
Były dziennikarz TVP zamieścił w mediach społecznościowych zaskakujący wpis. Oznajmił, że jakiś czas temu sam podjął decyzję o rezygnacji ze współpracy przez to, że został oskarżony o molestowanie przez jedną z redakcyjnych koleżanek. "Udało się panu dyrektorowi TVP World Filipowi Styczyńskiemu razem z koleżanką Roksaną Daniewską zrobić seksaferę bez seksu!" – stwierdził Krzysztof Mularczyk, naświetlając całą sprawę.
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
Krzysztof Mularczyk ujawnił powód odejścia z pracy. Afera w TVP World
Kim jest Krzysztof Mularczyk? To były dziennikarz i prezenter serwisu Poland In. Potem pracował w anglojęzycznym kanale publicznej telewizji TVP World. Kilka dni temu, dokładnie 17 czerwca na platformie LinkedIn zagościł długi wpis, w którym Mularczyk postanowił naświetlić sprawę swojego odejścia ze stacji.
"Cała historia jest dobrym przykładem jak kampania 'MeToo' potrafi być wykorzystywana w korporacjach w wewnętrznych rozgrywkach" – zaznaczył na wstępie swojego wywodu. Mularczyk oświadczył, że kierownictwo TVP World zmusiło go do opuszczenia redakcyjnego pokładu, gdyż jedna z wydawczyń miała oskarżyć go o molestowanie. Prezenter zaznaczył, że czuje się niewinny, dlatego porusza na forum ten - mimo wszystko - niewygodny temat.
"Uważam że ktoś musi mieć odwagę powiedzenia że używanie mody na oskarżanie mężczyzn o niestosowne zachowania stało się zbyt często bronią w wewnętrznych rozgrywkach w świecie korpo i nie tylko" – zaznaczył.
"Zaczęło się od tego że miałem na terenie newsroomu TVP World sprzeczkę z red. Roksaną Daniewską w sprawie jej podejścia do kilku spraw (...) na koniec naszych sporów ona ostentacyjnie zaczęła krzyczeć abym jej nie 'zaczepiał'. To już zapaliło w mojej głowie czerwone światełko bo 'zaczepianie' w tych czasach stało się pojęciem podpadającym pod molestowanie, a to w tych czasach już sprawa bardzo poważna" – nakreślił sytuację.
Potem Mularczyk napisał, że na początku kwietnia został wezwany na Woronicza na "dywanik" do gabinetu dyrektora TVP World. "Siedział w swoim gabinecie w obecności pani z wydziału prawnego i oznajmił mi, że rozwiązuje umowę współpracy ze mną z powodu 'poważnych zarzutów', które się pojawiły na mój temat i że skoro to nie pierwszy raz, gdy coś przeskrobałem - a chodziło mu o to, że poprzednio sprzeczałem się z nim w sprawie stawek za programy - to musi umowę rozwiązać" – przytoczył sytuację.
"Gdy zapytałem o jakie zarzuty chodzi stwierdził, że koleżanka twierdzi, że ją 'nagabywałem', do czego nie potrafił mi wyjaśnić, i że są jakieś moje maile i smsy, które jej wersję potwierdzają. Nie przedstawiono mi żadnych zarzutów na piśmie" – przekonywał Mularczyk.
Dziennikarz stwierdził wprost, że "został pomówiony" i jest ofiarą tej sytuacji. "Skoro są tak wrażliwi na kobiece żale w moim przypadku to dlaczego w innych tolerowali obecność w firmie osób oskarżonych o gwałt (Jakimowicz) jak i dziennikarza który w mediach społecznościowych raczył proponować program komputerowy do wirtualnego golenia na łyso posłanki na Sejm RP?" – zapytał wymownie.
Na koniec Mularczyk wyjaśnił, że nie ma jak ubiegać się o odszkodowanie, bo był związany z firmą umową cywilno-prawną i "nic nie przedstawiono mu na piśmie". "Oni mogą w każdej chwili tę umowę rozwiązać albo nie dać więcej zamówień" – podkreślił.
Portal Wirtualne Media zwrócił się do TVP z prośbą o komentarz. "Kierownictwo TVP World zdecydowało o zakończeniu współpracy z panem Krzysztofem Mularczykiem. Spółka nie komentuje wpisu, który opublikował pan Mularczyk na profilu oraz nie informuje o okolicznościach, które sprawiły, że nie kontynuuje pracy w redakcji" – taką odpowiedź odesłał serwisowi Zespół Rzecznika TV.