Olympus należy do największych producentów aparatów na świecie
Olympus należy do największych producentów aparatów na świecie potzuyoko / Flickr.com

Trzech byłych szefów Olympusa usłyszało dziś zarzuty od prokuratorów z Tokio. Pracownicy słynnego producenta sprzętu fotograficznego odpowiedzą za to, że przez lata fałszowali raporty finansowe spółki. Chcieli w ten sposób ukryć miliardowe straty, które koncern poniósł przez ich złe decyzje.

REKLAMA
Tsuyoshi Kikukawa był dyrektorem generalnych firmy, Hisashi Mori jej wiceprezesem, a Hideo Yamada – głównym audytorem. Oprócz nich prokuratorzy postawili w stan oskarżenia także trzech doradców, którzy z nimi współpracowali. Wszystkich aresztowano już w zeszłym miesiącu.
W lutym sam Olympus pozwał też do sądu 19 swoich dyrektorów w sprawie zatajania strat. Jest to dalszy ciąg afery, która doprowadziła do tego, że akcje koncernu potaniały w zeszłym roku o połowę, a on sam prawie zniknął z japońskiej giełdy.
Co się stało?
Na początku października Brytyjczyk Michael Woodford został wybrany na dyrektora generalnego Olympusa. Rada nadzorcza firmy postrzegała go jako bardzo skutecznego menadżera z 30-letnim doświadczeniem, więc decyzja nie była zaskoczeniem. Nikt się jeszcze wtedy nie spodziewał tego, co ma nastąpić.
Od pierwszych dni na nowym stanowisku Woodforda zaczął badać historię, którą kilka miesięcy wcześniej zainteresowały się japońskie media. W 2008 roku Olympus kupił za ok. 2 mld dol. brytyjską spółkę Garus zajmującą się produkcją sprzętu medycznego. Cena wydawała się nazbyt wysoka, ale nie to było w tej sprawie najdziwniejsze. Istne kuriozum stanowił fakt, że zamiast standardowych 1-2 proc., koncern zapłacił aż 687 mln dol. dwóch firmom doradczym, które pomagały przy transakcji. Woodforda zastanawiało też, dlaczego zarząd nabył w poprzednich latach za ogromne sumy kilka spółek, które nie miały nic wspólnego z tradycyjną działalnością Olympusa.
Wstrząs
Przeglądając dokumenty firmy nowy prezes miał coraz więcej pytań, aż w końcu zlecił zewnętrznej firmie audytorskiej przebadanie sprawy. Wtedy, po zaledwie dwóch tygodniach na stanowisku, został odwołany. Rada nadzorcza oświadczyła, że „jego styl zarządzania nie pasował do reszty kadry menadżerskiej”. Na jego miejscu zasiadł Tsuyoshi Kikukawa, który pełnił tę funkcję już przed Brytyjczykiem.
Nagłe zwolnienie prezesa zaniepokoiło inwestorów; akcje Olympusa poleciały w dół. To był jednak dopiero początek. Parę dni po otrzymaniu dymisji, Woodford zaczął rzucać oskarżenia pod adresem kilku dyrektorów firmy, m.in. Kikukawy. Według niego to oni, w tajemnicy przed akcjonariuszami i resztą zarządu, kupowali dziwne spółki i decydowali o przyznawaniu zbyt wysokich honorariów szemranym firmom doradczym. Wygenerowane w ten sposób koszty zapisywali jako standardowe wydatki, którymi zakrywali straty latami ponoszone przez koncern w wyniku ich niegospodarności.
Ratowanie twarzy
W pierwszej chwili Olympus zagroził, że oskarży Woodforda o ujawnienie tajemnic firmowych. Kiedy jednak giełdowa wartość spółki zaczęła spadać w szaleńczym tempie, szefowie kompanii złagodzili ton. Kikukawa musiał podać się do dymisji, a w koncernie rozpoczęły się wewnętrzne śledztwa. W listopadzie zarząd firmy przyznał, że faktycznie dochodziło do ukrywania strat. Wizerunek optycznego potentata ucierpiała jeszcze bardziej, gdy media ujawniły, że niektórzy z zamieszanych w skandal pośredników mieli również kontakty z japońską mafią. Utrata reputacji przyczyniła się do tego, że firma zanotowała w zeszłym roku ponad 425 mln dol. strat.
Żeby uniknąć wykluczenia z japońskiej giełdy, Olympus zapowiedział zmiany w sposobie prowadzenia księgowości i kontrolowania wydatków. Zarzuty wobec byłych dyrektorów mogą zagrozić jednak pozycji firmy. - Istnieje ryzyko, że prokuratorzy znajdą więcej osób zamieszanych w tę sprawę, a to wpłynie na obecność Olympusa na tokijskiej giełdzie – mówił BBC analityk Fukoku Capital Management, Yuuki Sakurai. Dla firmy o 92-letniej tradycji byłaby to katastrofa.