Senator Rulewski z PO krytykuje partię i odchodzi z komisji. "Nie chcę być grabarzem ludzi biednych i samotnych"

Jan Rulewski odszedł z senackiej komisji rodziny i polityki społecznej
Jan Rulewski odszedł z senackiej komisji rodziny i polityki społecznej Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Senator Jan Rulewski mówi "dość" manipulacjom i marnowaniu pieniędzy podatników, czym według niego jest praca w senackiej komisji. "Nie chce być grabarzem ludzi biednych i samotnych" - mówi o powodach swojego odejścia z senackiej komisji. Według Rulewskiego, senatorowie są maszynkami do głosowania, a decyzje podejmuje "najwyższa półka".

"Senator Rulewski podskakuje" – napisał jeden z komentatorów na Twitterze. Tak określił decyzję senatora, który po pięciu latach pracy w senackiej komisji odchodzi na znak protestu. Rulewski nie szczędzi gorzkich słów krytyki pod adresem ministra finansów, szefa komisji oraz pracy całej Izby.

Jan Rulewski - Senator PO
Wypowiedź dla GPC

Nie dyskutowano nad zgłaszanymi poprawkami, a senatorowie mieli jedynie podnosić rękę „za” i „przeciw” CZYTAJ WIĘCEJ


Były już członek komisji rodziny i polityki społecznej w sposób bardzo odważny mówi o manipulacjach i skostniałych procedurach, które zwykłych senatorów zamieniają w maszynki do głosowania. O Mieczysławie Augustynie, swoim partyjnym koledze i szefie wspomnianej komisji, mówi w wywiadzie dla Stefczyk.info:

Jan Rulewski - Senator PO
Źródło: Stefczyk.info

Dopuścił się manipulacji wokół dwóch ustaw. Stało się to nie po raz pierwszy, ale w tym przypadku zostało dość zgodnie ocenione. Chodzi o ludzi dotkniętych przez los, którzy sami sobie nie mogli pomóc – naznaczonych kalectwem. Manipulacja polegała na tym, że nie pozwolono nam się pochylić nad tymi projektami. W trakcie prac pan przewodniczący tak manipulował czasem i przebiegiem obrad, żeby uniemożliwić jakąkolwiek naszą ingerencję w ustawy. Pominięto oczywiście konsultacje ze środowiskami niepełnosprawnych. Wręcz okłamano nas, że rzekomo on uzyskał od nich zgodę na dalsze prowadzenie projektu. Przed chwilą to sprawdziłem. Ci ludzie protestują i jasno mówią, że nikt z nimi niczego nie konsultował. CZYTAJ WIĘCEJ


Senator ujawnia zwyczaje, które towarzyszą pracy w senackich komisjach. Według Rulewskiego, praca senatorów stanowi jedynie zasłonę dymną, a decyzje konsultowane są z "najwyższą półką". Rulewski nie precyzuje, jakie nazwiska się za tym kryją, ale twierdzi, że "dziwne zwyczaje panują teraz w Platformie".


Igor Czajka

Jan Rulewski - senator PO jako facet z zasadami. ;-) Pytanie na ile wiarygodny? ;-) Warto zapamiętać. CZYTAJ WIĘCEJ

Senator wskazuje na patologie, które przebiegają jego zdaniem na linii Platforma Obywatelska – Senat. Rolę gwaranta procesów demokratycznych, jaką miała pełnić Izba Wyższa, nazywa "złudzeniem". Komisję senacką, w której pracował przez pięć lat, określa "delegaturą rządu".

Jego ciężka praca nie przynosiła efektów


Senator Jan Rulewski nie jest jedyną osobą, która 30 listopada pożegnała się z komisją rodziny i polityki społecznej. Nie działa w niej już również prof. Alicja Chybicka. Senator podkreśla jednak, że jej decyzja miała zupełnie inne podłoże, niż w przypadku Jana Rulewskiego. – Mam pod opieką we Wrocławiu dwa tysiące dzieci i nie jestem senatorem etatowym. Poprosiłam więc marszałka Senatu, aby zwolnił mnie z pracy w komisji – wyjaśnia.

Prof. Alicja Chybicka
Senator

Rzeczy które proponował nie znajdowały uznania. Wiem, że pozostali członkowie komisji szalenie żałują, że opuścił ich grono.

Senator Chybicka zupełnie inaczej ocenia pracę w komisji kierowanej przez Mieczysława Augustyna. – Moja współpraca z szefem komisji przebiegała bardzo dobrze – wspomina Chybicka. Prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego wskazuje jednocześnie, z czego mogła wynikać decyzja Jana Rulewskiego. – On bardzo ciężko pracował, przygotowywał istotne poprawki, siedział w przepisach. To niezwykle charyzmatyczny człowiek i pracuś. Widocznie czuł się niezadowolony z tego, co osiągnął, pomimo swojej ciężkiej pracy – wyjaśnia Alicja Chybicka.

Senator Chybicka nie podziela opinii o marginalnej roli senatorów, których działanie ogranicza się jedynie do podnoszenia ręki za lub przeciw. – Ja nie czułam się maszynką do głosowania. Mam zaufanie do tego, co robi Mieczysław Augustyn. Szkoda, że Janowi Rulewskiemu nie wychodziły jego starania i ciężka praca. Rzeczy, które proponował nie znajdowały uznania. Wiem, że pozostali członkowie komisji szalenie żałują, że opuścił ich grono. Sama osobiście bardzo go lubię, szanuję i cenię – mówi senator Alicja Chybicka.

Senator PiS: "Jasiu ma rację"

Senator Stanisław Kogut z Prawa i Sprawiedliwości także nie może pogodzić się z odejściem Rulewskiego z komisji. Choć są z innej opcji politycznej, Kogut nie szczędzi słów pochwały dla zawiedzionego parlamentarzysty. – Znam go od lat osiemdziesiątych i mogę powiedzieć, że nigdy nie zmienił zdania. Zawsze pomagał ludziom najsłabszym. Powiedziałem na plenarnym zgromadzeniu, że to jeden z najlepszych ekspertów ds. społecznych w Europie. Takich ludzi trzeba pielęgnować, a nie pozwalać im odejść – mówi Kogut.

Czytaj także: Jarosław Gowin dla naTemat: Czy widziałem wściekłego Donalda Tuska? A znacie człowieka, który czasami się nie wścieka?


Według senatora PiS, przewodniczący komisji powinien wyciągnąć wnioski z decyzji Rulewskiego. – Sam się od niego wiele nauczyłem. Wiele mu obiecywano w komisji, a później okazywało się, że wychodziło inaczej. Jestem z innej opcji, ale szczerze boleję, że taki człowiek odszedł z komisji – mówi senator PiS. Kogut dodaje także, że wszelkie decyzje w Platformie są obecnie podejmowane "pod Rostowskiego", który szuka oszczędności.

Senatorowie PiS chcieli stanąć w obronie Jana Rulewskiego i solidarnie opuścić komisję. Ostatecznie jednak zdecydowali się zostać, aby dalej wypełniać powierzone im zadania. – Popieram w 80 procentach to, co powiedział Rulewski. Przewodniczący powinien łagodzić spory i prowadzić dialog. Gdybym mógł, uczyniłbym go przewodniczącym komisji – mówi senator Stanisław Kogut.

Senator nie ma nic do powiedzenia

Ale czy Jan Rulewski nie powiedział głośno tego, o czym i tak wszyscy wiedzą? – Senator Rulewski opisał rzeczywistość – uważa politolog Jacek Zaleśny. – Przeprowadzone badania wskazują, że 80 procent posłów wykazuje frustrację z powodu relacji między nimi a klubem i liderami partii, z których się wywodzą. Twierdzą, że są jedynie trybikiem w maszynie. Ich zadaniem jest podniesienie ręki we właściwym momencie – przytacza politolog.

Dr Jacek Zaleśny
Politolog

Z wypowiedzi senatora Rulewskiego wylewa się żal. Ten człowiek czuje, że nie jest nikomu potrzebny. Jedyne czego się od niego oczekuje to, aby był na sali i we właściwym momencie wciskał odpowiedni guzik. Nawet to, który guzik ma nacisnąć, nie jest jego decyzją.

Według Jacka Zaleśnego, senatorowie nie mogą w Polsce zdziałać praktycznie nic. – Aby senator mógł coś zgłosić, musi uprzednio zapytać o zgodę Rady Ministra, która kontroluje przebieg procesu ustawodawczego. Taka jest praktyka postępowania. Senator sam z siebie nie może zgłosić poprawki, bo to wiązałoby się z ewentualnymi karami nakładanych na nieego przez klub – zauważa Zaleśny.

Od senatora oczekuje się jedynie tego, aby popierał projekty rządowe. – Deputowani muszą bezrefleksyjnie głosować nad projektami rządowymi. Tego oczekuje od nich Rada Ministrów, szef klubu parlamentarnego. Rząd nakazuje, parlamentarzysta wykonuje – komentuje Jacek Zaleśny. "Najwyższa półka", o której mówi rozżalony Senator Rulewski, to właśnie członkowie rządu.

Rulewski nie był nikomu potrzebny

Politolog Jacek Zaleśny wskazuje, że ta sytuacja wynika z naszego systemu parlamentarnego: z roli jaką odgrywają liderzy partyjni w kształtowaniu zachowań członków klubu parlamentarnego. Dodatkowo, rola Senatu od samego początku jego przywrócenia w 1989 r. budziła kontrowersje. W Polsce zarówno co do trybu wyboru jak i sposobu działania jest on na tyle podobny do Sejmu, że jego istnienie w przyjętym kształcie ustrojowym budzi wątpliwości.

Senat reprezentuje te same duże grupy społeczne co Sejm. Większość polityczna, jaka kształtuje się w Senacie jest podobna do większości politycznej występującej w Sejmie. – Senat powinien różnić od Sejmu trzema czynnikami. Trybem kreacji, (aby reprezentował kogoś innego niż Sejm), sposobem działania i zadaniami W przypadku Polski te dwa pierwsze elementy są podobne dla obu izb parlamentu – zauważa dr Jacek Zaleśny.

Czytaj także: Platforma pozbędzie się Jacka Żalka? Klub musi tylko znaleźć kogoś na jego miejsce


Politolog rozumie decyzję sfrustrowanego senatora, który postanowił nie godzić się dłużej na bycie systemową marionetką. – Z wypowiedzi senatora Rulewskiego wylewa się żal. Ten człowiek czuje, że nie jest nikomu potrzebny. Jedyne czego się od niego oczekuje to, aby był na sali i we właściwym momencie wciskał odpowiedni guzik. Nawet to, który guzik ma nacisnąć, nie jest jego decyzją. Senator dostaje instrukcję, na której ma precyzyjnie wskazane, jak ma głosować w danej sprawie. Dla kogoś tak doświadczonego politycznie i z takim życiowym dorobkiem, jak senator Jan Rulewski, to może być frustrujące – podsumowuje dr Jacek Zaleśny.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...