Agencja Gazeta

Sosnowiec i Śląsk od kilku dni szukają porwanej Magdy. Okoliczności jej zaginięcia są bardzo tajemnicze. Świadków porwania nie ma. Za wcześnie, by opisać, jak do tego doszło. Ale można zastanowić się, czy umieszczanie na portalach społecznościowych zdjęć dzieci, jak robi bardzo wielu rodziców, służy bezpieczeństwu pociech.

REKLAMA
Historia półrocznej Magdy porwanej w Sosnowcu nie tylko daje do myślenia każdemu rodzicowi wychodzącemu z dzieckiem na spacer. Powinna też dawać do myślenia każdemu aktywnemu na Facebooku, Flickrze, czy Naszej Klasie. Rośnie liczba zaginięć dzieci, więc ich bezpieczeństwo staje się coraz ważniejszym tematem.
"Z moim maleństwem"
Na tych portalach społecznościowych aż roi się od zdjęć uszczęśliwionych rodziców pochylających się nad kołyską lub trzymających na rękach zdezorientowanego bobasa. Czasem obrazek wesołej rodziny ozdabia droga zabawka wskazująca na grube portfele świeżo upieczonych rodziców. Obowiązkowy jest też stosowny podpis pod zdjęciem wskazujący, że to "ja z moim maleństwem" albo "my i nasz skarb".
Czy jest coś zdrożnego w tym, że rodzice chcą pochwalić się przed światem nowonarodzoną pociechą? Pewnie nie, ale w przypływie rodzicielskiej euforii nie zdają sobie sprawy, że może być to po prostu niebezpieczne.
Portale społecznościowe to nie tylko raj dla złodziei samochodów (równie często jak bobasy eksponowanych przez dumnych użytkowników). To także raj dla złodziei dzieci. W kontekście ostatniego porwania półrocznej Madzi z Sosnowca warto zauważyć, że takie zdjęcia z dziećmi mogą być świetną bazą danych dla potencjalnych porywaczy. "Wielkie mi coś. Przecież takie portale są po to, by wrzucać tam zdjęcia. Oczywiście ryzykujesz, ale nie chodzi tu tylko o dzieci. Sama byłam kiedyś zaskoczona kiedy znalazłam swoją głowę z figurą nagiej kobiety" - zwierza się jedna z mam w dyskusji na forum poświęconym takim zagadnieniom.

Chroń dziecko przed okiem nieznajomego

Fundacja Kidprotect.pl to organizacja zajmująca się ochroną dzieci i młodzieży przed zagrożeniami, szczególnie w internecie.

Innego zdania jest Jakub Śpiewak, prezes fundacji Kidprotect.pl. - Przypadki porwań są w ogóle jednostkowe, ale rzeczywiście takie upublicznienie wizerunku dziecka jest niebezpieczne. Inna sprawa, że nikt nie pyta tego dziecka o zdanie i łamie się jego prawo do ochrony wizerunku - mówi.
Jak więc skutecznie chronić swoje dziecko? Eksperci mają kilka rad:

1. możesz zablokować galerię i dać dostęp do niej tylko rodzinie i znajomym

2. możesz oznaczać zdjęcia znakiem wodnym, który uniemożliwi wykorzystanie ich wbrew twojej woli np. w reklamie. Czy wiesz, że pewna amerykańska rodzina ze zdumieniem odkryła, że ich zdjęcie z wakacji reklamuje pewien sklep w Czechach?

3. unikaj zdjęć, które kiedyś będą problemem dla twoich dzieci. Coś co się wydaje dziś zabawne, za kilka lat takie nie będzie. A internet nie zapomina

4. nigdy nie publikuj informacji o dzieciach, których nie opublikowałbyś o sobie

5. unikaj umieszczania w sieci informacji, które mogą zlokalizować ciebie i twoje dziecko: nazwiska, nazwy szkoły, nazwisk przyjaciół

6. poproś znajomych i rodzinę, aby także stosowali się do tych zasad bezpieczeństwa


- Nigdy nie ma 100-procentowego bezpieczeństwa, ale profil tylko do wglądu znajomych to najlepsza opcja w internecie. Zawsze zachęcam ludzi, by dbali o prywatność swoją i swojego dziecko. Od tego są przecież pewne funkcje portali społecznościowych - mówi Jakub Śpiewak.
Dzieci giną coraz częściej
Mało przekonujące? Droga od wrzucenia fotki do porwania wydaje się Wam zbyt daleka i nierealna? Jak mawiają eksperci "statystyki są alarmujące". Rzeczpospolita napisała dziś, że w 2011 roku odnotowano o około 20 proc. więcej zaginięć nieletnich niż w 2010 roku, a największy wzrost dotyczy maluchów poniżej szóstego roku życia. Na szczęście większość z zaginionych znajduje się już po kilku dniach.
Nie zmienia to jednak faktu, że w styczniu tego roku nieodnalezionych pozostawało prawie pół tysiąca.
"Póki mój syn jest malutki i nie potrafi za siebie decydowac, nie wrzucam jego fotek do internetu, na zadna strone. Gdy będzie większy sam zdecyduje" - pisze na forum rozsądna mama.
Oczywiście media społecznościowe mają też wiele jasnych stron. Znana jest historia matki z Kalifornii, która dzięki mediom społecznościowym odnalazła swojego zaginionego syna.

Chiński ojciec Peng Gaofeng użył chińskiego Twittera, by odnaleźć porwanego kilka lat wcześniej syna Xinle