
Paulina Mroncz to 19-latka, która była jedną z ofiar wypadku autokaru z polskimi turystami w Egipcie, do którego doszło w kwietniu. Straciła prawą rękę, a lewa jest całkowicie bezwładna.
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google Paulina Mroncz, jedna z ofiar wypadku, opisała jego przebieg w rozmowie z serwisem Kobieta XL. Jak przekazała, miały to być wymarzone wakacje dla niej i jej chłopaka. Zatrzymali się w hotelu Marsa Alam. Mieli już wracać do Polski.
Wypadek miał miejsce w drodze na lotnisko. W miejscowości Sufadża autobus wpadł w poślizg i wywrócił się na remontowanej drodze, pokrytej świeżą smołą.
Śmierć na miejscu poniosły 3 osoby, w tym kierowca. Aż 12 osób zostało ciężko rannych. - W tym moja córka... Pokryci smołą, przerażeni, zakrwawieni próbowali się wydostać z roztrzaskanego pojazdu, który stał się pułapką - opowiada ojciec dziewczyny na stronie SiePomaga.pl, gdzie jest prowadzona zbiórka na jej leczenie.
19-latka opisuje, że "kierowca jechał jak szalony, choć na drodze były ostrzegawcze znaki". - Ja z samego wypadku niewiele pamiętam. Wiem, że uratował mnie mój chłopak z jakąś panią. Leżałam przygnieciona, oni mnie wyciągali. Mówiłam, żeby mnie zostawili, bo nie chcę żyć bez rąk - opowiedziała.
Od początku wiedziała, że straciła prawą rękę, a lewa jest bezwładna. Jak relacjonuje, egipscy lekarze nie spieszyli się z pomocą. - Sanitariusz stał i dość długo rozmawiał z kolegą. Nie było wcale tak, że zajmowano się nami natychmiast - opowiada.
19-latka spędziła miesiąc w szpitalu w Egipcie. Lewą rękę miała przyszytą do brzucha, gdyż potrzebowała przeszczepu skóry. Po kilku tygodniach przyjechał jej tata, który jej pomógł.
Roman Mroncz wspomina okoliczności pobytu córki w szpitalu. - Nie da się tego ani opisać, ani zrozumieć, jeśli samemu się przez to nie przeszło. Z Pauliną leżał mężczyzna, który stracił w wypadku córkę, ale był w tak ciężkim stanie, że nikt mu o tym nie mówił. Dowiedział się o tym dopiero w Polsce - opowiada.
Paulina Mroncz kontynuowała leczenie w szpitalu już w Polsce. Obecnie jest pod opieką psychologa. Przed wypadkiem chciała zostać kosmetyczką. To marzenie w wyniku wypadku musiała porzucić. Obecnie zbiera pieniądze na protezę bioniczną ręki, która kosztuje 350 tysięcy złotych.
Zbiórkę można wesprzeć na stronie SiePomaga.