
Polscy siatkarze od efektownej wygranej z Brazylią 3:1 (25:16, 22:25, 25:16, 25:22) rozpoczęli turniej Ligi Narodów w Sofii. Biało-Czerwoni zagrali naprawdę bardzo dobre zawody i jeżeli utrzymają w Bułgarii tak wysoką dyspozycję, awans do turnieju finałowego będzie formalnością. W czwartek sprawdzą się w starciu z Kanadyjczykami (godzina 12:30).
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
Polscy siatkarze w Lidze Narodów zbierają pierwsze szlify w sezonie 2022, w którym imprezą numer jeden będą odbywające się u nas i w Słowenii mistrzostwa świata. Ale nim ruszymy bronić złota wywalczonego w 2018 roku, musimy przejść wspólną ścieżkę wygranych i porażek pod wodzą nowego trenera, Nikoli Grbicia. I w mocno odmienionym składzie, który Serb poustawiał po swojemu. Efekty są znakomite.
Pierwszy turniej Ligi Narodów w Ottawie Polacy zakończyli na plusie. Drugi rozpoczęli z przytupem, bijąc Brazylijczyków 3:1 (25:16, 22:25, 25:16, 25:22) i wpędzając ich w niemałe problemy, bo Canarinhos są na granicy najlepszej ósemki, która zagra w finałach rozgrywek w Bolonii (20-24 lipca 2022). Tymczasem nasz zespół pewnie plasuje się na pozycji czwartej i już w Sofii może sobie zapewnić awans.
Przed nami dwa mecze z niżej notowanymi rywalami, Kanadą oraz Australią. Dwa zwycięstwa sprawią, że Biało-Czerwoni będą już pewni wyjazdu do Włoch i walki o medale, a być może pozwolą nam też przesunąć się w tabeli do czołowej trójki. Wszystko zależeć będzie od wyników naszych rywali, przede wszystkim Amerykanów, Francuzów oraz rewelacji rozgrywek, czyli Japończyków.
W Sofii stawimy w czwartek czoła Kanadzie, która w tegorocznych rozgrywkach wygrała dwa z pięciu rozegranych pojedynków. I zarazem wygrała dwa ostatnie, bijąc Bułgarów (3:2) oraz Australijczyków (3:1). Klonowe Liście to klasowy zespół, ale jednak półka niżej, niż reprezentacja Polski. Więc wygrana będzie obowiązkiem, tak samo zresztą jak w sobotę, gdy mierzyć się będziemy z Kangurami. Na deser zostanie nam pojedynek niedzielny, z niepokonanymi w rozgrywkach Amerykanami.
Póki co cieszymy się z powrotu gwiazd - Bartosza Kurka, Aleksandra Śliwki, Kamila Semeniuka, Pawła Zatorskiego czy Mateusza Bieńka - a także ze świetnej gry, zwłaszcza w polu zagrywki. Bardzo dobrze do drużyny wprowadził się Marcin Janusz, który pod okiem Nikoli Grbicia ma kierować grą drużyny narodowej. I tak krok po kroku rodzi się nam zespół, który ma rozdawać karty w starciu z najlepszymi.
Liderzy drużyny narodowej pracowali przez ostatnie dwa tygodnie w Spale, ale do Bułgarii przywieźli naprawdę znakomitą dyspozycję. Nie wszystko jeszcze działa idealnie, ale ciężko się spodziewać, by tak było już w pierwszym meczu w sezonie. Z pojedynku na pojedynek będzie jednak lepiej, a nasz zespół krok po kroku będzie w coraz lepszej formie. Do pełni szczęścia brakuje chyba tylko powrotu latem kontuzjowanych asów: Bartosza Bednorza i Wilfredo Leona.
I jeszcze jedna, miła dla Polaków sprawa. Wygrana z Brazylią sprawiła, że Biało-Czerwoni umocnili sie na czele rankingu FIVB. Przed tygodniem, po raz pierwszy w historii, pozycję lidera stracili Canarinhos, a nasz zespół zasiadł na tronie. Triumf w bezpośrednim meczu sprawił, że mamy już 29 punktów przewagi nad ekipą z Kraju Kawy i pozostaniemy na szczycie jeszcze przez jakiś czas. Jak na mistrzów świata przystało.
