
Polska kontra Brazylia, czyli będzie się działo. Tak się już utarło w rywalizacji siatkarskich gigantów, że nasze mecze z Canarinhos wywołują dreszczyk emocji i zazwyczaj toczą się o wysoką stawkę. Nie inaczej będzie tym razem, bo mistrzowie świata w drugim turnieju Ligi Narodów w Sofii mogą sobie zapewnić awans do ćwierćfinału zmagań. W Bułgarii stawimy czoła, poza Brazylią (środa, godz. 16:00), Kanadzie, Australii oraz USA.
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
Biało-Czerwoni Ligę Narodów rozpoczęli mocno przemeblowanym składem i w Ottawie wygrali trzy z czterech rozegranych pojedynków. Nikola Grbić odważnie postawił na młodzież oraz zmienników, a ci odwdzięczyli się ogrywając Argentynę (3:0), Bułgarię (3:0) oraz Francję (1:3) i tylko mecz z Włochami (1:3) nie wyszedł nam tak dobrze, jak pozostałe. Liderzy drużyny w tym czasie odpoczywali i rozpoczynali pracę w Spale, gdzie rezyduje kadra.
Drugi turniej Ligi Narodów rozpocznie się dla nas w Armeec Arenie w Sofii już w środę. Polacy do gry wchodzą od razu na wysokich obrotach, bo na początek czeka nas szlagierowe starcie z Brazylią. Później stawimy czoła Kanadzie, Australii oraz reprezentacji USA. Jeżeli zakończymy turniej w Bułgarii z korzystnym bilansem zwycięstw, awans do finałów Ligi Narodów będzie już pewny. Potrzeba trzech triumfów, dwa pewności jeszcze nam nie dadzą.
Drużyna w zasadzie rozpocznie rywalizację od nowa, bo selekcjoner dokonał aż ośmiu zmian. Bartosz Kurek przekonywał, że na treningach wszystko wyglądało efektownie, więc powinno być nieźle. W zespole jest dobra energia, rywalizacja o miejsca w składzie i świadomość celu. A tym są sierpniowe MŚ, na razie Biało-Czerwoni dopiero budują formę i uczą się gry pod wodzą Serba. Pierwszy turniej pokazał, że efekty pojawiają się szybko, więc możemy spać spokojnie.
– Wyjdziemy, by pokazać naszą najlepszą siatkówkę. Brazylia od kilkudziesięciu lat to dobry standard, do którego można mierzyć. Może zobaczyć, w jakim miejscu jesteśmy. Jestem spokojny. Jeśli zagramy tak, jak prezentujemy się na treningach, to będziemy mieli swoje szanse – zakończył z pełnym przekonaniem kapitan reprezentacji Polski, Bartosz Kurek.
On jeden pamięta Sofię bardzo dobrze w obecnej kadrze, bo w 2012 roku był liderem drużyny, która pod wodzą Andrei Anastasiego wygrała w Armeec Arenie finał Ligi Światowej we wspaniałym stylu. Wówczas wyrzuciliśmy Canarinhos z rywalizacji, a "Kuraś" zdobył w meczu z nimi 25 punktów, prowadząc zespół do wygranej po pięciu setach pięknej walki. Teraz też możemy mocno zaszkodzić Kanarkowym, którzy przegrali dwa ostatnie mecze.
Trzecia kolejna porażka może dla ósmej w tabeli fazy interkontynentalnej Brazylii oznaczać kłopoty ze znalezieniem się w ćwierćfinale rozgrywek, bo w Bolonii (20-24 lipca) o tytuł zagra siedem najlepszych reprezentacji oraz Włosi. A za plecami Canarinhos atakują Serbowie, Słoweńcy oraz Irańczycy. Dla nas ten mecz może też oznaczać szansę umocnienia się na czele rankingu FIVB, w którym po raz pierwszy w jego historii zmieniliśmy Brazylię.
Jednym słowem, będzie się działo. Początek starcia Brazylia - Polska w Armeec Arenie o godzinie 16:00, a transmisja na Polsacie Sport oraz w TVP Sport.
