Jak ocenił, jedną z jej przyczyn jest rozpoczęta przez Rosję wojna w Ukrainie.
Jego wypowiedź błyskawicznie przerwał Władimir Putin. I nic w tym zaskakującego, bo w rosyjskiej telewizji nie ma mowy o nazywaniu wojny wojną, a tym bardziej o przyznawaniu, że jest niekorzystna. Prezydent Rosji odparł więc, że winienie "specjalnej operacji" jest błędne.
– Specjalna operacja militarna w Donbasie nie ma z tym absolutnie nic wspólnego – mówi na zamieszczonym w mediach nagraniu Władimir Putin.
Portal NEXTA zwrócił uwagę, że prawdopodobnie jest to pierwszy raz, kiedy Putin publicznie określił wojnę nie "operacją specjalną w Ukrainie", ale już operacją tylko na terenie Donbasu.
Dodajmy, że liczne sankcje nałożone przez Zachód na Rosję znacząco wpłynęły na gospodarkę rosyjskiego regionu graniczącego z Polską. Jak podawały pod koniec kwietnia lokalne media, w obwodzie kaliningradzkim 18 przedsiębiorstw oficjalnie ogłosiło ryzyko zwolnień.
"Trudności mają firmy importujące komponenty i surowce z zagranicy. Jeden z głównych podatników, holding Avtotor, obniżył produkcję samochodów trzykrotnie" – informował portal kaliningrad.ru.
Rosjanie mieszkający w obwodzie kaliningradzkim skarżą sie też na brak możliwości swobodnego ruchu granicznego na przejściach z państwami UE. Nie mogą już bowiem jeździć m.in. na zakupy do Polski, tak jak było to możliwe, kiedy funkcjonował tzw. mały ruch graniczny.
