fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Po masakrze w USA Amerykanie próbują radzić sobie z traumą. Jedni składają przed szkołą Sandy Hook kwiaty, inni starają się wrócić do normalnego życia. Prawdziwe oblężenie przeżywają też sklepy z bronią. Wielu mieszkańców USA tłumaczy sobie, że gdyby każdy miał broń, morderca zostałby zatrzymany. Ale czy to na pewno dobra droga?

REKLAMA
Po masakrze w podstawówce Sandy Hook w amerykańskim Newtown, wszystkie szkoły w mieście zostały zamknięte. Ponownie otwarto je dopiero we wtorek. Choć, jak przyznają rodzice, obaw jest wiele, znaczna część dzieci wróciła już na lekcje. "Musimy przywrócić normalność" – powiedział cytowany przez PAP ojciec 10-latki.
Podczas gdy mieszkańcy Newtown próbują wrócić do codziennych czynności, pozostali Amerykanie znaleźli inny sposób na traumę: jak donosi telewizja Fox News, masowo wykupują broń ze sklepów. Niektórzy klienci przekonują, że gdyby każdy nauczyciel w szkole w Newtown miał własny karabin, do tragedii by nie doszło. Inni obawiają się, że teraz Barack Obama będzie starał się zaostrzyć przepisy o dostępie do broni.
Ale czy to pomoże poradzić sobie ze skutkami tragedii?
Nie udawać
Elżbieta Pękała, psycholog i psychoterapeuta przekonuje, że najgorsze, co można zrobić po takiej tragedii, to udawać, że nic się nie stało. Choć, jak przyznaje, bardzo często wcale nie jest to łatwe.
– Po sytuacjach traumatycznych pełno jest obaw. Obojętnie, czy byli świadkami masakry z bronią w ręku, czy też na osiedlu sąsiadującym ze szkołą pojawił się gwałciciel. Zaczynamy bać się kontaktu, przestajemy wychodzić na zewnątrz, blokujemy się na otoczenie. Rodzice boją się puszczać dzieci do szkoły – mówi. – Ale tłumione emocje wracają do nas później, na przykład w formie snów, wyobrażeń. Jeśli nie przepracujemy traumy, będziemy mieli koszmary, będziemy się ciągle obawiać kolejnych sytuacji. Lęk, który jest nieprzepracowany, nie będzie wydobyty na zewnątrz będzie się nam odbijał w różnych sytuacjach, nawet codziennych. Częstą reakcją są kłopoty z odżywianiem, niekontrolowane wybuchy emocji – dodaje.
Jak przyznaje psycholog, często w takich sytuacjach mamy poczucie, że "poradzimy sobie sami". To jednak nie zawsze jest najlepsze wyjście. – Profesjonalna pomoc powoduje, że stan cierpienia będzie krótszy. Jeśli nie zdecydujemy się skorzystać, to bardzo ważne jest nie zamykać się na świat zewnętrzny, szukać wsparcia w tych osobach, do których mamy zaufanie – mówi Elżbieta Pękała.
Trzeba odreagować
Beata Kosior, psychoterapeutka z Ośrodka "Polana" wyjaśnia, że tragiczne wydarzenia dobrze jest odreagować jeszcze w początkowej fazie, kiedy działamy w pierwszym stresie. Inaczej możemy narazić się na zespół stresu pourazowego, czyli poważne zaburzenie, które pojawia się około miesiąca po tragicznym wydarzeniu.
– Aby do niego nie dopuścić, ważne jest działanie. W Newtown część ludzi zaczęła organizować się, pomagać wzajemnie, przynosić kwiaty na miejsce tragedii. To wszystko pomaga w radzeniu sobie z traumą – mówi terapeutka i dodaje, że z podobnymi formami mieliśmy do czynienia na przykład kiedy Norwegowie organizowali pomoc dla ofiar masakry na wyspie Utoya, której dokonał Anders Breivik. A także na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie po katastrofie smoleńskiej, gdy dziesiątki tysięcy ludzi przynosiły znicze i kwiaty dla uczczenia pamięci tragicznie zmarłych osób.
Agnieszka Iwaszkiewicz, psycholog, przypomina, że w radzeniu sobie z traumą pomaga także racjonalizacja. – Trzeba przepracować w sobie fakty. Owszem, tragedie się zdarzają i nie wolno tego wypierać, ale nie każdy samolot spada, nie w każdym mieście znajduje się osoba, która jest zdolna do masowego mordu – mówi i dodaje, że jeśli lęki związane ze wstrząsającymi przeżyciami trwają dłużej, może to oznaczać, że osoba, która się im poddaje ma po prostu specyficzny, skłonny do nich rys osobowości. – Ujawnia się u osób z natury lękliwych lub podejrzliwych – ocenia.
Trzeba znać koniec
Psychologowie przekonują, że każda trauma musi mieć koniec, bo sama natura wyposażyła nas w mechanizmy, które pomagają sobie z nią radzić. – Chwila lęku, chwila niepokoju, smutku, żalu. Później w naturalny sposób odchodzi to z pamięci. Psychika się naturalnie broni. Jesteśmy wyposażeni w taki mechanizm. Inaczej nie przeszlibyśmy przez ulicę – wyjaśnia Agnieszka Iwaszkiewicz.
Jak poznać, czy poradziliśmy sobie z trudnym przeżyciem? Okazuje się, że pomocne mogą być wspólne, na przykład rocznicowe uroczystości.
– Trauma powinna mieć koniec. W którymś momencie do wydarzeń, jakie nas dotknęły powinniśmy podchodzić z coraz większym dystansem. Możemy o
nich pamiętać, możemy składać kwiaty, ale przychodzi czas, kiedy robimy to już bez bólu i rozpaczy. Pojawia się spokój i pogodzenie z samym sobą, ze swoim smutkiem. Jeśli nie ma wewnętrznego spokoju, oznacza to, że rana wciąż pozostaje otwarta - mówi. - Część osób nie kończy żałoby, nie kończy traumy i cały czas w tym tkwi. To bardzo je niszczy. Niszczy też innych z którymi one żyją. To rodzaj śmierci za życia. Tym osobom potrzebna jest profesjonalna pomoc, ale często nie potrafią o nią poprosić – kwituje Beata Kosior.