Wicepremier Janusz Piechociński uważa, że czasy kryzysu to zły moment na mówienie o podwyżce dla premiera.
Wicepremier Janusz Piechociński uważa, że czasy kryzysu to zły moment na mówienie o podwyżce dla premiera. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Moment na podnoszenie tematu niskich zarobków premiera nie jest szczególnie dobry. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w sferze publicznej od kilku lat nie tylko premierzy, ministrowie i posłowie nie mieli podwyżki, ale także właściwie wszyscy zwykli pracownicy, może poza nauczycielami.

REKLAMA
Jednocześnie to prawda, że polski system wynagradzania rządzących jest postawiony na głowie, co powoduje, iż do samorządności i polityki rzeczywiście coraz trudniej jest dziś zachęcić najlepszych.
Wystarczy zwrócić uwagę, że warszawski syndyk otrzymuje średnio 60 tys. zł, a w skali kraju 30 tys. Zarobki premiera, czy prezydenta są więc nie adekwatne do zarobków nawet na średnim szczeblu w biznesie. Ale to jest też nasz pewien wybór i wchodząc do polityki trzeba mieć świadomość, że tak po prostu jest.
Odrzucałbym też argument o tym, że premier, czy minister ma do dyspozycji limuzynę, samolot, służbowe mieszkanie i katering w urzędzie. Jeśli prześledzi się losy byłych premierów i ministrów, to najczęściej bardzo mocno później chorują, lub potrzebują czasu by na nowo nabrać powietrza, ponieważ dotąd pracowali kilkanaście godzin na dobę. I to wszystko im tego nie rekompensuje.
To, co dla obywatela jest przywilejem, dla premiera jest zwykłym narzędziem pracy. Albo ceną za utratę prywatności, co sam od kilku dni mocno odczuwam.