W połowie listopada wjechała kawalkadą Święta Coca-Cola . Opinia publiczna poczuła, że święta są bliżej, niż tuż. Kołyszący się radośnie w rytmie jingle bells tłum, pozostawał w wierze niezłomny. Mimo ciążącego nad krajem widma kryzysu. Świątynie były pełne jak wysypiska śmieci. Kolejki samochodów opętańczo wiły się serpentynami przez wszystkie piętra wielopoziomowych parkingów. Zaczynały się Choinkalia.
REKLAMA
Matka B. stała w kolejce po sianko. Do ucha wdzierała je się wesoła nowina o 20% rabacie na pakowanie prezentów, głoszona przez jednego z ośmiu Mikołajów. Inni nucili resztę wersów psalmu konsumenta pokrzykując między nimi hohoho. Modele Józefa i Marii chwiały się popychane nerwowo przez hordy pokupików. Paragon tu, paragon tam, ilość świątecznej radości proporcjonalna do ilości wydanych złotówek. Gloria. Gloria.
Pieprze - warknęła Matka B. i wybiegła z galerii.
J poczuł wewnętrzny blask i ciepło. Tak. Tradycji stało się zadość. Przemówił do niego anioł. Gwiazda dokładnie jak co roku rozbłysła jasnym, pełnym nadziei światłem. Trzej Królowie poczuli reisefieber, a zwierzęta musiały zagryzać wargi, by nie krzyczeć z radości. Sklepienie niebieskie otworzyło się na szerokość dwóch metrów. Dochodziły z niego śpiewy aniołów i radosny śmiech Ojca. Świętą atmosferę przerwało trzaśnięcie drzwi:
Jestem w ciąży - wypaliła M i rzuciła obraz USG na stół
Wiem przecież, jak co roku. Tak się cieszę.
Zawsze dziewica, za wiele to Ty nie masz z tym wspólnego...- Wewnętrzny blask i ciepło J tliło się jeszcze chwilę, aż M zdmuchnęła je do końca:
W tym roku nie rodzę.
Wiem przecież, jak co roku. Tak się cieszę.
Zawsze dziewica, za wiele to Ty nie masz z tym wspólnego...- Wewnętrzny blask i ciepło J tliło się jeszcze chwilę, aż M zdmuchnęła je do końca:
W tym roku nie rodzę.
Tydzień później na czerwonym pasku TVN 24 pojawiła się informacja, że chyba świąt nie będzie. Pól sekundy później kamera przy dudniącym jinglu zwiastującym wielkie kłopoty dojechała do przestraszonych oczu Jarosława Kuźniara i przejechała na białą jak papier twarz Szymona Hołowni. Jarek trzęsącym się, ale bardzo profesjonalnym głosem oznajmił, że informacja pochodziła z Twittera Matki B. Pojawiła się infografika. Niebieskie tło, rozmyte na rogach do białego i napis czcionką Times New Roman, kursywą, 12 „Wszystkich bardzo przepraszam, ale ja już więcej nie rodzę. Ani trochę. Rozumiem rozczarowanie i zdziwienie, ale muszą sobie jakoś Państwo dać radę. Chciałabym coś wreszcie zrobić dla siebie, a nie dla ludzkości. Serdeczności Maryja Niedziewica. P.S. Józef jest cieślą, a w dzisiejszych czasach trudno z rękodzieła wyżywić rodzinę.” Potem Jarosław powiedział, że nic więcej nie wiadomo. Szymon dodał, że zarówno Kościół, jak i Państwo na razie nie zajęły oficjalnego stanowiska. Ale za to Stowarzyszenie Polskich Supermarketów i Zarabiania Dużych Pieniędzy Tak. Byli zbulwersowani. Prezes pojawił się na wizji i oznajmił, że w tej trudnej chwili Polacy, mali i duzi, z prawa i z lewa muszą się zjednoczyć i walczyć. Nie będzie jakaś baba narażać Mnie to znaczy Nas na wielomilionowej to znaczy niepowetowane straty.
W międzyczasie wozy transmisyjne wszystkich telewizji ustawiły się na Małym Rynku w Krakowie, gdzie dominikanie szykowali tradycyjną szopkę. Zapytani o poszukiwaną oznajmili z trwogą, że Matki B. tu nie ma. Nie pojawiła się na próbie, ani dzisiaj, ani wczoraj. Józef też nie. A komórki obojga są zupełnie poza zasięgiem. Ale skoro Panowie z tiwi tu już z kamerą to my księża nową kolędę opracowaliśmy z Nataszą U. w 3D i pytonem albinosem. I pieniądze nam się na dokończenie wyczerpały, więc my byśmy fragmenty zaprezentowali, bo może jakiś sponsoring, cross promocja, albo patronat medialny. A, żeby się Matka B. znalazła to się pomodlą. Bardzo żarliwie.
Prezes od supermarketów był na wielu szkoleniach zagranicznych więc mimo, że ciemny to w ciemię nie bity. Asertywnie, analitycznie, uwzględniając obowiązujące trendy i wszechwiedzące statystyki doszedł do konkluzji niby z lewej strony, ale z konserwatywnym zacięciem. Należało zatrudnić agencję. Nie towarzyską, nie ochrony, ale detektywistyczną. Specjaliści wyniuchają Matkę B. choćby na Zanzibarze. Święta będą. Nawet za cenę ofiar w żywym towarze.
Detektyw w stadionowych Ray-Banach przyjął zaliczkę, wygłosił 30 minutowe demo podkreślające sukcesy i zwycięstwa. Dodał, że tak na prawdę nie chce być detektywem tylko kimś bardzo znanym i przystąpił do akcji w asyście dwóch zakonnic, żeby nie czasu nie tracić na risercz.
Przyzwyczajenie druga naturą człowieka. Matka B. mimo ulgi czuła ogromną pustkę. Ponad 2000 lat to jednak kawał czasu. Bioenergoterapeutka poradziła jej terapię ruchem lub słowem. Na ruch miała za duże mdłości, zdecydowała się na słowo. Na Twitterze pojawił się kolejny wpis „Każdy jest pokręcony, naznaczony i ma traumy z dzieciństwa. To nic złego. Ważne, by umieć się wyrwać z pętli złych emocji, odnaleźć w sobie sedno własnej jaźni i odważnie się z nim każdego ranka konfrontować. Nie myśleć o innych tylko o sobie. Kultywować ego i indywidualność. Wszystkie zdania zaczynać od JA. Rozwijać swoją duchowość. W rytmie disco. I zapijać to wszystko caffe latte. Pozwólcie mi być kim chce, nie ugłupiajcie mnie w roli Matki B. Jestem na terapii i wiem, że ja też mogę być zdrowa i nauczyć się języków obcych”.
Wpis wywołał falę oburzenia. Polska klasycznie podzieliła się na dwa wrzeszczące obozy. Nikt naprawdę nie wiedział o co chodziło Matce B. dokładnie, ale pretekst do machania na oślep tasakiem był. I to się liczy. Jedni opowiadali się za aborcją transmitowaną na żywo przez telewizję. Inni uważali, że to za mocne. Niech B. dokona zabiegu intymnie i prywatnie, a potem tylko opowie o nim w czasopiśmie za 99 groszy. Byli też tacy, którzy widzieli tutaj spisek niemieckiej racji stanu, który miał na celu unicestwienie Polski. Niemieccy szpiedzy założyli, że Polska w poczuciu winy sama stanie się Chrystusem, by potem ukrzyżować się i tym samym unicestwić. Wiedzieli, że tylko doraźnie, bo do kolejnej Gwiazdki, ale coroczny zastój na te kilka miesięcy rozłoży PKB na łopatki.
Prawdziwi patrioci zgrupowali się w Drużynę Pierścienia Prawdziwych Polaków pod przywództwem rządu pozaparlamentarnego i dumnie maszerowali ulicami Warszawy ze sztandarem głoszącym „Polska Krzyżem Chrystusa”. Wspierał ich tajemniczy prorok od, którego czuć było piernikiem. Znał współrzędne miejsca, w którym przebywała Matka B. Rząd pozaparlamentarny wyłonił komisję do zadań specjalnych składającą się z dwóch identycznych dziennikarzy, leniwego nieudacznika, dresiarza i Niepodległego Polaka, która udała się tam niezwłocznie.
Pani B? - syknęli lodowatym chórem identyczni
Pani B. nie ma. Poszła na aerobic w wodzie. - Józef miał podkrążone oczy
Pan Józef? - dedukował jeden z identycznych - Tak, ja poznaje. No i co Panie Józiu? Jak dalej będzie? Trzeba ją jakoś do parteru sprowadzić - cedził
Ja to mogę najwyżej Panom coś wystrugać. Ona nie urodzi, ma już termin zabiegu.... Ja skromny cieśla jestem.... Nie mnie się wtrącać.
My pomożemy. Pracę w Ikei załatwimy, becikowe w trybie przyśpieszonym pójdzie, odsetki od kredytu Państwo pomoże spłacać. Nie Wy pierwsi i nie ostatni, jakoś dacie radę - zachęcał chór identycznych i Niepodległy, dresiarz wzrokiem wprowadzał napięcie, a nieudacznik chrapał na stojąco.
No i co ja Panom.... - konsternował się Józef
Wymyślić coś radzę, bo jak nie to zostanie w Pana sprawie podjęta decyzja - ożywił się dresiarz i zabłysną wiedzą z kursu negocjacji w weekend - aborcja jest nielegalna i zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje.
Legalna, kiedy płód ma wadę genetyczną - B. weszła energicznym krokiem - W ustawie sobie Panowie zobaczą. A jak dobrze rozumiem, Boskość nie jest typowa dla ludzkiego genomu. Dziękuje - wypchnęła komisję za drzwi, którymi trzasnęła.
Pani B. nie ma. Poszła na aerobic w wodzie. - Józef miał podkrążone oczy
Pan Józef? - dedukował jeden z identycznych - Tak, ja poznaje. No i co Panie Józiu? Jak dalej będzie? Trzeba ją jakoś do parteru sprowadzić - cedził
Ja to mogę najwyżej Panom coś wystrugać. Ona nie urodzi, ma już termin zabiegu.... Ja skromny cieśla jestem.... Nie mnie się wtrącać.
My pomożemy. Pracę w Ikei załatwimy, becikowe w trybie przyśpieszonym pójdzie, odsetki od kredytu Państwo pomoże spłacać. Nie Wy pierwsi i nie ostatni, jakoś dacie radę - zachęcał chór identycznych i Niepodległy, dresiarz wzrokiem wprowadzał napięcie, a nieudacznik chrapał na stojąco.
No i co ja Panom.... - konsternował się Józef
Wymyślić coś radzę, bo jak nie to zostanie w Pana sprawie podjęta decyzja - ożywił się dresiarz i zabłysną wiedzą z kursu negocjacji w weekend - aborcja jest nielegalna i zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje.
Legalna, kiedy płód ma wadę genetyczną - B. weszła energicznym krokiem - W ustawie sobie Panowie zobaczą. A jak dobrze rozumiem, Boskość nie jest typowa dla ludzkiego genomu. Dziękuje - wypchnęła komisję za drzwi, którymi trzasnęła.
Nieudacznik poczuł, że to jego pięć minut. Nazwał się Świadkiem i zrobił tour po śniadaniówkach. Oskarżał wszystkich o wszystko, a najbardziej premiera z rodziną. Ten dyplomatycznie milczał, a kiedy oblicze sondaży były obiektywnie spadające wyjechał na narty i wyłączył telefon. Negocjacje z B. miała prowadzić w jego imieniu ekspertka, która kiedyś była kobietą, ale zdecydowała o swoim ciele i przerobiła się na męsko. Najpierw zaproponowała plan pomocy całemu społeczeństwu, którego clue stanowiło zastąpienie spowiedników psychoanalitykami i darmowe antydepresanty dla wszystkich. Święta w takim świecie były zbędne. Szczęście nie było tylko miazmatem. Stawało się dobrem dostępnym i powszechnym. Plan okazał się nawet po uwzględnieniu dotacji unijnych za drogi. Ekspertka chciała przystąpić do negocjacji, ale dział techniczny w ministerstwie był w trakcie czynności ustalania miejsca pobytu B. Szacowali, że skończą w siódmym kwartale bieżącego roku.
Detektyw i dwie zakonnice udostępniły mediom nagranie z sesji bioenergoterapeutycznej. Jeśli wierzyć ich zapewnieniom była to sesja B. „Nie chce być najważniejszą matką w dziejach. W ogóle nie chce być matką. Nie wiem, kto tak naprawdę jest ojcem tego dziecka i nudzi mnie już odgrywanie z J. tej szopki. On przecież już dawno nie jest żadnym cieślą, nie mieszkamy w stajence, tylko w miasteczku Wilanów i mamy garaż na pilota. Chce się tym delektować, a nie ciągle być dręczona poczuciem winy, że on znowu zostanie ukrzyżowany. Muszę to przerwać. Chce nauczyć się dwóch języków, skoczyć na bungee, pojechać do Kenii na safari i mieć czterdzieści par szpilek. A nie rokrocznie się kamieniować i poświęcać. Cierpienie nie dodaje mi żadnej siły. Będę żyć po swojemu, bardzo daleko od wielkich ideologii. Poza tym w stajence nie da się rodzic po ludzku. Może poród w wannie bym chciała? Albo ze znieczuleniem?
Drużyna Pierścienia Prawdziwych Polaków zrozumiała, że ktoś taki nie może być Matką Boską. Tradycja tradycją, ale w tej sytuacji nie było odwrotu. Zapalili znicze na baterie i zrobili minutę ciszy. Postanowili znaleźć sobie nową Matkę.
Na castingu pojawiła się plejada polskich i zachodnich gwiazd. Przyjechały nawet dwie Rosjanki, ale wiadomo, w tej sytuacji nawet ich nie wpuszczono. Celebrytki sądziły, że porody czynią je wyjątkowymi i są świetnym przyczynkiem do udzielania treściwych wywiadów. A jeszcze boskie porody. Unikatowa okazja. Rola życia. Wygrała najładniejsza. W kontrakcie wynegocjowała, że ukrzyżowanie jest robione za pomocą dublera oraz 15% zysków netto z ozdób choinkowych i figurek świętych wykonanych ręcznie przez „jedną z chrześcijańskich rodzin mieszkających w Betlejem” za 285 złotych sztuka. Podpisała klauzulę poufności i obiecała nic nie mówić od siebie. Detektyw staną na straży wykonania umowy, a Prezes od Supermarketów oddał 1% podatku. Taką cenę gotowy był zapłacić za spokój. Drużyna Pierścienia Prawdziwych Polaków spełniła swój obowiązek moralny wobec ludzkości.
W tym samym czasie na pudelku.pl pojawiły się zdjęcia paparazzi z lotniska imienia Fryderyka Chopina. Na nich Matka B. w towarzystwie rodzimego Szatana, za którego prezes telewizji wielokrotnie polaków przepraszał. Zjedli sushi bezwstydnie nie oglądając paragonu i jak gdyby nigdy nic oddalili się w stronę bramki do Grecji. Tam podobno w kryzysie tanie nieruchomości z widokiem na lepszą przyszłość.
Prezes TVP przeprosił Polaków za niemiły charakter nadanej audycji. I zapewnił, że wszystko idzie w dobrym kierunku, bo na przyszły rok podpisano z autorem kontrakt na 48, a nie 52 odcinki. Podobieństwo do czegokolwiek jest nieprzypadkowe i zamierzone.